Kanie się kłaniają.

Doszłam do wniosku, że nosząc je w koszyku, rozsiewam je, bo rosną teraz na mojej trasie spacerowej.

W ogóle nie schodziłam z drogi leśnej i znów mam obiad, a nawet kilka, ale część idzie do mrożenia,
a część poczeka do jutra, bo po pierwsze wczoraj jadłam kotlety z kań, po drugie ziemniaczków mi brakło

, po trzecie od kilku dni planuję zrobić tajina i nie mogę, bo coś innego wyskakuje

, a produkty czekać dłużej nie mogą, zwłaszcza kolendra, która w domu nie chce się przechowywać.
Przyjemnej drzemki życzę.
