Wągrowiec od Gdyni nie jest jakoś nie wiadomo jak oddalony, ale mimo to przyjechałam dzień wcześniej. W związku z tym, że ZUS płaci od północy to koszt takiego przedprzyjazdu wynosi 50 zł. Dodatkowo wykupiłam sobie też kolację za 35 zł, natomiast nie jest to obowiązkowe i nie jest w żaden sposób sugerowane. Pokój, w którym jest się zakwaterowanym jest już pokojem na cały pobyt. Ze względu na specyfikę umowy z ZUS pokoje są wyłącznie dwuosobowe, aczkolwiek były osoby, które spały same w pokoju, gdyż ich współlokator ostatecznie nie dojechał.
Sam ośrodek jest kameralny, pokoje mieszkalne znajdują się w jednym dwupiętrowym skrzydle, przy czym na parterze kwaterowani byli – przynajmniej podczas mojego pobytu – wyłącznie goście komercyjni, ponieważ w ośrodku realizowane są także turnusy rehabilitacyjne. W ośrodku są windy. We wszystkich pokojach są łazienki, jest też bezpłatnie czajnik i telewizor. Pokoje na pierwszym piętrze mają niemalże małe tarasy, co pewnie w cieplejszych porach roku może być dodatkowym atutem, bo w okresie jesienno-zimowym służyły nam praktycznie tylko i wyłącznie za naturalną lodówkę. Pokoje na drugim piętrze mają niewielkie balkoniki. Wszystkie pokoje wychodzą albo na parking albo na jezioro – bo trzeba wspomnieć, że ośrodek leży praktycznie nad samym jeziorem. Ma spory teren od jego strony z ławeczkami, huśtawkami, jest też domek ogniskowy oraz bezpośrednie zejście do jeziora. Dodatkowo obiekt jest położony tuż obok lasu, więc dla lubiących spacery w pięknych okolicznościach przyrody jest to idealne miejsce.
Wielspin, przynajmniej obecnie, ma podpisaną umowę tylko na profil psychosomatyczny, co oznacza, że przede wszystkim w trakcie turnusu są zajęcia, a nie zabiegi. Ze względu na to, że ośrodek ma podpisane dwie umowy z ZUS to przyjezdni są dzieleni na dwie grupy przyjeżdżające po sobie dzień po dniu – niebieską i czerwoną. Każda kolorowa grupa z kolei jest jeszcze dzielona na dwie mniejsze i to w takiej grupie przez cały turnus chodzi się razem na zajęcia. Podział na kolory obowiązuje także na stołówce – czerwoni są po jednej stronie, niebiescy po drugiej, a środkowy rząd przewidziany jest dla osób na turnusach prywatnych/rehabilitacyjnych.
W ramach zajęć odbywają się zajęcia ruchowe (albo w sali na matach albo jako spacer po okolicy), terapia zajęciowa (świetni prowadzący i naprawdę ciekawe zajęcia, z których przywiozłam sporo fajnych własnoręcznie wykonanych rzeczy), choreoterapia, trening relaksacyjny, tzw. psychoterapia grupowa i indywidualna, muzykoterapia (nauka gry na skrzypcach) oraz edukacja zdrowotna, ale także spotkania z psychiatrą. W ciągu jednego tygodnia turnusu mamy też dodatkowo zabiegi – prądy, lampy, pole magnetyczne, itp., które są ustalane po przyjeździe w trakcie spotkania z fizjoterapeutką. Dużym minusem dla mnie było to, że nie było absolutnie żadnej możliwości, żeby dokupić sobie dodatkowo zabiegi, bo jednak 5 prądów to niewiele, żeby mogło to coś rzeczywiście pomóc.
Same zajęcia odbywają się od 8:30 do 18:30, przy czym większość zajęć odbywa się w porze przedobiadowej. W soboty zajęcia odbywają się tylko do obiadu, niedziele są w pełni wolne. Kłopotliwe było to, że niektóre zajęcia w mojej grupie wypadały w trakcie obiadu, więc niestety trzeba było iść na ten obiad później. Zajęcia odbywają się w różnych salach, których nazwy związane są z kolorami. Na moim turnusie w harmonogramie, który każdy z nas otrzymywał na początku i na którym zbierało się podpisy, nie było napisanych nazw sal, co powodowało totalny chaos na samym początku, bo wszyscy biegali po wszystkich piętrach nie wiedząc gdzie co jest.
Nie wiem jak w innych miejscach, bo był to mój pierwszy turnus z prewencji rentowej, ale sporo jest niestety biurokracji – oprócz harmonogramu, w którym musimy zbierać podpisy prowadzących, ale też samodzielnie się podpisywać jest jeszcze kolejna lista z podpisami, którą też trzeba wypełniać. Teczki z tymi listami i harmonogramami codziennie wieczorem należy zostawić u pielęgniarek (i stanowi to niejako sprawdzenie, że jesteśmy w ośrodku) a następnie rano ponownie odebrać. Do tego oficjalnie każdorazowe wyjście należało również wpisywać u pielęgniarek a po powrocie znów się odhaczać. Większość z nas jednak nie wypisywała się wychodząc na spacer lub na zakupy i robiła to jedynie w trakcie całodziennych wypadów w dni wolne. Problematyczne jest również zwalnianie się z zajęć np. z powodu choroby – nie otrzymuje się zwolnienia na więcej niż jeden dzień i każdorazowo trzeba się kolejnego dnia stawiać znów w kolejce do lekarza z prośbą o zwolnienie z zajęć. Jako, że byłam w okresie listopadowo-grudniowym to niestety osób chorych było sporo i trzeba było swoje codziennie odsiedzieć pod gabinetem lekarza. Co gorsza, codziennie jest inny lekarz psychiatra i niestety różni lekarze mieli różne podejście w temacie zwalniania z tych zajęć – jedni od razu kazali wracać do pokoju i się kurować cały dzień, inni dawali zwolnienia tylko z niektórych zajęć, jeszcze inny lekarz sugerował mi symulowanie i przypominał, że przyjechałam tu na turnus rehabilitacyjny a nie żeby leżeć w łóżku
Sam ośrodek nie organizuje żadnych wycieczek ani wieczorków towarzyskich, ale istnieje możliwość otrzymania zgody na zorganizowanie czegoś w sali kawiarnianej na poziomie -1. Można podłączyć się do głośników, żeby puścić muzykę. Otwiera się wówczas „kawiarnia”, w której można zakupić napoje bezalkoholowe i alkoholowe, drinki czy jakieś drobne przekąski. Można też wnieść coś swojego, ale w dobrym tonie było jednak, żeby kupić też coś u pani Irenki w kawiarence, ponieważ zostaje ona specjalnie na czas takiego wieczorka. W trakcie mojego pobytu zorganizowaliśmy andrzejki, mikołajki oraz pożegnalne spotkanie. Druga kolorowa grupa, z którą organizowaliśmy andrzejki, niestety bardzo mocno popłynęła z alkoholem wtedy, przez co nie dostała już pozwolenia na organizowanie czegoś w ośrodku i zamiast tego dostali do swojej dyspozycji domek z paleniskiem na zewnątrz. Co tylko spowodowało jeszcze więcej przeziębionych osób w późniejszym czasie.
Na miejscu natomiast są kręgle (60 zł za tor za godzinę), sauna (60 zł za godzinę) oraz basen bezpłatnie, przy czym tylko w określonych godzinach po wcześniejszym uzgodnieniu z ratownikiem. W samym Wągrowcu jest też mały aquapark oraz kino, oba po drugiej stronie jeziora. Dla osób mobilnych niedaleko jest Gniezno, Poznań i Bydgoszcz, które idealnie nadają się na jakiś sobotni lub niedzielny wypad.
Posiłki serwowane są o 8:00, 13:00 oraz 18:00. Śniadanie i kolacja są w formie szwedzkiego stołu, obiad jest serwowany do stolika. Po NFZ-towych porcjach spodziewałam się raczej okrojonego wyboru, tymczasem posiłki bufetowe były naprawdę urozmaicone, codziennie było coś na ciepło, kilka sałatek, mnóstwo warzyw, kilka rodzajów pieczywa, wędliny i sera, czasem też coś na słodko. Nieco gorzej było z obiadami, które co prawda były smaczne, natomiast dla mnie były mocno monotonne – praktycznie non stop ziemniaki, mięso w sosie i surówka. Najbardziej bezmięsnym daniem były gołąbki, poza tym zawsze była to sztuka mięsa. Brakowało mi urozmaicenia w postaci dań jarskich albo chociażby dań mięsnych, ale w innej formie niż ta sztuka mięsa, kotlet lub pulpet. Na moim turnusie było kilka osób, które miały dietę cukrzycową oraz jedna, która miała bezlaktozową, ale polegały one na tym, że dostawali zwykle to samo co reszta, tylko bez jakiegoś sosu, mleka albo zamiast surówki gotowane warzywa.
W recepcji jest „sklepik”, w którym można kupić napoje, piwo, słodycze, gdyby ktoś nie zrobił zakupów wcześniej i go nagle przypiliło. W każdy wtorek przychodzi z biblioteki pani, u której można wypożyczyć książki - osobiście polecam coś pożyczyć tak po prostu i sprawić jej tym samym naprawdę ogromną przyjemność, bo widać, że się stara i jej zależy
Sam pobyt, mimo słabej pory roku, uważam za udany, przy czym nie ukrywam, że w dużej mierze jest to zasługa towarzystwa osób, które były ze mną na tym turnusie. Tym bardziej przy tego typu profilu chorób. Czy wróciłabym tam ponownie? Nie wiem, co najwyżej do fryzjera, bo nikt nigdy mnie tak dobrze nie ściął jak tam


