Moje doświadczenia w Mewach

. Ostatni tydzień kwietnia wybrałam się z koleżanką do Kogu - prywatnie. Wyjazd na tzw.ostatnią chwilę i wybór padł właśnie na Mewy. Była promocja dla seniorów, czyli ok - jedziemy. Ustalenia telefoniczne, wszytko załatwione i przychodzi pismo - zakwaterowanie w Mewie III czyli na posiłki, zabiegi i basen( w cenie) należy dochodzić. Blisko, no ale to koniec lutego, za ciepło nie jest. Fatalnie. Dzwonię, nawijam, że "dochodzenie" nie wchodzi w grę. Znów ustalenia telefoniczne - proponują zakwaterowanie w Mewie D - chyba lepiej tak sobie myślę - no ale promocji dla seniora nie ma - trza dopłacić - trudno. Jedziemy - ostatni tydzień lutego - leje cały dzień i w Kogu też leje. Dostajemy pokój Mewa D ostatnie piętro. Pokój jak pokój nic szczególnego - malutki,nowe mebelki z okien widok na wejście do hotelu Gryf II. I teraz zaczyna się wędrówka - na posiłki, na zabiegi, na basen - najpierw korytarzem do windy zjeżdżam jedno piętro, teraz łącznikiem idę do Mewy C i tu do windy(czekanie na windę) zjazd jedno piętro i znów łącznikiem z budynku C do Mewy A, czyli na stołówkę i basen, a na zabiegi to dalej łącznikiem i windą na -1 do bazy zabiegowej. Codziennie przez tydzień (i całe szczęście, że przez tydzień) trzy posiłki, dwa zabiegi i jeszcze basen jako trzeci zabieg - taki spacerek łącznikami, windami lub schodami - kroki na zegarku zaliczone - nawet nad morze nie trzeba iść. W Mewach dbają o kuracjuszy i tych z NFZ i tych prywatnych - co mają się nudzić - niech "se" pochodzą. Pozdrawiam serdecznie Nina.