Horyniec Dom Zdrojowy
-
lucjabrunet
- Nowy Kuracjusz

- Posty: 7
- Na forum od: 07 gru 2010 18:49
Horyniec Dom Zdrojowy
No więc tak, wyprałam kostium i śmierdział , ręcznik też dalej śmierdzi. Siara . Jedyna w swoim rodzaju. I w związku z tymi zapachami Horyniec stanął przed oczami ….
Marzył mi się Iwonicz, Polańczyk a tu zrządzeniem NFZtu - Horyniec - no prawie Iwonicz . Prawie robi wielką róźnicę !!! Z perspektywy czasu jednak różnica ta jest wielka , ale nie straszna. Po prostu co innego.
Okolica
Jak w pewnym dowcipie
Rozmawiają mężczyźni o swoich kobietach
Moja to jak Meksyk - taka wielka
Moja jak Paryż taka figlarna...
A moja jak Suwałki
?????Jak Suwałki
No tak - okolica przepiękna ale dziura straszna !!!No i w Horyńcu podobnie Okolica przepiękna.... Z jednej strony płaskowyż, z drugiej pagórki z mnóstwem lasów . We mnie to wywołuję skojarzenie z taką starą piosenką „Cicha Woda” - ale nie ze względu na liczne strumienie , które z Roztocza się właśnie roztaczają , tylko ze względu na stan jaki powoduje w duszy. To nie są strzeliste góry skaliste , których widok zapiera dech w piersi i człowiek zostaje zwalony silnym ciosem. Pierwsze wrażenie jest takie łagodne - ładnie tu. .Ale jak taka cicha woda niepostrzeżenie wyrywa kamienie to po powrocie dzieje się tak, że widoku lasów brak. A dodam, że to wszystko widziałam, kiedy było przedzimie - najmniej ciekawa pora roku - liście już spadły, a śnieg jeszcze nie.
Sam Horyniec jak te Suwałki - kto był w Suwałkach ten wie.
Kwatera
Odczucia pierwsze czyli pobieżne internetowe - nie wyglądało to najlepiej. Budynek sprawiał wrażenie położonego w szczerym polu, a to nie do końca prawda. Otoczenie jeszcze nie całkiem zagospodarowane, ale latem musi być całkiem fajnie wywalić się z kocem na trawę , ludzi mało, spokój.
Brak balkonów niestety i pod tym względem na pewno fajniej w CRR KRUS . Obiekt w ogóle jest chybiony architektoniczne i tak już zostanie. Pierwsza kondygnacja sili się na bycie pałacem - wysoki sufit i długie żyrandole - ale wychodzi z tego kicz. Na środku pijalni podwyższony sufit i cokół z bateriami do poboru wody. Z tego powodu pijalnia żle pełni role sali tanecznej i koncertowej. A wystarczyło umieścić dystrybutory i wysoką roślinność gdzieś w rogu. W Internecie nie ma także zdjęć wnętrz pokoi - bo i też nie mają się za bardo czym chwalić. Ale jest schludnie, czysto. Nie trafi się taka gratka jak kiedyś w Połczynie - radio, a przy wskaźniku kondensatora prusaczek - już suszony . W ogóle zdjęcia nieco przekłamują rzeczywistość - basen na zdjęciach jest np większy I jest to czego nijak nie pokażą zdjęcia - mianowicie dobre ogrzewanie- najbardziej bałam się zimna i niedogrzanych pomieszczeń. Cała walizka swetrów - zupełnie niepotrzebnie. Wewnątrz atmosfera jest taka bardziej tropikalna - gołe stopki, klapeczki szorciki - no wakacyjność listopadowa w pełni!!!
Ci, którzy przychodzili z zewnątrz mogli spokojnie przebrać się w szatni. Nie ma też potrzeby wracać do pokoju na wypoczynek - są wypoczywalnie z leżankami i mnóstwo kanap foteli i krzeseł do siedzenia . Jak tak człowiek dobrze wypoczął wstąpił do kawiarni na kawę albo coś zimnego do picia- bo po zabiegach czasem jest się trochę spragnionym - to i przed obiadem nawet do pokoju nie zdążył.
Żarcie
Jest bardzo dobre. Estetycznie podane, obrusy zmieniane co kilka dni. Jedną z tych rzeczy , które zostaną mi w pamięci na długo są horynieckie ziemniaczki puree. Chyba najlepsze jakie w życiu jadłam - i to nie zdarzyło się raz tylko, tak było codziennie. Do tego pyszne surówki i fajnie przyrządzane mięsko taki np. soczysty schabik pieczony ach!. Nie trafiały się takie cuda jak gulasz z serc albo inna podlizna. Co więcej schabik był nietłusty, zdrowy, wyłącznie środkowy- żadnej karkóweczki. Tylko w piątki było gorzej, bo była ryba. (Nawiasem mówiąc bardzo religijna okolica, w każdej miejscowości cerkiew i kaplica, a jak ktoś chce do innego Boga to i nawet synagoga). Ponieważ wybrałam dietę lekkostrawną, więc smażone jedzonko było niedostępne, a przyrządzanie gotowanych bezsmrodnych ryb to wielka sztuka, której kucharze w Horyńcu jeszcze w pełni nie posiedli. Dla tych, co to lubią być mniej pazerni, roślinożerni też było trochę gorzej, bo poza obiadami warzywa występowały w śladowych ilościach. Ale generalnie fantastycznie Do domu wróciłam stęskniona jedynie za serem feta, oliwkami i suszonymi pomidorami . No i jeszcze po trzech tygodniach zdrowotności w jedzeniu miałam ochotę na coś takiego przepysznie tłusto niezdrowego - tak żeby poczuć następnego ranką zgagę, no ale zamówiłam KFC i już wszystko jest w porządku.
Zabiegi - czyli jądro ciemności
Ogólnie rzecz biorąc niezłe. Higienicznie , punktualnie, acz bez przesady - można było sobie co nieco plan przemodelować, oczywiści nie dotyczy to każdego zabiegu.
Basen
Może nie jestem starym wyjadaczem jeśli chodzi o kuracjuszostwo, ale z niejednego basenu już wodę piłam. No i w Horyńcu jest zupełnie wyjątkowa - nie, że taka smaczna, ale że siarczkowa. Ściślej rzecz biorąc pierwszego dnia po wymianie jest ona siarkowodorowo- siarczkowa, taka żółtozielona i śmierdzącą jak oddech Bazyliszka. Potem siarkowodór odparowuje, w samym pomieszczeniu basenu już tak nie ma smrodu, a woda zmienia kolor na taki mętno- błękitny . Nie wiem jakie właściwości przypisuje tej wodzie balneologia (bo dla mnie to jest dziedzina wiedzy podobne do astrologii - nie zbadane są do końca jej metody działania) ale na pewno fajnie wpływa na skórę - zarzuciłam, nie tylko ja, używanie balsamów - po prostu nie ma takiej potrzeby- no chyba, że się chce zniwelować smród siarki obecny także na skórze. Woda jest cieplejsza niż w standardowym basenie z wodą ozonowaną - a mimo to można popływać . Przy czym trudno się utopić- próbowałam zanurkować do dna (głębokość basenu 1.30 m ) i nie dałam rady. Ten silny wypór wody jest wykorzystywany w trakcie ćwiczeń. Zabieg składa się z 15 minut ćwiczeń i 15 minut czasu wolnego z możliwością korzystania z hydromasaży. Nie wiem czemu są one lżejsze aniżeli na zwykłych basenach.
Jeśli chodzi o ćwiczenia to dużo zależy od prowadzących. W rodzinnej miejscowości stykam się z o wiele bardziej umiejętnym instruowaniem Dzięki temu wiem, co dzięki którym ćwiczeniom mam osiągnąć i przy pomocy których mięśni. Przy tak silnie wypierającej wodzie ważne jest, aby powiedzieć ćwiczącym że muszą mieć napięte mięśnie brzucha i pośladki, bo to pomaga utrzymać pozycję stojącą i umożliwia wpychanie pod wodę tych różnych przedmiotów udręki jak makarony czy hantle . Ogólnie rzecz biorąc przyjemnie - tylko dlaczego ten kostium, mimo że po praniu dalej zachowuje w sobie “atmosferę” Horyńca.
Gimnastyka
W przeciwieństwie do basenu pozostawia bardzo wiele do życzenia. Jest takim zabiegiem traktowanym po macoszemu . Jeśli ktoś, tak jak ja, marzył o tym, żeby się wyćwiczyć to musi to marzenie spełnić w innym miejscu. A szkoda, bo w przeciwieństwie do balneologii, właściwości terapii za pomocą odpowiedniej gimnastyki są dobrze poznane. Sala wielka, niczym sportowa hala , przyjemna podłoga takie jasne panele, ale ogólne wrażenie takie szarobure, zupełnie inaczej niż na basenie bo pomieszczenie basenowe jest intensywnie kolorowe. Może to wszystko jest w trakcie przemian i basen jest już motylem, a sala jeszcze gąsienicą.
Urządzenia - konkretnie rowerki wołają o pomstę do nieba. Opór jest tak niski , że nie sposób się zmęczyć, paski przy pedałach na rzepy - tanie i archaiczne. Siodełka z blachy okrytej gąbką - niemiłosiernie piją w tyłek . Po powrocie zasiadłam na mój własny rowerek i po Horyńcu zdało mi się to niczym najdelikatniejsza pieszczota. Pozostały sprzęt wydaje się być nieco lepszy - bieżnia Yorka atlas i\ jeszcze taki fotel do masażu. Spędzając bolesne godziny na rowerku obserwowałam błogostan na twarzach masowanych .Wywołuje to skojarzenie z pewną sceną z filmu “Kiedy Harry poznał Sally “ On i ona siedzą w restauracji rozważając wzajemne relacje . On z samczą pewnością siebie stwierdza ,że przy nim one nigdy nie udawały i w tym momencie kąsek przełykanego hamburgera wytraca prędkość wskutek powolnego opadnięcia szczęki i zaciskania gardła. Wszyscy w restauracji spoglądają w ich kierunku Meg Ryan wydaje z siebie ekstatyczne dźwięki, twarzą wyraża kosmicznie przyjemne emocje, trwa to kilka sekund, po czym otworzywszy oczy uładza sponiewieraną fryzurę i uśmiecha się i spokojnie widelcem dziobie sałatkę . Kobieta przy stoliku obok mówi - “ja poproszę to samo co ta Pani”
Ze mną jest podobnie - też chciałabym poprosić to samo co Ci Państwo na fotelu masującym - takie przekonujące mieli miny tylko ,że bez udawania.
Kolejną ofertą są ćwiczenia na podwieszkach - to wygląda podobnie jak w innych ośrodkach rehabilitacji, tylko znów takie szarobure, gdy tymczasem gdzie indziej pasy podwieszki gumki są kolorowe - bo te kolory dodają energii.
Jeśli chodzi o gimnastykę indywidualną i zbiorową to ta sama uwaga - braki w wyposażeniu - nie ma piłek terapeutycznych - taki wielkich 65 cm. Nie ma “beretów”, nie ma taśm gumowych i w związku z tym gimnastyka jest mało urozmaicona
Z rehabilitantami może być róźnie - przez 3 tygodnie trafia się na różne osoby Niektóre bardzo przemiłe i zaangażowane, jedna z rehabilitantek pożyczyła mi swoją taśme abym mogła ćwiczyć niektóre partie mięśni i jakoś było . W ogóle wyższa jakość ludzi nieco uzupełnia niską jakość sprzętu
Generalnie jednak, gdybym miała ująć to jednym słowem powiedziałabym “Skansen”
Borowina
Horyniec się nią szczyci . Ja niestety nie mam skali porównawczej. Miło - tyle tylko, że na golasa. Dla bardzo skrępowanych podobno są jednorazowe majtki fizelinowe dostępne w recepcji. No i borowina zapewnia to, czego nie była mi w stanie dostarczyć sala gimnastyczna - mogłam się wreszcie spocić. Ogólnie rzecz biorąc fajna sprawa Robią z człowieka taką tortillę. Człowiek niczym kurczak panierowany , borowina niczym majonez i to wszystko na gładko owinięte ceratką. Tylko potem nie sposób się z tego opłukać. Błotko tak się wżera w każdy zaułeczek, że paznokietki u nóg są niehigienicznie jeszcze kilka dni po powrocie. .
Czas wolny
W każdym pokoju jest telewizor - niestety. W holu jest hot spot na szczęście . Są organizowane wycieczki - krótsze i dłuższe, w dni wolne i popołudniami, ale nie ma ich zbyt wielu. Osoby, które były np. we Lwowie wróciły zadowolone. Na terenie samego ośrodka niewiele się dzieje i nie wszystko jest ciekawe. Za to można wyjechać i z cudowną pościelą i z cudownymi garnkami i jeszcze z biżuterią artystyczną . W samym Horyńcu brak jest jakichś takich wydarzeń kulturalnych - mimo iż przecież w sumie w sanatoriach przebywa na turnusach 600 osób dzień w dzień. I nudzą się i wydaliby, pieniądze , ale nie ma gdzie. Kawiarnia sanatoryjna jak na złość w piątki soboty i niedziele po południu jest nieczynna. Generalnie kawiarnia jest ok.. Można kupić wszystko to, czego potrzeba. Owoce słodycze , kawę rzeczy zapomniane czyli szczoteczkę do zębów , waciki , maszynkę do golenia. No i niezbędnik kuracjusza czyli to co gasi tęsknotę mianowicie piwo - bardzo dobry Leżajsk z beczki w optymistycznej cenie 3 zeta za 0,3 l oraz kartki pocztowe i znaczki . Papierosów niet - trzeba do miasta (czyli centrum wsi) zasuwać . Nie zauważyłam też żeby, ktoś pytał o korkociąg lub prezerwatywy- ale to może przez nieśmiałość. Płaci się gotówką, ale nie ma problemu, bo najbliższy bankomat jest w sąsiednim budynku KRUS.
Skutecznym wypełniaczem czasu jest basen naprzeciwko - Wodny Świat. Ma on m.in. tę zaletę , że jest otwarty wtedy, gdy wszystko inne już nie działa tzn też w niedzielę i do 21 szej. Jest niedrogo - w zależności od pory dnia 7-12 zeta za godzinę Oprócz basenu do dyspozycji jest sauna i siłowania - 100 razy lepsza niż sala gimnastyczna w sanatorium. I jeszcze takie super ceramiczne podgrzewane leżanki
Ludzkość
Ludzkość autochtoniczna w Horyńcu jest miła. Pierwsze wrażenie może nie było najlepsze - rzucił mi się w oczy pewien obywatel pod słupkiem na zakręcie leżący. Ale to taki może miejscowy koloryt, rzekłabym uzupełnienie krajobrazu “Spotkasz chłopa, gęba sina , oj nie wraca ci on z kina taka gmina” Obsługa sanatorium, serdeczna kobieta sprzedająca bilety w Wodnym Świecie, sprzedawczyni w spożywczym właściciel pewnego krnąbrnego psa nad zalewem , i jeszcze rodzinka, z którą wdałam się w pogawędkę w saunie - wszyscy byli ok.. no może jeden mały wyjątek to Pani w cukierni. Przyjezdni też są mili - ale oni nie są w pracy , co nieco zmienia postać rzeczy. Zdecydowana większość to emeryci - ale niektórzy całkiem dziarscy. Dzieci są rzadkością może i dobrze bo sanatorium nie jest dla nich przystosowane. W ogóle ciśnie mi się na usta odczucie, że to sanatorium nie jest dla młodych
Może jeszcze na koniec spostrzeżenia językowe. Ci którzy nieco się nad językiem zastanawiają , wiedzą że odzwierciedla on sposób myślenia i potrzeby ludzi Jest takie słowo “przepić” oznaczające przetracenie jakiegoś majątku - piosenka - “Przepijemy naszej Babci domek cały“. Otóż przetłumaczenie tego na język angielski jest trudne - zapewne ze względu na fakt, iż to zjawisko w życiu osób posługujących się angielskim nie jest powszechne i nie trzeba nazywać go odrębnym słowem.
Horyńczanie w przypadku jakiegoś zagrożenia nieszczęściem, niewłaściwego fajtłapowatego zachowania nie mówią “nic się nie stało “ . Mówią “nic się nie dzieje”. Używają czasu teraźniejszego, tak jakby w ich mniemaniu czas płynął wolniej, i to co dla innych jest przeszłością dla Horyńczan pozostaje jeszcze teraźniejszością. Zastanawia mnie tylko, co mówią wtedy , gdy naprawdę nic się nie dzieje i chciałoby się podkreślić marazm, statyczność i nudę - a może im po prostu taki zwrot jest niepotrzebny.
Marzył mi się Iwonicz, Polańczyk a tu zrządzeniem NFZtu - Horyniec - no prawie Iwonicz . Prawie robi wielką róźnicę !!! Z perspektywy czasu jednak różnica ta jest wielka , ale nie straszna. Po prostu co innego.
Okolica
Jak w pewnym dowcipie
Rozmawiają mężczyźni o swoich kobietach
Moja to jak Meksyk - taka wielka
Moja jak Paryż taka figlarna...
A moja jak Suwałki
?????Jak Suwałki
No tak - okolica przepiękna ale dziura straszna !!!No i w Horyńcu podobnie Okolica przepiękna.... Z jednej strony płaskowyż, z drugiej pagórki z mnóstwem lasów . We mnie to wywołuję skojarzenie z taką starą piosenką „Cicha Woda” - ale nie ze względu na liczne strumienie , które z Roztocza się właśnie roztaczają , tylko ze względu na stan jaki powoduje w duszy. To nie są strzeliste góry skaliste , których widok zapiera dech w piersi i człowiek zostaje zwalony silnym ciosem. Pierwsze wrażenie jest takie łagodne - ładnie tu. .Ale jak taka cicha woda niepostrzeżenie wyrywa kamienie to po powrocie dzieje się tak, że widoku lasów brak. A dodam, że to wszystko widziałam, kiedy było przedzimie - najmniej ciekawa pora roku - liście już spadły, a śnieg jeszcze nie.
Sam Horyniec jak te Suwałki - kto był w Suwałkach ten wie.
Kwatera
Odczucia pierwsze czyli pobieżne internetowe - nie wyglądało to najlepiej. Budynek sprawiał wrażenie położonego w szczerym polu, a to nie do końca prawda. Otoczenie jeszcze nie całkiem zagospodarowane, ale latem musi być całkiem fajnie wywalić się z kocem na trawę , ludzi mało, spokój.
Brak balkonów niestety i pod tym względem na pewno fajniej w CRR KRUS . Obiekt w ogóle jest chybiony architektoniczne i tak już zostanie. Pierwsza kondygnacja sili się na bycie pałacem - wysoki sufit i długie żyrandole - ale wychodzi z tego kicz. Na środku pijalni podwyższony sufit i cokół z bateriami do poboru wody. Z tego powodu pijalnia żle pełni role sali tanecznej i koncertowej. A wystarczyło umieścić dystrybutory i wysoką roślinność gdzieś w rogu. W Internecie nie ma także zdjęć wnętrz pokoi - bo i też nie mają się za bardo czym chwalić. Ale jest schludnie, czysto. Nie trafi się taka gratka jak kiedyś w Połczynie - radio, a przy wskaźniku kondensatora prusaczek - już suszony . W ogóle zdjęcia nieco przekłamują rzeczywistość - basen na zdjęciach jest np większy I jest to czego nijak nie pokażą zdjęcia - mianowicie dobre ogrzewanie- najbardziej bałam się zimna i niedogrzanych pomieszczeń. Cała walizka swetrów - zupełnie niepotrzebnie. Wewnątrz atmosfera jest taka bardziej tropikalna - gołe stopki, klapeczki szorciki - no wakacyjność listopadowa w pełni!!!
Ci, którzy przychodzili z zewnątrz mogli spokojnie przebrać się w szatni. Nie ma też potrzeby wracać do pokoju na wypoczynek - są wypoczywalnie z leżankami i mnóstwo kanap foteli i krzeseł do siedzenia . Jak tak człowiek dobrze wypoczął wstąpił do kawiarni na kawę albo coś zimnego do picia- bo po zabiegach czasem jest się trochę spragnionym - to i przed obiadem nawet do pokoju nie zdążył.
Żarcie
Jest bardzo dobre. Estetycznie podane, obrusy zmieniane co kilka dni. Jedną z tych rzeczy , które zostaną mi w pamięci na długo są horynieckie ziemniaczki puree. Chyba najlepsze jakie w życiu jadłam - i to nie zdarzyło się raz tylko, tak było codziennie. Do tego pyszne surówki i fajnie przyrządzane mięsko taki np. soczysty schabik pieczony ach!. Nie trafiały się takie cuda jak gulasz z serc albo inna podlizna. Co więcej schabik był nietłusty, zdrowy, wyłącznie środkowy- żadnej karkóweczki. Tylko w piątki było gorzej, bo była ryba. (Nawiasem mówiąc bardzo religijna okolica, w każdej miejscowości cerkiew i kaplica, a jak ktoś chce do innego Boga to i nawet synagoga). Ponieważ wybrałam dietę lekkostrawną, więc smażone jedzonko było niedostępne, a przyrządzanie gotowanych bezsmrodnych ryb to wielka sztuka, której kucharze w Horyńcu jeszcze w pełni nie posiedli. Dla tych, co to lubią być mniej pazerni, roślinożerni też było trochę gorzej, bo poza obiadami warzywa występowały w śladowych ilościach. Ale generalnie fantastycznie Do domu wróciłam stęskniona jedynie za serem feta, oliwkami i suszonymi pomidorami . No i jeszcze po trzech tygodniach zdrowotności w jedzeniu miałam ochotę na coś takiego przepysznie tłusto niezdrowego - tak żeby poczuć następnego ranką zgagę, no ale zamówiłam KFC i już wszystko jest w porządku.
Zabiegi - czyli jądro ciemności
Ogólnie rzecz biorąc niezłe. Higienicznie , punktualnie, acz bez przesady - można było sobie co nieco plan przemodelować, oczywiści nie dotyczy to każdego zabiegu.
Basen
Może nie jestem starym wyjadaczem jeśli chodzi o kuracjuszostwo, ale z niejednego basenu już wodę piłam. No i w Horyńcu jest zupełnie wyjątkowa - nie, że taka smaczna, ale że siarczkowa. Ściślej rzecz biorąc pierwszego dnia po wymianie jest ona siarkowodorowo- siarczkowa, taka żółtozielona i śmierdzącą jak oddech Bazyliszka. Potem siarkowodór odparowuje, w samym pomieszczeniu basenu już tak nie ma smrodu, a woda zmienia kolor na taki mętno- błękitny . Nie wiem jakie właściwości przypisuje tej wodzie balneologia (bo dla mnie to jest dziedzina wiedzy podobne do astrologii - nie zbadane są do końca jej metody działania) ale na pewno fajnie wpływa na skórę - zarzuciłam, nie tylko ja, używanie balsamów - po prostu nie ma takiej potrzeby- no chyba, że się chce zniwelować smród siarki obecny także na skórze. Woda jest cieplejsza niż w standardowym basenie z wodą ozonowaną - a mimo to można popływać . Przy czym trudno się utopić- próbowałam zanurkować do dna (głębokość basenu 1.30 m ) i nie dałam rady. Ten silny wypór wody jest wykorzystywany w trakcie ćwiczeń. Zabieg składa się z 15 minut ćwiczeń i 15 minut czasu wolnego z możliwością korzystania z hydromasaży. Nie wiem czemu są one lżejsze aniżeli na zwykłych basenach.
Jeśli chodzi o ćwiczenia to dużo zależy od prowadzących. W rodzinnej miejscowości stykam się z o wiele bardziej umiejętnym instruowaniem Dzięki temu wiem, co dzięki którym ćwiczeniom mam osiągnąć i przy pomocy których mięśni. Przy tak silnie wypierającej wodzie ważne jest, aby powiedzieć ćwiczącym że muszą mieć napięte mięśnie brzucha i pośladki, bo to pomaga utrzymać pozycję stojącą i umożliwia wpychanie pod wodę tych różnych przedmiotów udręki jak makarony czy hantle . Ogólnie rzecz biorąc przyjemnie - tylko dlaczego ten kostium, mimo że po praniu dalej zachowuje w sobie “atmosferę” Horyńca.
Gimnastyka
W przeciwieństwie do basenu pozostawia bardzo wiele do życzenia. Jest takim zabiegiem traktowanym po macoszemu . Jeśli ktoś, tak jak ja, marzył o tym, żeby się wyćwiczyć to musi to marzenie spełnić w innym miejscu. A szkoda, bo w przeciwieństwie do balneologii, właściwości terapii za pomocą odpowiedniej gimnastyki są dobrze poznane. Sala wielka, niczym sportowa hala , przyjemna podłoga takie jasne panele, ale ogólne wrażenie takie szarobure, zupełnie inaczej niż na basenie bo pomieszczenie basenowe jest intensywnie kolorowe. Może to wszystko jest w trakcie przemian i basen jest już motylem, a sala jeszcze gąsienicą.
Urządzenia - konkretnie rowerki wołają o pomstę do nieba. Opór jest tak niski , że nie sposób się zmęczyć, paski przy pedałach na rzepy - tanie i archaiczne. Siodełka z blachy okrytej gąbką - niemiłosiernie piją w tyłek . Po powrocie zasiadłam na mój własny rowerek i po Horyńcu zdało mi się to niczym najdelikatniejsza pieszczota. Pozostały sprzęt wydaje się być nieco lepszy - bieżnia Yorka atlas i\ jeszcze taki fotel do masażu. Spędzając bolesne godziny na rowerku obserwowałam błogostan na twarzach masowanych .Wywołuje to skojarzenie z pewną sceną z filmu “Kiedy Harry poznał Sally “ On i ona siedzą w restauracji rozważając wzajemne relacje . On z samczą pewnością siebie stwierdza ,że przy nim one nigdy nie udawały i w tym momencie kąsek przełykanego hamburgera wytraca prędkość wskutek powolnego opadnięcia szczęki i zaciskania gardła. Wszyscy w restauracji spoglądają w ich kierunku Meg Ryan wydaje z siebie ekstatyczne dźwięki, twarzą wyraża kosmicznie przyjemne emocje, trwa to kilka sekund, po czym otworzywszy oczy uładza sponiewieraną fryzurę i uśmiecha się i spokojnie widelcem dziobie sałatkę . Kobieta przy stoliku obok mówi - “ja poproszę to samo co ta Pani”
Ze mną jest podobnie - też chciałabym poprosić to samo co Ci Państwo na fotelu masującym - takie przekonujące mieli miny tylko ,że bez udawania.
Kolejną ofertą są ćwiczenia na podwieszkach - to wygląda podobnie jak w innych ośrodkach rehabilitacji, tylko znów takie szarobure, gdy tymczasem gdzie indziej pasy podwieszki gumki są kolorowe - bo te kolory dodają energii.
Jeśli chodzi o gimnastykę indywidualną i zbiorową to ta sama uwaga - braki w wyposażeniu - nie ma piłek terapeutycznych - taki wielkich 65 cm. Nie ma “beretów”, nie ma taśm gumowych i w związku z tym gimnastyka jest mało urozmaicona
Z rehabilitantami może być róźnie - przez 3 tygodnie trafia się na różne osoby Niektóre bardzo przemiłe i zaangażowane, jedna z rehabilitantek pożyczyła mi swoją taśme abym mogła ćwiczyć niektóre partie mięśni i jakoś było . W ogóle wyższa jakość ludzi nieco uzupełnia niską jakość sprzętu
Generalnie jednak, gdybym miała ująć to jednym słowem powiedziałabym “Skansen”
Borowina
Horyniec się nią szczyci . Ja niestety nie mam skali porównawczej. Miło - tyle tylko, że na golasa. Dla bardzo skrępowanych podobno są jednorazowe majtki fizelinowe dostępne w recepcji. No i borowina zapewnia to, czego nie była mi w stanie dostarczyć sala gimnastyczna - mogłam się wreszcie spocić. Ogólnie rzecz biorąc fajna sprawa Robią z człowieka taką tortillę. Człowiek niczym kurczak panierowany , borowina niczym majonez i to wszystko na gładko owinięte ceratką. Tylko potem nie sposób się z tego opłukać. Błotko tak się wżera w każdy zaułeczek, że paznokietki u nóg są niehigienicznie jeszcze kilka dni po powrocie. .
Czas wolny
W każdym pokoju jest telewizor - niestety. W holu jest hot spot na szczęście . Są organizowane wycieczki - krótsze i dłuższe, w dni wolne i popołudniami, ale nie ma ich zbyt wielu. Osoby, które były np. we Lwowie wróciły zadowolone. Na terenie samego ośrodka niewiele się dzieje i nie wszystko jest ciekawe. Za to można wyjechać i z cudowną pościelą i z cudownymi garnkami i jeszcze z biżuterią artystyczną . W samym Horyńcu brak jest jakichś takich wydarzeń kulturalnych - mimo iż przecież w sumie w sanatoriach przebywa na turnusach 600 osób dzień w dzień. I nudzą się i wydaliby, pieniądze , ale nie ma gdzie. Kawiarnia sanatoryjna jak na złość w piątki soboty i niedziele po południu jest nieczynna. Generalnie kawiarnia jest ok.. Można kupić wszystko to, czego potrzeba. Owoce słodycze , kawę rzeczy zapomniane czyli szczoteczkę do zębów , waciki , maszynkę do golenia. No i niezbędnik kuracjusza czyli to co gasi tęsknotę mianowicie piwo - bardzo dobry Leżajsk z beczki w optymistycznej cenie 3 zeta za 0,3 l oraz kartki pocztowe i znaczki . Papierosów niet - trzeba do miasta (czyli centrum wsi) zasuwać . Nie zauważyłam też żeby, ktoś pytał o korkociąg lub prezerwatywy- ale to może przez nieśmiałość. Płaci się gotówką, ale nie ma problemu, bo najbliższy bankomat jest w sąsiednim budynku KRUS.
Skutecznym wypełniaczem czasu jest basen naprzeciwko - Wodny Świat. Ma on m.in. tę zaletę , że jest otwarty wtedy, gdy wszystko inne już nie działa tzn też w niedzielę i do 21 szej. Jest niedrogo - w zależności od pory dnia 7-12 zeta za godzinę Oprócz basenu do dyspozycji jest sauna i siłowania - 100 razy lepsza niż sala gimnastyczna w sanatorium. I jeszcze takie super ceramiczne podgrzewane leżanki
Ludzkość
Ludzkość autochtoniczna w Horyńcu jest miła. Pierwsze wrażenie może nie było najlepsze - rzucił mi się w oczy pewien obywatel pod słupkiem na zakręcie leżący. Ale to taki może miejscowy koloryt, rzekłabym uzupełnienie krajobrazu “Spotkasz chłopa, gęba sina , oj nie wraca ci on z kina taka gmina” Obsługa sanatorium, serdeczna kobieta sprzedająca bilety w Wodnym Świecie, sprzedawczyni w spożywczym właściciel pewnego krnąbrnego psa nad zalewem , i jeszcze rodzinka, z którą wdałam się w pogawędkę w saunie - wszyscy byli ok.. no może jeden mały wyjątek to Pani w cukierni. Przyjezdni też są mili - ale oni nie są w pracy , co nieco zmienia postać rzeczy. Zdecydowana większość to emeryci - ale niektórzy całkiem dziarscy. Dzieci są rzadkością może i dobrze bo sanatorium nie jest dla nich przystosowane. W ogóle ciśnie mi się na usta odczucie, że to sanatorium nie jest dla młodych
Może jeszcze na koniec spostrzeżenia językowe. Ci którzy nieco się nad językiem zastanawiają , wiedzą że odzwierciedla on sposób myślenia i potrzeby ludzi Jest takie słowo “przepić” oznaczające przetracenie jakiegoś majątku - piosenka - “Przepijemy naszej Babci domek cały“. Otóż przetłumaczenie tego na język angielski jest trudne - zapewne ze względu na fakt, iż to zjawisko w życiu osób posługujących się angielskim nie jest powszechne i nie trzeba nazywać go odrębnym słowem.
Horyńczanie w przypadku jakiegoś zagrożenia nieszczęściem, niewłaściwego fajtłapowatego zachowania nie mówią “nic się nie stało “ . Mówią “nic się nie dzieje”. Używają czasu teraźniejszego, tak jakby w ich mniemaniu czas płynął wolniej, i to co dla innych jest przeszłością dla Horyńczan pozostaje jeszcze teraźniejszością. Zastanawia mnie tylko, co mówią wtedy , gdy naprawdę nic się nie dzieje i chciałoby się podkreślić marazm, statyczność i nudę - a może im po prostu taki zwrot jest niepotrzebny.
- administrator
- Administrator
- Posty: 1545
- Na forum od: 28 lis 2008 22:27
- Oddział NFZ: Mazowiecki
- Staż sanatoryjny: 1
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 3 razy
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
Po tak obszernym i ciekawym wpisie, należą się specjalne podziękowania od administratora. Oby takich ciekawych opisów sanatoriów i uzdrowisk więcej na naszym forum, do pisania których zachęcam naszych użytkowników.
Dziękuję raz jeszcze lucjabrunet.
Admin
Dziękuję raz jeszcze lucjabrunet.
Admin
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
Byłem w Horyńcu w listopadzie 2006r.Wtedy jeszcze basenu nie było,to przemilczę.Berdzo sobie chwalę okłady borowinowe,po których należy się dokładnie myć,by przy wycieraniu nie pobrudzić ręcznika.Miałem gimnastykę grupową,ale jak ćwiczyłem zależało ode mnie.Zależało mi na poprawie zdrowia,więc wykonywałem je solidnie.Wyżywienie -wtedy trochę narzekałem,ale po pobycie w Iwoniczu Zdroju,stwierdziłem,że w Horyńcu,to była wyżerka.Miejscowość po peegerowska nadrabia opużnienia cywilizacyjne.Nie będę się rozpisywał,bo moje odczucia są zupełnie inne aniżeli autorki.Pozdrawiam-Józef
-
lucjabrunet
- Nowy Kuracjusz

- Posty: 7
- Na forum od: 07 gru 2010 18:49
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
No nie !!!!Pochwała z klawiatury samego Administratora Baaaardzo dziękuję .
Panie Jozefie !!!Ach będę zwracać się Wuju. Czemuż nie dzielisz się odczuciami . Na tym właśnie polega ta zabawa!!!!Jest to poza tym forma pomocy dla drugich kuracjuszy i próba zmiany tego co niewłaściwe. Proszę zwróć uwagę, że forum to jest czytane nie tylko przez kuracjuszy... Poza tym niektórzy z nas jeżdżą całkiem prywatnie....Ich chęć lub niechęć do korzystania z pewnych ośrodków może powodować zmiany.
Ponadto w moim przypadku możliwość wyrażenia opinii była sposobem na odreagowanie . Horyniec spowodował bowiem u mnie ambiwalencję uczuć o niezwykle wysokiej amplitudzie.
Nigdy wcześniej na przykład nie słuchałam na co dzień Radia Maryja.....
Ale też nie co dzień zawieram przyjaźnie na całe życie....
Wracając do odreagowywania, skadinąd zachęcona pochwałą, uzupełniam mój wpis o opinię na temat masażu klasycznego w ogóle a w Horyńcu w szczególności .
Masaż klasyczny
Klasyczny… Wymyślony dawniej, ukształtowany, niewzruszalny w swej formie. Taka weźmy muzyka klasyczna albo balet - często nudna (choć oczywiście oficjalnie wszyscy się zachwycają) . Z drugiej strony strój klasyczny - jak nie wiesz co masz zrobić to takiej klasycznej małej czarnej możesz zaufać w ciemno - nie olśni, ale na pewno nie będzie żle .
Więc jak to z tym masażem? W czym wyraża się jego klasyczność
Nudna sprawa , którą obowiązkowo się zachwycamy czy też coś sprawdzonego czemu można zaufać w ciemno?
Narzędzia :
Wiadomo ą dłonie , a ściślej rzecz biorąc ręcę masażysty/tki oraz stół
Ręce te oczywiście muszą być odpowiedni “zaprogramowane” Może to być “oprogramowanie” wyższego rzędu, ale jak się po raz kolejny przekonałam w Horyńcu, wcale nie musi.
Stół jest także ważny, decyduje o wygodzie. Wiadomo, że wygodniejszy jest taki z podnośnikiem hydraulicznym , ale jeśli ktoś ma w miarę sprawne nogi to nie ma to większego znaczenia, równie dobrze jak w Horyńcu mogą a w zasadzie muszą być schodki. Masażyści też mają kręgosłupy co prawda zdrowe jeszcze (lub nie przebadane), ale nie znaczy, że mogą pochylać się w nieskończoność! Ich L4 L5 też kiedyś wysiądzie.
Dla mnie osobiście ważniejszą sprawa był odpowiedni podgłówek. Taki ze szczeliną na twarz. Poprzednio chodziłam na masaże w Spa w Augustowie Były świece, muzyka relaksacyjna, ale głowę miałam zawsze skręconą. A w Horyńcu to ja kręciłam głowa jak chciałam .
Kolejna sprawa to podłokietniki. Ich obecność umożliwia komfortowe ułożenie rąk, co dla osób z chorobami odcinka szyjnego wobec faktu ciągłego ich bólu i drętwienia jest nie bez znaczenia. I w Horyńcu tego niestety zabrakło.
Kolejnym uzupełnieniem jest wałeczek. Ci, którzy kiedykolwiek cierpieli na rwę kulszową wiedzą , że pozycja leżąca z wyprostowanymi nogami niekoniecznie jest najbardziej komfortowa. Przy rwie sypia się i w kucki i na siedząco i z nogami na ścianie .Człowiek wówczas odkrywa, że wachlarz pozycji seksualnych zawarty w Kamasutrze nie jest znowu taki szeroki, tam są kombinacje dwuosobowe a przy rwie jednoosobowo odkrywa się tyle możliwości… .i jakież rozmaite przedmioty można sobie wsadzić między kolana .piłki , poduszki, książki Przydają się wtedy także wałeczki w celu podparcia zgiętych nóg. Podobnie na stole masażysty. Było nie było trzeba wyleżeć kilkanaście minut, co więcej usiłować się zrelaksować… liczy się wszystko, co przyczynia się do eliminacji bólu
Następna sprawa to “smar” czyli substancja zapewniająca stosowny poślizg dłoniom masażysty. Zetknęłam się już z różnymi, oliwka Johnosn’ Baby albo talk.. W Horyńcu jest to olej parafinowy.
Nie ma on na szczęście odczuwalnego mocno zapachu. Także mimo iż pewna jego ilość pozostaje na skórze mimo wycierania resztek po masażu papierem, to nie jest to nieprzyjemne odczucie. Troszkę się brudzi ubranie . Nieskazitelna biel lamówki gumki w spodniach od dresu została nieco naruszona, Pranie mydłem w sanatorium niewiele dało, ale w domu w pralce puściło wszystko.
Masaż jest jednym z tych zabiegów, które wymagają obnażenia się .Niestety niewidomi masażyści to wymierający gatunek- nie spotkałam takiego od lat,. A kiedyś było to dość powszechne.. Oczywiście konieczność obnażania zależy od tego , która część ciała ma być masowana. Ręce , nogi , jak cie mogę ale przy kręgosłupie wypada się rozdziać do połowy i chyba dobrze pomyśleć też o czymś do wlosów, jeśli dłuższe .
W Horyńcu pokoje do masażu urządzone są tak, że pozwala to mniej więcej zachować poczucie nienaruszania intymności Pomieszczenie ze stołem poprzedzone jest przedsionkiem odseparowanym kotarką .Jest w nim wieszak i krzesełko Przy wejściu wręczamy kartę.i zostajemy w przedsionku w celu rozebrania się. Idealną byłaby taka sytuacja, w której masażysta czekałby w sąsiednim pokoju na nasze przygotowanie i położenie się na stole ….ale to kosztuje dużo miejsca .Najlepiej opracować metodę na szybkie zdejmowanie ciuchów, jakiś wygodny dres lub szlafrok. Kobietom z nisprawnymi rękami czynność zakładania i zdejmowania biustonosza przy chęci błyskawicznego jej wykonania może przysporzyć nieco problemu. Ja radziłam sobie w ten sposób, że zdejmowałam biusthalter w przedsionku i nakładałam ponownie koszulkę , by szybkim gestem zdjąć ją na stole. Niby w zasadzie piersi są ozdobą kobiety , więc czemuż by nie chodzić z nimi na wierzchu…. Ale jakoś nie . Masażysta w tym czasie intensywnie obserwował bezruch za oknem, być może w nadziei na dostrzeżenie sarenek lub innego cudownego zjawiska . Takie na przykład sarenki to rzadkość…..A ciało na stole co poł godziny świeże, więc psychologiczna reguła niedostępności każe wpatrywać się za okno.. A może to kwestia szkolenia w tym zakresie czy też wrodzone instynktowne poczucie taktu . Na szczęście nie było to okno na ruchliwą ulicę, bo wtedy nawet przez chwilę błysnąć biustem byłoby głupio.
Najpierw prześcieradełko na stól, potem my, potem koszulka i leżymy. Masaż jest poprzedzony krótkim wywiadem co dolega z czego to wynika i jak się czujemy, przy czym pytanie o samopoczucie pada zawsze - bo oczywiście istnieją przeciwwskazania do masażu , które mogą pojawić się każdego dnia. Jeśli jedynym niepozytywnym zjawiskiem jest nasze wkurzenie na kierownictwo ośrodka masażysta rozpoczyna zabieg. I w pierwszym geście zsuwa nam majtki Spokojnie, to tylko w celu masażu naprawdę !Po prostu trzeba obnażyć kość krzyżową . Jakkolwioek pamiętam, że kiedy przeżywałam to poraz pierwszy mając chyba jakieś 17 lat ułamki sekund od chwili zsunięcia majtek do pierwszych gestów masażu wydały mi się niemiłosiernie długie. Obsługa pacjenta jest teraz na lepszym poziomie, ale mimo to nie informuje się go o każdej czynności, także w gabinetach lekarskich, a szkoda! Szczególnie w przypadku zdejmowania majtek.
Zostajemy nasmarowani olejem i powoli czujemy delikatny ruch dłoni i rozlewające się ciepło, którego jest coraz coraz więcej . Jest to na tyle przyjemne , że nie sposób się oprzeć odpływaniu myśli i zanurzaniu się w swojej własnej łagodności .Głaskanie , głaskanie , rozcieranie, myśli odpływanie . Trwaj chwilo! Jesteś piękna! Trochę działa to jak alkohol. Ewentualna konwersacja wymaga tak jak przy alkoholu nieco wysiłku by myśli nie pomieszały się ze słowami. Trwamy w tym stanie kilkanaście minut , czasem tylko odczuwając lekki ból, choć zasadniczo masaż klasyczny nie powinien go sprawiać. Ten sielsko anielski błogostan zostaje przerwany informacją, że zbliżamy się doi końca i w chwilę potem zaczyna wyć budzik. Jeszcze kilka bardzo charakterystycznych gestów i koniec. Trzeba wstać . Majtki, koszulka, prześcieradełko . Jakby ktoś film puścił w drugą stronę… My się zwijamy , masażysta wodzi wzrokiem za nieobecnymi sarenkami albo myjąc ręce intensywnie wpatruje się w odpływ umywalki tak jakby poikazywali tam ostatni odcinek ulubionego filmu. Nabrawszy wskutek ubrania się pełni naszej godności opuszczamy gabinet.
Nudno było ? Może trochę, w takim sensie w jakim nuda tożsama jest ze spokojem . A tak przy okazji
po łacinie classicus znaczy pierwszorzędny . W Horyńcu? Czy ja wiem? Tak.
Pozdrawiam
Panie Jozefie !!!Ach będę zwracać się Wuju. Czemuż nie dzielisz się odczuciami . Na tym właśnie polega ta zabawa!!!!Jest to poza tym forma pomocy dla drugich kuracjuszy i próba zmiany tego co niewłaściwe. Proszę zwróć uwagę, że forum to jest czytane nie tylko przez kuracjuszy... Poza tym niektórzy z nas jeżdżą całkiem prywatnie....Ich chęć lub niechęć do korzystania z pewnych ośrodków może powodować zmiany.
Ponadto w moim przypadku możliwość wyrażenia opinii była sposobem na odreagowanie . Horyniec spowodował bowiem u mnie ambiwalencję uczuć o niezwykle wysokiej amplitudzie.
Ale też nie co dzień zawieram przyjaźnie na całe życie....
Wracając do odreagowywania, skadinąd zachęcona pochwałą, uzupełniam mój wpis o opinię na temat masażu klasycznego w ogóle a w Horyńcu w szczególności .
Masaż klasyczny
Klasyczny… Wymyślony dawniej, ukształtowany, niewzruszalny w swej formie. Taka weźmy muzyka klasyczna albo balet - często nudna (choć oczywiście oficjalnie wszyscy się zachwycają) . Z drugiej strony strój klasyczny - jak nie wiesz co masz zrobić to takiej klasycznej małej czarnej możesz zaufać w ciemno - nie olśni, ale na pewno nie będzie żle .
Więc jak to z tym masażem? W czym wyraża się jego klasyczność
Nudna sprawa , którą obowiązkowo się zachwycamy czy też coś sprawdzonego czemu można zaufać w ciemno?
Narzędzia :
Wiadomo ą dłonie , a ściślej rzecz biorąc ręcę masażysty/tki oraz stół
Ręce te oczywiście muszą być odpowiedni “zaprogramowane” Może to być “oprogramowanie” wyższego rzędu, ale jak się po raz kolejny przekonałam w Horyńcu, wcale nie musi.
Stół jest także ważny, decyduje o wygodzie. Wiadomo, że wygodniejszy jest taki z podnośnikiem hydraulicznym , ale jeśli ktoś ma w miarę sprawne nogi to nie ma to większego znaczenia, równie dobrze jak w Horyńcu mogą a w zasadzie muszą być schodki. Masażyści też mają kręgosłupy co prawda zdrowe jeszcze (lub nie przebadane), ale nie znaczy, że mogą pochylać się w nieskończoność! Ich L4 L5 też kiedyś wysiądzie.
Dla mnie osobiście ważniejszą sprawa był odpowiedni podgłówek. Taki ze szczeliną na twarz. Poprzednio chodziłam na masaże w Spa w Augustowie Były świece, muzyka relaksacyjna, ale głowę miałam zawsze skręconą. A w Horyńcu to ja kręciłam głowa jak chciałam .
Kolejna sprawa to podłokietniki. Ich obecność umożliwia komfortowe ułożenie rąk, co dla osób z chorobami odcinka szyjnego wobec faktu ciągłego ich bólu i drętwienia jest nie bez znaczenia. I w Horyńcu tego niestety zabrakło.
Kolejnym uzupełnieniem jest wałeczek. Ci, którzy kiedykolwiek cierpieli na rwę kulszową wiedzą , że pozycja leżąca z wyprostowanymi nogami niekoniecznie jest najbardziej komfortowa. Przy rwie sypia się i w kucki i na siedząco i z nogami na ścianie .Człowiek wówczas odkrywa, że wachlarz pozycji seksualnych zawarty w Kamasutrze nie jest znowu taki szeroki, tam są kombinacje dwuosobowe a przy rwie jednoosobowo odkrywa się tyle możliwości… .i jakież rozmaite przedmioty można sobie wsadzić między kolana .piłki , poduszki, książki Przydają się wtedy także wałeczki w celu podparcia zgiętych nóg. Podobnie na stole masażysty. Było nie było trzeba wyleżeć kilkanaście minut, co więcej usiłować się zrelaksować… liczy się wszystko, co przyczynia się do eliminacji bólu
Następna sprawa to “smar” czyli substancja zapewniająca stosowny poślizg dłoniom masażysty. Zetknęłam się już z różnymi, oliwka Johnosn’ Baby albo talk.. W Horyńcu jest to olej parafinowy.
Nie ma on na szczęście odczuwalnego mocno zapachu. Także mimo iż pewna jego ilość pozostaje na skórze mimo wycierania resztek po masażu papierem, to nie jest to nieprzyjemne odczucie. Troszkę się brudzi ubranie . Nieskazitelna biel lamówki gumki w spodniach od dresu została nieco naruszona, Pranie mydłem w sanatorium niewiele dało, ale w domu w pralce puściło wszystko.
Masaż jest jednym z tych zabiegów, które wymagają obnażenia się .Niestety niewidomi masażyści to wymierający gatunek- nie spotkałam takiego od lat,. A kiedyś było to dość powszechne.. Oczywiście konieczność obnażania zależy od tego , która część ciała ma być masowana. Ręce , nogi , jak cie mogę ale przy kręgosłupie wypada się rozdziać do połowy i chyba dobrze pomyśleć też o czymś do wlosów, jeśli dłuższe .
W Horyńcu pokoje do masażu urządzone są tak, że pozwala to mniej więcej zachować poczucie nienaruszania intymności Pomieszczenie ze stołem poprzedzone jest przedsionkiem odseparowanym kotarką .Jest w nim wieszak i krzesełko Przy wejściu wręczamy kartę.i zostajemy w przedsionku w celu rozebrania się. Idealną byłaby taka sytuacja, w której masażysta czekałby w sąsiednim pokoju na nasze przygotowanie i położenie się na stole ….ale to kosztuje dużo miejsca .Najlepiej opracować metodę na szybkie zdejmowanie ciuchów, jakiś wygodny dres lub szlafrok. Kobietom z nisprawnymi rękami czynność zakładania i zdejmowania biustonosza przy chęci błyskawicznego jej wykonania może przysporzyć nieco problemu. Ja radziłam sobie w ten sposób, że zdejmowałam biusthalter w przedsionku i nakładałam ponownie koszulkę , by szybkim gestem zdjąć ją na stole. Niby w zasadzie piersi są ozdobą kobiety , więc czemuż by nie chodzić z nimi na wierzchu…. Ale jakoś nie . Masażysta w tym czasie intensywnie obserwował bezruch za oknem, być może w nadziei na dostrzeżenie sarenek lub innego cudownego zjawiska . Takie na przykład sarenki to rzadkość…..A ciało na stole co poł godziny świeże, więc psychologiczna reguła niedostępności każe wpatrywać się za okno.. A może to kwestia szkolenia w tym zakresie czy też wrodzone instynktowne poczucie taktu . Na szczęście nie było to okno na ruchliwą ulicę, bo wtedy nawet przez chwilę błysnąć biustem byłoby głupio.
Najpierw prześcieradełko na stól, potem my, potem koszulka i leżymy. Masaż jest poprzedzony krótkim wywiadem co dolega z czego to wynika i jak się czujemy, przy czym pytanie o samopoczucie pada zawsze - bo oczywiście istnieją przeciwwskazania do masażu , które mogą pojawić się każdego dnia. Jeśli jedynym niepozytywnym zjawiskiem jest nasze wkurzenie na kierownictwo ośrodka masażysta rozpoczyna zabieg. I w pierwszym geście zsuwa nam majtki Spokojnie, to tylko w celu masażu naprawdę !Po prostu trzeba obnażyć kość krzyżową . Jakkolwioek pamiętam, że kiedy przeżywałam to poraz pierwszy mając chyba jakieś 17 lat ułamki sekund od chwili zsunięcia majtek do pierwszych gestów masażu wydały mi się niemiłosiernie długie. Obsługa pacjenta jest teraz na lepszym poziomie, ale mimo to nie informuje się go o każdej czynności, także w gabinetach lekarskich, a szkoda! Szczególnie w przypadku zdejmowania majtek.
Zostajemy nasmarowani olejem i powoli czujemy delikatny ruch dłoni i rozlewające się ciepło, którego jest coraz coraz więcej . Jest to na tyle przyjemne , że nie sposób się oprzeć odpływaniu myśli i zanurzaniu się w swojej własnej łagodności .Głaskanie , głaskanie , rozcieranie, myśli odpływanie . Trwaj chwilo! Jesteś piękna! Trochę działa to jak alkohol. Ewentualna konwersacja wymaga tak jak przy alkoholu nieco wysiłku by myśli nie pomieszały się ze słowami. Trwamy w tym stanie kilkanaście minut , czasem tylko odczuwając lekki ból, choć zasadniczo masaż klasyczny nie powinien go sprawiać. Ten sielsko anielski błogostan zostaje przerwany informacją, że zbliżamy się doi końca i w chwilę potem zaczyna wyć budzik. Jeszcze kilka bardzo charakterystycznych gestów i koniec. Trzeba wstać . Majtki, koszulka, prześcieradełko . Jakby ktoś film puścił w drugą stronę… My się zwijamy , masażysta wodzi wzrokiem za nieobecnymi sarenkami albo myjąc ręce intensywnie wpatruje się w odpływ umywalki tak jakby poikazywali tam ostatni odcinek ulubionego filmu. Nabrawszy wskutek ubrania się pełni naszej godności opuszczamy gabinet.
Nudno było ? Może trochę, w takim sensie w jakim nuda tożsama jest ze spokojem . A tak przy okazji
po łacinie classicus znaczy pierwszorzędny . W Horyńcu? Czy ja wiem? Tak.
Pozdrawiam
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
Witam wszystkich
Wprawdzie już trochę zeszło od mojego pobytu w sanatorium w Horyńcu, ale mam nadzieje, że moje zapiski komuś się przydadzą.
Wiadomo, Horyniec jest strasznie daleko, dlatego ważna informacja dla osób jadących autobusem PKS z Warszawy. Nie dajcie się nabrać na słowa Pani z informacji, że wystarczy rano przyjść na dworzec i będzie miejsce w autobusie. Lepiej sobie zarezerwować, niż potem się zastanawiać, czy kierowcy zabiorą wszystkich pasażerów. U nas zabrali wszystkich, ale nie wiem, czy to był czarny humor w wykonaniu kierowców, ale mówili, że wszystkich nie wezmą (do autobusu), ale ostatecznie wszystkich zabrali i wystarczyło miejsc siedzących.
Kierowcy tak wytresowali sobie pasażerów, że pod koniec podróży jest zrzutka dla kierowców, by podwieźli pod sanatorium (stają między sanatorium KRUS i Domem Zdrojowym). A potem trzeba zasuwać z walizkami do głównego holu. Ale zawsze to lepiej niż z przystanku PKS
Przy powrocie tylko zgłaszaliśmy w recepcji, kiedy wyjeżdżamy i recepcja powiadomiła PKS, który autobus rejsowy wysłał od razu pod sanatorium
Dom zdrojowy robi na wejściu wrażanie przestronnego, wysokie schody, duży hol. A potem widzi się, że brakuje trochę gospodarskiej ręki, ale to już inna sprawa. Ponieważ autobusem przyjechało sporo kuracjuszy, niektóre osoby narzekały na długie formalności rejestracyjne. W międzyczasie, okazało się, że czeka na kuracjuszy obiad, więc część poszła obiadować, a część została przy recepcji.
Dom zdrojowy:
Nie wiem niestety, jak wyglądają pokoje w domu zdrojowym, ponieważ niebacznie przy rezerwacji telefonicznej wyraziłam zgodę na przeniesienie do Jawora (oddzielny budynek z bazą noclegową). I potem nie było już okazji, by zwiedzić górne piętra Domu Zdrojowego.
Stołówka i jedzenie
Można było wybrać dietę (bez potrzeby konsultacji z lekarzem) lekkostrawną, cukrzycową (mieli podwieczorek) i normalną. Zgłaszało się tylko rodzaj diety dla pani wyznaczającej miejsca do spożywania posiłków. Potem na posiłki przychodziło się na swoje miejsce. Acha, spożywanie posiłków odbywało się na dwie tury, najpierw mieszkańcy Domu Zdrojowego, a potem Ci z Jawora i Modrzewia.
Jedzenie, na początku powiedziała bym, że było trochę dziwne. Mało zróżnicowane i małe porcje. Trzy posiłki dziennie, było mało, ale na szczęście chleba było pod dostatkiem (choć jednego dnia nie było w ogóle białego, tylko z kminkiem – brr) i odrobina dżemiku i można było zrobić sobie drugie śniadanie. Plusem było, też że na śniadanie była dla każdego (oprócz niedzieli) świeża bułeczka. I w tym miejscu muszę pozdrowić Krzysia, który nie jadał bułeczek i dzięki któremu miałam świeżą bułeczkę na 2 śniadanie Niektóre potrawy jak np. sałatka z ryżem i tuńczykiem – the best, pasta z kiełbasy – do tej pory nie wiadomo, czy na pewno była z kiełbasy, a tak nie smakowała. Zupy, były całkiem dobre. Mało było surówek, ale to może wina tego, że turnus był na przełomie stycznia i lutego 2011
Kawiarnia – godziny otwarcia – porażka, po 16 zamknięte, podczas pobytu przez 3 tygodnie, załapałam się tam raz, powtórzę słownie RAZ na ciastko i herbatę. Niektóre osoby spędzały tam czas miedzy zabiegami, popijając kawkę lub herbatkę lub wino.
Oczywiście można kupić jakieś pamiątki: książki, oraz środki ogólnie nazwę je higieniczne: mydła (również borowinowe), olejki, sole, szampony itp. w różnych zestawach, same. Warto w to się zaopatrzyć wcześniej, bo na dwa dni przed odjazdem wszystko jest już przebrane i rozebrane.
To na razie część pierwsza, bo co za dużo to niezdrowo, podobno
Wprawdzie już trochę zeszło od mojego pobytu w sanatorium w Horyńcu, ale mam nadzieje, że moje zapiski komuś się przydadzą.
Wiadomo, Horyniec jest strasznie daleko, dlatego ważna informacja dla osób jadących autobusem PKS z Warszawy. Nie dajcie się nabrać na słowa Pani z informacji, że wystarczy rano przyjść na dworzec i będzie miejsce w autobusie. Lepiej sobie zarezerwować, niż potem się zastanawiać, czy kierowcy zabiorą wszystkich pasażerów. U nas zabrali wszystkich, ale nie wiem, czy to był czarny humor w wykonaniu kierowców, ale mówili, że wszystkich nie wezmą (do autobusu), ale ostatecznie wszystkich zabrali i wystarczyło miejsc siedzących.
Kierowcy tak wytresowali sobie pasażerów, że pod koniec podróży jest zrzutka dla kierowców, by podwieźli pod sanatorium (stają między sanatorium KRUS i Domem Zdrojowym). A potem trzeba zasuwać z walizkami do głównego holu. Ale zawsze to lepiej niż z przystanku PKS
Dom zdrojowy robi na wejściu wrażanie przestronnego, wysokie schody, duży hol. A potem widzi się, że brakuje trochę gospodarskiej ręki, ale to już inna sprawa. Ponieważ autobusem przyjechało sporo kuracjuszy, niektóre osoby narzekały na długie formalności rejestracyjne. W międzyczasie, okazało się, że czeka na kuracjuszy obiad, więc część poszła obiadować, a część została przy recepcji.
Dom zdrojowy:
Nie wiem niestety, jak wyglądają pokoje w domu zdrojowym, ponieważ niebacznie przy rezerwacji telefonicznej wyraziłam zgodę na przeniesienie do Jawora (oddzielny budynek z bazą noclegową). I potem nie było już okazji, by zwiedzić górne piętra Domu Zdrojowego.
Stołówka i jedzenie
Można było wybrać dietę (bez potrzeby konsultacji z lekarzem) lekkostrawną, cukrzycową (mieli podwieczorek) i normalną. Zgłaszało się tylko rodzaj diety dla pani wyznaczającej miejsca do spożywania posiłków. Potem na posiłki przychodziło się na swoje miejsce. Acha, spożywanie posiłków odbywało się na dwie tury, najpierw mieszkańcy Domu Zdrojowego, a potem Ci z Jawora i Modrzewia.
Jedzenie, na początku powiedziała bym, że było trochę dziwne. Mało zróżnicowane i małe porcje. Trzy posiłki dziennie, było mało, ale na szczęście chleba było pod dostatkiem (choć jednego dnia nie było w ogóle białego, tylko z kminkiem – brr) i odrobina dżemiku i można było zrobić sobie drugie śniadanie. Plusem było, też że na śniadanie była dla każdego (oprócz niedzieli) świeża bułeczka. I w tym miejscu muszę pozdrowić Krzysia, który nie jadał bułeczek i dzięki któremu miałam świeżą bułeczkę na 2 śniadanie Niektóre potrawy jak np. sałatka z ryżem i tuńczykiem – the best, pasta z kiełbasy – do tej pory nie wiadomo, czy na pewno była z kiełbasy, a tak nie smakowała. Zupy, były całkiem dobre. Mało było surówek, ale to może wina tego, że turnus był na przełomie stycznia i lutego 2011
Kawiarnia – godziny otwarcia – porażka, po 16 zamknięte, podczas pobytu przez 3 tygodnie, załapałam się tam raz, powtórzę słownie RAZ na ciastko i herbatę. Niektóre osoby spędzały tam czas miedzy zabiegami, popijając kawkę lub herbatkę lub wino.
Oczywiście można kupić jakieś pamiątki: książki, oraz środki ogólnie nazwę je higieniczne: mydła (również borowinowe), olejki, sole, szampony itp. w różnych zestawach, same. Warto w to się zaopatrzyć wcześniej, bo na dwa dni przed odjazdem wszystko jest już przebrane i rozebrane.
To na razie część pierwsza, bo co za dużo to niezdrowo, podobno
-
Grzegorz On
- Posty: 3
- Na forum od: 24 lip 2011 00:51
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
DokładnieGrzegorz On pisze:Niestety, Horyniec nie jest dla każdego
Ja byłam 3 lata temu w Horyńcu "Bajce" - NIE POLECAM. Szkoda słów żeby opisywać.
Do KRUSU chodziliśmy na basen - było super.
-
Grzegorz On
- Posty: 3
- Na forum od: 24 lip 2011 00:51
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
TO raczej inna Bajka, i niestety niszczą tam opinię Horyńcowi i innym uzdrowiskom...
-
lucjabrunet
- Nowy Kuracjusz

- Posty: 7
- Na forum od: 07 gru 2010 18:49
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
Szkoda ze Horyniec nie jest dla każdego, mógłby być bo włacsiwie dlaczego nie
Re: Horyniec Dom Zdrojowy
Witam ponownie.
Ostatnio skończyłam na historii o ogólnych rzeczach. A teraz chyba czas na rzeczy kuracyjne.
Liczba zabiegów jest odgórnie ustalona. I lekarze przy przypisywaniu nie do końca kierują się chorobami danego kuracjusza. Czyli np: skierowanie miałam na kręgosłup, a w międzyczasie miałam operację ręki. Czy dostałam coś czym mogłam rechabilitować rękę? Nie, jedym z zabiegów były inhalacje (nie miałam kataru, nie skarżyłam się na gardło). Prosiłam by inhalacje zamienic na masaż ręczny, to okazało się, że masaż to mogę mieć jak sobie wykupię prywatnie. Zależało mi, by faktycznie skorzystać z zabiegów, więc wykupiłam masaże. I mimo tego co było opisywane wyżej, to mogę powiedzieć, że były raczej średnie. Masaże miałam u kilku osób, i to trzymało standard, takie zwykłe masowanie, ani dobre ani złe. Znam kilku masażystów, którzy faktycznie jak masują, to wiedzą gdzie ucisnąć, by dotrzeć do mięśni. Nie głaszczą, tylko po zabiegach u nich wychodzisz i czujesz, że mięśnie zachowują się inaczej. W Horyńcu niestety tego nie było. Ale profesjonalni byli, poszanowanie godności osobistej, czasem aż za bardzo, przesadzali w drugą stronę.
Basen siarkowy czy wanna siarkowa? Więcej skorzyta się z wanny, bo basen to basen, musi być dezynfekowany, więc po kąpieli i tak zawsze musisz się umyć. Jeżeli ktoś chce pływać, to za dużo nie popływa, bo są inni kuracjusze na basenie. Wiec lepiej wybrać wannę, bo tam można pomoczyć się, kąpiel jest cieplutka i skóra gładka, którą tylko wyciearamy do sucha i idziemy na leżakowanie. Dla chcących pływać lub korzystać z wodnych nasaży (na zjeżdzalni, bardzo dokładnie czuć łączenia kolejnych części), proponuję korzystanie z basenu naprzeciwko w Krus. Można wykupić karnet, obsługa całkiem miła i tory do pływania.
Z zabiegów najlepiej wspominam i polecam: borowinę i kąpiel siarkową. Kąpiel - kilka słów było powyżej, a borowina - to nie to co w innych sanatoriach, gdzie borowinkę wydzielają Ci kładą w nikroskopijnej ilości. W Horyńcu, czy raczej w Domu zdrojowym, załapujesz sie na wiadro, albo i dwa. Najlepiej mieć borowinę na całe ciało (i tak się pobrudzi całe
). Rozbieramy się do naga, przychodzi pracownik i układa borowinę, potem się układamy na borowinie, potem reszta borowiny ląduje na nas (w wyznaczonych punktach oczywiście: barki, kolana, biodra lub stopy). Następnie jestesmy owijani folią i kocykiem i trwamy. Jest ciepło, miękko i nagle dzwięk budzika i czas na mycie. Myjemy się - najlepiej bardzo dokładnie i szybko, by nie zmyć czennych boroinowych substancji które wniknęły w naszą skórę. Potem tradycyjne leżakowanie 
I to zawiera chyba wszystko. Dla borowiny i kąpieli siarkowych warto przyjechać do sanatorium w Horyńcu (nie polecam Bajki, bo opowiadali o niej straszne rzeczy). Może to i prawie koniec świata, ale jakże szybko mija tam czas. Tak jak wcześniej pisałam byłam tam na przełomie stycznia i lutego, śnieg nas przywitał i śnieg nas żegnał, ale dzieki temu mieliśmy zimowe spacery po miasteczku, ognisko na śniegu i zimowe zwiedzanie kapliczki i strumyka. Było co robić.
Do tej pory jeździłam do sanatorium do Ciechocinka "Pod tężniami". Te dwa sanatoria to niebo i ziemia. Od strony hotelowej i od strony zabiegowej. Tylko takie mam porównanie, ale Horyniec w stosunku do Ciechocinka się chowa, ale te kąpiele siarkowe i borowina! Z drugiej strony w Ciechocinku są kąpiele solankowe i tężnie oraz dużo więcej ćwiczeń i lepsze masaże. Więc niestey, ale w listopadzie wybieram się znowu do sanatorium "pod tężniami". Horyniec będzie czekał na skierowanie z NFZ.
Nie opisałam bazy noclegowej. Mimo, że to sanatorium przyjmuje kuracjuszy z NFZ, to powinno zadbać o pokoje. Takie pokoje nazywam "późny gierek", bo coś jest, ale wygląda jak sprzed 30 lat i to jeszcze w wersji ubogiej, no i ta pleśń - to powinno się załatwiać od razu.
Wiem, że ktoś zaraz będzie marudził, że mam za duże wymagania, lub że oczekuję niewiadomo czego. Ale prawda jest taka, że pokoje sprzątane były pośrodku, koło okiem lub za półkami pajęczyny i pleśń lub przy opadach wpywająca woda z wentylacji.
I jeszcze trzeba było płacić za telewizor, który odbierał szarości lub pasy.
Ale wypoczęłam, skorzystałam z zabiegów, co innym kuracjuszom polecam.
Pozdrawiam wyjeżdzających, wypoczywajcie.
E
PS
o rozrywkach tanecznych nie piszę, bo co można napisać jak w sanatorium jest potańcówka raz w tygodniu? W miasteczku były dwa lokale, gdzie można było potańczyc (podobno na obrzeżach był jeszcze jeden, ale to już za daleko). Kolejny lokal był akurat w budowie, zaraz przy sanatoriach. Może już zdążyli go wybudować
Jeszcze raz pozdrawiam
E
Ostatnio skończyłam na historii o ogólnych rzeczach. A teraz chyba czas na rzeczy kuracyjne.
Liczba zabiegów jest odgórnie ustalona. I lekarze przy przypisywaniu nie do końca kierują się chorobami danego kuracjusza. Czyli np: skierowanie miałam na kręgosłup, a w międzyczasie miałam operację ręki. Czy dostałam coś czym mogłam rechabilitować rękę? Nie, jedym z zabiegów były inhalacje (nie miałam kataru, nie skarżyłam się na gardło). Prosiłam by inhalacje zamienic na masaż ręczny, to okazało się, że masaż to mogę mieć jak sobie wykupię prywatnie. Zależało mi, by faktycznie skorzystać z zabiegów, więc wykupiłam masaże. I mimo tego co było opisywane wyżej, to mogę powiedzieć, że były raczej średnie. Masaże miałam u kilku osób, i to trzymało standard, takie zwykłe masowanie, ani dobre ani złe. Znam kilku masażystów, którzy faktycznie jak masują, to wiedzą gdzie ucisnąć, by dotrzeć do mięśni. Nie głaszczą, tylko po zabiegach u nich wychodzisz i czujesz, że mięśnie zachowują się inaczej. W Horyńcu niestety tego nie było. Ale profesjonalni byli, poszanowanie godności osobistej, czasem aż za bardzo, przesadzali w drugą stronę.
Basen siarkowy czy wanna siarkowa? Więcej skorzyta się z wanny, bo basen to basen, musi być dezynfekowany, więc po kąpieli i tak zawsze musisz się umyć. Jeżeli ktoś chce pływać, to za dużo nie popływa, bo są inni kuracjusze na basenie. Wiec lepiej wybrać wannę, bo tam można pomoczyć się, kąpiel jest cieplutka i skóra gładka, którą tylko wyciearamy do sucha i idziemy na leżakowanie. Dla chcących pływać lub korzystać z wodnych nasaży (na zjeżdzalni, bardzo dokładnie czuć łączenia kolejnych części), proponuję korzystanie z basenu naprzeciwko w Krus. Można wykupić karnet, obsługa całkiem miła i tory do pływania.
Z zabiegów najlepiej wspominam i polecam: borowinę i kąpiel siarkową. Kąpiel - kilka słów było powyżej, a borowina - to nie to co w innych sanatoriach, gdzie borowinkę wydzielają Ci kładą w nikroskopijnej ilości. W Horyńcu, czy raczej w Domu zdrojowym, załapujesz sie na wiadro, albo i dwa. Najlepiej mieć borowinę na całe ciało (i tak się pobrudzi całe
I to zawiera chyba wszystko. Dla borowiny i kąpieli siarkowych warto przyjechać do sanatorium w Horyńcu (nie polecam Bajki, bo opowiadali o niej straszne rzeczy). Może to i prawie koniec świata, ale jakże szybko mija tam czas. Tak jak wcześniej pisałam byłam tam na przełomie stycznia i lutego, śnieg nas przywitał i śnieg nas żegnał, ale dzieki temu mieliśmy zimowe spacery po miasteczku, ognisko na śniegu i zimowe zwiedzanie kapliczki i strumyka. Było co robić.
Do tej pory jeździłam do sanatorium do Ciechocinka "Pod tężniami". Te dwa sanatoria to niebo i ziemia. Od strony hotelowej i od strony zabiegowej. Tylko takie mam porównanie, ale Horyniec w stosunku do Ciechocinka się chowa, ale te kąpiele siarkowe i borowina! Z drugiej strony w Ciechocinku są kąpiele solankowe i tężnie oraz dużo więcej ćwiczeń i lepsze masaże. Więc niestey, ale w listopadzie wybieram się znowu do sanatorium "pod tężniami". Horyniec będzie czekał na skierowanie z NFZ.
Nie opisałam bazy noclegowej. Mimo, że to sanatorium przyjmuje kuracjuszy z NFZ, to powinno zadbać o pokoje. Takie pokoje nazywam "późny gierek", bo coś jest, ale wygląda jak sprzed 30 lat i to jeszcze w wersji ubogiej, no i ta pleśń - to powinno się załatwiać od razu.
Wiem, że ktoś zaraz będzie marudził, że mam za duże wymagania, lub że oczekuję niewiadomo czego. Ale prawda jest taka, że pokoje sprzątane były pośrodku, koło okiem lub za półkami pajęczyny i pleśń lub przy opadach wpywająca woda z wentylacji.
I jeszcze trzeba było płacić za telewizor, który odbierał szarości lub pasy.
Ale wypoczęłam, skorzystałam z zabiegów, co innym kuracjuszom polecam.
Pozdrawiam wyjeżdzających, wypoczywajcie.
E
PS
o rozrywkach tanecznych nie piszę, bo co można napisać jak w sanatorium jest potańcówka raz w tygodniu? W miasteczku były dwa lokale, gdzie można było potańczyc (podobno na obrzeżach był jeszcze jeden, ale to już za daleko). Kolejny lokal był akurat w budowie, zaraz przy sanatoriach. Może już zdążyli go wybudować
Jeszcze raz pozdrawiam
E


