Nadciśnie tętnicze

Kardiologia, uzdrowiska kardiologiczne, sanatoryjne leczenie chorób serca. Leczenie nadciśnienia, chorób układu krążenia, rehabilitacja po zawałach itp.
Awatar użytkownika
ewasz
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 26412
Na forum od: 10 mar 2014 20:44
Oddział NFZ: Śląski
Staż sanatoryjny: 5
Podziękował: 47 razy
Podziękowano: 52 razy

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: ewasz »

No co Ty, nawet tak nie myśl - a kysz, a kysz :arrow: :arrow:
Beataa2702
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 496
Na forum od: 27 mar 2014 21:22
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 5

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Beataa2702 »

medi pisze:To teoria Ewasz ,a prawda jest taka że na oddział dostajesz się albo bo masz zawał ,albo za kasę :roll: Efekt zmiany leków ,ciśnienie spadło ale ...za bardzo ,jestem mokra ,ledwo sapię i boli :evil:
.... tak teoria, teorią, a realia no cóż i z zawałem można jeszcze spacerować to nic z resztkami sił i podpierać ściany (a w tym przypadku to dobrze że są ściany)doświadczyłam na własnej skórze, i nigdy nie byłam kierowana do szpitala na diagnostykę mimo iż już choruje ponad 12 lat, a co ciekawsze to na echo serca i test wysiłkowy czeka się około 12 miesięcy co jest podstawowym badaniem, ale co tam, poradnie prywatne rosną jak przysłowiowe grzyby po deszczu,to już rozwiąże problem, nie będziemy jeść tylko się badać, może napisałam to trochę z ironią, ale czasami jestem bezsilna i płakać mi się chce jak słyszę odp. na moje pytanie kiedy........... pozdrawiam wszystkich :serce: i nie tylko i życzę wytrwałości w bezsilności :kwiat:
Awatar użytkownika
Zbigniew- I
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 1221
Na forum od: 20 sie 2013 12:53
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 15
Podziękował: 9 razy
Podziękowano: 10 razy

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Zbigniew- I »

Ciekawe rzeczy z "Poczty Zdrowia" może godne przemyślenia:

Cholesterol: ważne informacje

Pomimo ostrzeżeń lekarzy takich jak profesor Philippe Even lub doktor Michel de Lorgeril dotyczących mitów o cholesterolu (wyjaśniają oni, że cholesterol nie jest przyczyną chorób układu krążenia, a statyny – leki sztucznie obniżające jego poziom we krwi – czynią więcej złego niż dobrego), większość z nas podchodzi do tej kwestii z dużą dozą nieufności: wolimy mieć niskie stężenie cholesterolu.

Często więc zdarza się, że całkowicie zdrowe osoby robią wszystko, aby uniknąć cholesterolu znajdującego się w produktach bogatych w nasycone kwasy tłuszczowe (w żółtkach jaj, wędlinach itp.).

A przecież już od ponad ćwierć wieku wiadomo, że takie podejście, choć pozornie wydaje się rozsądne i uzasadnione, w rzeczywistości może być niebezpieczne. Wykazała to metaanaliza opublikowana w prestiżowym czasopiśmie medycznym British Medical Journal1.

Dlaczego studenci medycyny o tym się nie uczą? To tajemnica. Dlaczego media nadal milczą na temat tego jakże intrygującego badania? Kolejna tajemnica.

Czy powodem może być fakt, że publikacja ta potwierdziła, iż osoby, które nie miały zawału serca ani udaru mózgu, nie muszą obniżać poziomu cholesterolu? A to z kolei oznacza, że nie muszą zażywać leków, co zagraża interesom przemysłu farmaceutycznego? Jeszcze jedna tajemnica.

We wspomnianym British Medical Journal przedstawiono wyniki sześciu badań klinicznych, podczas których na różne sposoby obniżano poziom cholesterolu u osób, u których nie wystąpiły wcześniej zdarzenia sercowo-naczyniowe (zawał serca lub udar mózgu).

Wykorzystano do tego celu zarówno leki, jak i zmianę sposobu odżywiania. Każde z badań prowadzone było bardzo skrupulatnie, a wyniki porównywano z grupami kontrolnymi, w których nie wprowadzono żadnych zmian.

Po podsumowaniu wyników okazało się, że u pacjentów, u których obniżono poziom cholesterolu, w stosunku do osób z grup kontrolnych:

wystąpiło identyczne ryzyko zgonu z dowolnej przyczyny,
wystąpiło identyczne ryzyko zgonu z powodu chorób serca,
znacząco zwiększyło się ryzyko (o 43%) zgonu z powodu choroby nowotworowej,
znacząco zwiększyło się ryzyko zgonu (aż o 76%) z powodu wypadku, samobójstwa lub – co najbardziej zaskakujące – gwałtownej śmierci z powodu morderstwa.

Czy należy się dziwić?

Mimo tego, że ciągle jesteśmy zachęcani do obniżania poziomu cholesterolu, zdrowy rozsądek nakazuje podchodzić do tego ostrożnie. W końcu cholesterol jest niezbędny dla funkcjonowania naszego organizmu. Stanowi on na przykład integralną część struktury naszych komórek, w tym komórek mózgu.

Większość znajdującego się we krwi cholesterolu nie pochodzi z pożywienia. Jest on wytwarzany w wątrobie. Czy więc, wytwarzając cholesterol, Twój organizm chce sam siebie pomału zabić? Czy też może oznacza to, że jednak po prostu potrzebujesz tej substancji?
Twój organizm potrzebuje cholesterolu,
aby mógł poprawnie funkcjonować

W przedstawionych badaniach zwiększone ryzyko zachorowania na raka wystąpiło tylko w jednej z grup pacjentów, którym podawano lek obniżający poziom cholesterolu, zawierający substancję czynną zwaną clofibrate. Ze względu na to, że związek pomiędzy przyjmowaniem substancji obniżającej poziom cholesterolu a zwiększonym ryzykiem wystąpienia nowotworu wykazało tylko jedno badanie, zależność ta nie dowodzi wpływu niskiego cholesterolu na zapadalność na raka.

Z kolei zwiększenie ryzyka zgonu z powodu wypadku, samobójstwa lub w wyniku morderstwa było widoczne we wszystkich badaniach, bez względu na to, czy ich uczestnicy mieli obniżany poziom cholesterolu lekami czy poprzez zmianę diety.

Nie można jednoznacznie stwierdzić, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy tymi czynnikami. Jednakże wyniki badań sugerują, że przypadki te wystąpiły u osób, które przez kurację stały się bardziej skłonne do impulsywności, agresji czy depresji.

Autorzy publikacji podają własne wytłumaczenie tego faktu:

Istnieje szereg dowodów wskazujących na to, że zmiany w zakresie spożywania tłuszczów powodują zmiany neurochemiczne w mózgu, tym samym wpływając na zachowanie. U szczurów laboratoryjnych stwierdzono zmiany w ilości cholesterolu w błonach komórkowych komórek ośrodkowego układu nerwowego. Wpłynęło to na ich zdolność do pokonywania labiryntów, tolerancję bólu i poziom aktywności fizycznej. U małp będących na diecie ubogiej w tłuszcze nasycone i cholesterol (zgodnej z wytycznymi American Heart Association) stwierdzono znaczący wzrost agresji w porównaniu do małp, w których diecie znajdowało się dużo tłuszczu i cholesterolu.

Jednakże naukowcy dodają również, że do tej pory nie przeprowadzono analogicznych badań z udziałem ludzi. Zaznaczają jednocześnie, że inne badania z udziałem: przestępców, osób cierpiących na zaburzenia zachowania lub skazanych za przemoc wykazały w ich organizmie niski poziom cholesterolu.
Podsumowanie

Obniżanie poziomu cholesterolu jest zalecane przez lekarzy jako konieczność. Każe się o to dbać wszystkim, nawet osobom, które nigdy nie przeszły ani zawału, ani udaru. Obecnie każdy, kto nie martwi się o obniżenie poziomu cholesterolu, uważany jest za szaleńca…

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że niski poziom cholesterolu może mieć całkiem nieprzewidziane i groźne skutki.

Zdrowia życzę!
Jean-Marc Dupuis
Awatar użytkownika
Zbigniew- I
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 1221
Na forum od: 20 sie 2013 12:53
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 15
Podziękował: 9 razy
Podziękowano: 10 razy

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Zbigniew- I »

Beataa2702 pisze:
.... tak teoria, teorią, a realia no cóż i z zawałem można jeszcze spacerować to nic z resztkami sił i podpierać ściany (a w tym przypadku to dobrze że są ściany)doświadczyłam na własnej skórze,
Beataa, więcej wiary! Tu cytuję artykuł z gazety, ku pokrzepieniu serc po zawale:

Żyję, bo biegam, biegam, bo żyję

wysłuchał Damian Bąbol

Po zawale nie mógł przebiec 200 metrów. Dziś biega półmaratony. - Mój mąż to prawdziwy zawodowiec. A dobija do siedemdziesiątki
Nazywam się Tadeusz Szewczyk. Mieszkam w Łodzi. Mam 67 lat. Biegam od pięciu. Przebiegnięcie pierwszych pięciu kilometrów zajęło mi dwa lata. Teraz trenuję do drugiego półmaratonu.

Wcześniej nie uprawiałem żadnych sportów wytrzymałościowych. Odrzucały mnie. Byłem sporym facetem, 187 cm wzrostu, prawie 120 kg żywej wagi. Nie cierpiałem chodzić. Po gazetę do kiosku podjeżdżałem samochodem.
To nie mogło się dobrze skończyć.

Luty 2008

Badanie EKG u lekarza pierwszego kontaktu. Dostaję skierowanie do kardiologa - "cito". Jak cito, to cito - umawiam się na za dwa tygodnie.

Wizyta już za dwa dni, ale niespecjalnie o niej myślę. Oglądam mecz, około 22 wychodzę zaczerpnąć powietrza. Czuję ucisk z tyłu pod łopatką, z prawej strony w okolicach piersi. Wracam. Ból się nasila. Dochodzi północ. Żona ma dość. Chwyta za telefon.

Ratownicy chcą zrobić EKG, ale urządzenie nie działa. Jedziemy do najbliższego szpitala. Po badaniu poruszenie. Na kardiologię, do Wojskowej Akademii Medycznej, natychmiast!

Robią mi koronografię. Widzę wszystko na monitorze. Okazuje się, że jedna z tętnic wieńcowych jest niedrożna. Powstał zakrzep. Zostaję na oddziale. Gdyby nie czujność żony i lekarzy, to...

Magdalena Włodarczyk, córka Tadeusza Szewczyka: - Nagle rozdzwoniła się komórka. Mama. Kilka nieodebranych połączeń. Ojciec miał rozległy zawał, jest w szpitalu. Nikomu nie życzę odwiedzać swojego taty na OIOM-ie.

Październik 2008

Wreszcie wychodzę. Przed wypisem - odprawa. Dostaję pakiet instrukcji i zaleceń. Najważniejsza rada jest prosta: musi pan się ruszać.

Zaczynam od spacerów. Nudno. Próbuję truchtać. Też nie to. Na przydomowej trasie zniechęca mnie krajobraz: tramwaje, szare bloki. Siadam na ławce i zastanawiam się, czy w ogóle warto dalej się w to bawić. Może to jesienna chandra?

Pewnego dnia przeglądam "Wyborczą". Dodatek o łódzkich parkach, a w nim pięknie sfotografowany Park na Zdrowiu. Mam tam kilka minut, więc następnego dnia urządzam sobie wycieczkę. Stawy, polany i las. Eureka! Zakochuję się od razu.

Zaczynam od krótkich marszobiegów. W parku jest siłownia, więc pracuję nad nogami, mięśniami brzucha i grzbietu. Więcej czasu poświęcam na ćwiczenia ogólnorozwojowe niż na przebieranie nogami. Tak mija pół roku.

Marzec 2009

Przed zawałem w ogóle nie przywiązywałem wagi do diety. Alkohol, smażone... Teraz odstawiam tłuszcz, choć nie wprowadzam żadnego rygoru. Czasem na talerzu pojawia się golonka. Nie jem słodyczy, wolę nabiał, warzywa i owoce. Po każdym biegu piję jogurt z sezonowymi owocami i otrębami owsianymi, czasem z łyżką miodu.

Listopad 2009

Forma rośnie, bieganie sprawia coraz większą frajdę, ale wciąż jest wiele do poprawy. Po każdym treningu wchodzę na wagę. Spalam tkankę tłuszczową w żółwim tempie. Gdzieś czytam, że trzeba biegać minimum 40 minut, żeby coś zgubić. Wydłużam bieganie i zmieniam dietę.

Wrzesień 2010

To działa. Ważę blisko 10 kg mniej.
I pokonuję coraz dłuższe dystanse. Na początku w kość dawało mi 200 m. Po pierwszej takiej przebieżce myślałem, że wypluję płuca. Potem było coraz lepiej; 500, 1000, 1500 m. Delikatny trucht z krótkimi przerwami.

Przebiegnięcie pierwszych pięciu kilometrów - bez zatrzymania, w blisko 40 minut - zajmuje mi dwa lata. Długo, ale tak miało być. Dojrzewałem do tego. Pewnie trochę też się bałem i dystansu, i reakcji organizmu na wysiłek. Niepotrzebnie.

Jadwiga Szewczyk, żona: - Na początku wzbudzał spore zainteresowanie. Był jedynym w okolicy, który biegał o każdej porze roku. Teraz już mało kto się dziwi na widok starszego pana drepczącego na trening do parku.

Sierpień 2011

W końcu porywam się na poważny dystans - 15 km. To były imieniny Jadwigi. Wieczorem idziemy na rodzinną uroczystość, a ja wyglądam jak zdjęty z krzyża. Dochodzę do siebie przez miesiąc.

Jadwiga: - Pewnego dnia w parku zauważył grupę biegających do tyłu. Dowiedział się, że to pobudza inne partie mięśni. Chciał urozmaicić trening, ale nie za bardzo wyszło. Chwila nieuwagi i przywitał się z nawierzchnią. Przyszedł cały potłuczony. Dostał taką reprymendę, że obiecał: żadnych eksperymentów.

Maj 2012

Mój trening wygląda tak: 12 km, dzień przerwy i nazajutrz 8 km. Jestem wobec siebie bardzo rygorystyczny. Zimą termometr musi wskazywać -15 stopni, żebym nie pobiegł do parku.

Magdalena: - Jest bardzo konsekwentny. Nie opuszcza treningów, nawet wtedy, kiedy przyjeżdża do mnie do Warszawy. Wraca z parku i jeszcze robi brzuszki przy kaloryferze. Owszem, są momenty, kiedy się martwię. Przecież co jakiś czas słyszymy o tragicznych wypadkach wśród biegaczy. Ale on jest pod stałą opieką lekarzy.

Październik 2012

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie jakiś start. Zapisuję się na Półmaraton Szakala w Lesie Łagiewnickim. Trzy tygodnie przed startem dla pewności postanawiam przebiec pierwsze w życiu 21 km. Na osiemnastym odcina mi prąd. Myślę wtedy, że w Łagiewnikach nie podołam. Ale uspokajam się, przez pół minuty rozciągam mięśnie i kończę dystans. Po powrocie piję wodę. Nie mam zakwasów, ale nogi są ciężkie. Straciłem ponad 3 kg.

Odpoczywam trzy dni. Czas? 2 godz. i 10 min.

Dzień przed półmaratonem nad Łodzią przechodzi śnieżyca. Na trasie ślisko, śnieg kryje wystające korzenie. Rezygnuję, ale jestem zawiedziony. Kończy się tym, że startuję w Uniejowie na dystansie 10 km. Na mecie melduję się po niespełna 50 minutach. Na szóstym kilometrze zastanawiam się, czy nie przyspieszyć, ale odpuszczam. Najważniejsze, że debiut się udał. Mam pierwszy medal.

Październik 2013

Ustanawiam rekord życiowy w parkrunie. To cykl cotygodniowych ogólnopolskich biegów z pomiarem czasu, na dystansie pięciu kilometrów. Mój czas? 22 minuty i 43 sekundy. Nigdy nie byłem w takiej formie!

Jadwiga: - Mąż zawsze mi się podobał, ale to bieganie sprawiło, że stał się jeszcze bardziej atrakcyjny. Jak patrzę na 30-latków z piwnymi brzuszkami... To jakaś masakra. Starość nie udała się Panu Bogu, dlatego cieszę się, że Tadeusz nie leniuchuje na kanapie i nie marudzi ciągle na życie albo że go coś boli. Ma cel.

Grudzień 2013

Toruń. Mój pierwszy oficjalny półmaraton. Biegamy po mieście i w lesie. Trochę przeliczam się z siłami. Chcę przebiec 15 km w rozsądnym tempie, a na ostatnich sześciu - ile fabryka dała. Ale brakuje mi sił na mocny finisz.

Czas: 1 godzina, 52 minuty, 23 sekundy. W następnej edycji powinno być jeszcze lepiej. Teraz mogę uczciwie powiedzieć, że trenuję. To znaczy próbuję osiągać coraz lepsze wyniki i mierzyć się ze swoimi słabościami już na poważnie.

Jadwiga: - W Toruniu poczułam coś niezwykłego. Mróz, zawieja, w telewizji radzą, żeby nie wychodzić z domu, a mój mąż z kilkoma tysiącami ludzi gna przez 20 km. To niesamowita energia.
Magdalena: - Jestem z taty dumna. I zazdroszczę mu tej pasji. Kiedy jest chory i nie może trenować, to wyraźnie cierpi. Chociaż kiedy widzę, jak wygląda po treningu, to zastanawiam się, czy nie powinnam wezwać karetki.

Lipiec 2014

Wiosnę mam słabą. Dwa razy przeziębienie, potem naciągnięty mięsień. Ale teraz jest wszystko w porządku. Rozbudowałem plan treningowy, jeden przeznaczam na dłuższe wybieganie, około półtorej godziny, 17 km. Po powrocie kąpiel, regeneracyjny posiłek. Nie czuję żadnego uszczerbku na zdrowiu. Gdybym taki trening zafundował sobie dwa, trzy lata temu...

Ach, oczywiście trenuję również w domu. Brzuszki, pompki... Nie można ograniczać się tylko do biegania.

Mam 67 lat. Ważę trochę ponad 90 km. Maraton? Chodzi mi po głowie, ale wiem, że jeszcze za wcześnie. Może za dwa lata i dwa, trzy kilogramy mniej?

Magdalena: - Nie chcę, żeby to zabrzmiało dziwnie, ale teraz wydaje mi się, że zawał wyszedł tacie na zdrowie. Cieszę się, że wrócił do sportu. Wiem, że w młodości ganiał za piłką i rzucał do kosza. Na studiach grał w piłkę w reprezentacji Politechniki Łódzkiej. Z dzieciństwa pamiętam stadionowe dźwięki, jakie wybrzmiewały podczas telewizyjnych transmisji. U nas w domu mecz był zawsze.

Jadwiga: - W porównaniu z niektórymi piłkarzami, którzy zarabiają spore pieniądze, a opuszczają boisko z suchą koszulką, mój mąż jest prawdziwym zawodowcem. Na szczęście już nie przeżywa futbolu tak jak dawniej. Nawet meczami Widzewa nie emocjonuje się tak bardzo. Przez to bieganie stał się spokojniejszy.

Sierpień 2014

Na początku sierpnia przechodzę EKG i próbę wysiłkową. Śpiewająco. Po zawale nie ma śladu. Ciśnienie, cukier w normie. Biorę leki, ale umiarkowane dawki.

To, co robię, mnie samemu nie mieści się w głowie. A przyjaciele kręcą głowami, kiedy z samego rana wyskakuję pobiegać i wracam po dwóch godzinach. Cóż, mówiąc szczerze, niektórzy są niżsi, a ważą więcej ode mnie. Żona czasem mnie strofuje, ale nie ma strachu. Wszystko mam pod kontrolą.

Jadwiga: - To chyba normalne, że się o niego martwię. Denerwuję się na każdych zawodach. Ale muszę panu powiedzieć, że to przejściowe. Ufam mu. Jest rozsądny i wiem, że choć marzą mu się kolejne życiówki, nie będzie do nich dążył za wszelką cenę.

Widzę u niego radość z życia. Czuje się dowartościowany przez otoczenie. Kiedy co weekend spotykamy się z przyjaciółmi na Kujawach, po powrocie z treningu opowiada o pięknych miejscach, jakie mijał po drodze. Zaraża tymi endorfinami nas wszystkich dookoła. Bieganie trzyma go przy życiu.

O bieganiu, planach treningowych i prawidłowej diecie czytaj na PolskaBiega.pl
Pochwała od lekarza

Dr n. med. Jerzy Malczyk, lekarz prowadzący Tadeusza Szewczyka

Po raz pierwszy mam do czynienia z pacjentem po 60. roku życia i po zawale, który jest w tak doskonałej formie.

Niedawno nadzorowałem jego próbę wysiłkową. Miał wynik porównywalny do tego, jaki osiąga zawodowy sportowiec!

Oczywiście nie każdy zawałowiec może obrać podobną drogę. Rozmawiamy o pacjencie, który przeszedł odpowiednie leczenie w optymalnym czasie. Mięsień serca uratowano bardzo szybko, martwica nie objęła dużego fragmentu. U pana Tadeusza nastąpiło zwiększenie miażdżycowe. W pewnym momencie pod wpływem różnych czynników, jak: nadwaga, stres, wysoki cholesterol, brak ruchu, w tętnicy powstał zakrzep, na skutek czego doszło do pęknięcia blaszki miażdżycowej. Ten mechanizm odpowiada za zawał w ponad 90 proc. przypadków.

Przy okazji chciałbym pochwalić doskonałą technikę biegu i oddychania mojego pacjenta. Ale czy może myśleć o maratonie? Nie polecam. Jest dobrze wytrenowany, ale dystans 42 km to naprawdę ekstremalny wysiłek. A na podstawie dostępnych testów nie można przewidzieć, jaka będzie reakcja organizmu.
Beataa2702
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 496
Na forum od: 27 mar 2014 21:22
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 5

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Beataa2702 »

Witaj Zbigniew - :) bardzo interesująca lektura, lecz cyt... ; '' Rozmawiamy o pacjencie, który przeszedł odpowiednie leczenie w optymalnym czasie. Mięsień serca uratowano bardzo szybko, martwica nie objęła dużego fragmentu ..'' a co do wiary , wiara nijako ma się do rzeczywistości, ja mogę wierzyć w siebie i co z tego, robię wszystko aby poprawić swoją kondycje fizyczną, lecz ostatnia moja próba wysiłkowa to porażka, oczywiście moja osobista porażka, bo myślałam że jest lepiej .... pozdrawiam i życzę zdrowia
Awatar użytkownika
Zbigniew- I
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 1221
Na forum od: 20 sie 2013 12:53
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 15
Podziękował: 9 razy
Podziękowano: 10 razy

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Zbigniew- I »

Beatko, nie poddawaj się. Postaraj się udrożnić wszystkie swoje naczynka, aby do każdej komórki Twego ciała krew zaniosła to co im trzeba i zabrała to co im nie trzeba. Poszukaj sposobów na oczyszczanie naczyń krwionośnych ( nalewka czosnkowa lub MIESZANKA ZIOŁOWA Z MIODEM), a potem, w drugim etapie, nawet tych najdrobniejszych naczyń i np. poczytaj o preparacie - Kapilar- Zelmanowa.Nawet nie zdajemy sobie sprawy do czego jest zdolny nasz organizm, tylko mu trochę pomóżmy. Trzymam kciuki za Ciebie. :kwiat:
Awatar użytkownika
medi
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 8472
Na forum od: 22 lip 2011 15:26
Oddział NFZ: Mazowiecki
Staż sanatoryjny: 6

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: medi »

Do 30 września coraz bliżej a ja nadal kiepściutko się czuję po zmianie leków ,nawet rowerek odstawiłam :( 1 października pogadam z moją panią doktor ,chyba wolę moje wysokie ciśnienie i ryzyko jakie ze sobą niesie niż takie życie na pół gwizdka :evil:
Awatar użytkownika
Zbigniew- I
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 1221
Na forum od: 20 sie 2013 12:53
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 15
Podziękował: 9 razy
Podziękowano: 10 razy

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Zbigniew- I »

Medi, co Tobie przeszkadza spróbować tego, co opisałem powyżej. Wiem, że nie na każdego to samo działa. Ja za pomocą tych sposobów zszedłem ze 160/100 na 120/80 bez żadnego procha. Ja nie namawiam do odstawienia leków, spróbuj zrobić to dodatkowo, równocześnie.
Awatar użytkownika
medi
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 8472
Na forum od: 22 lip 2011 15:26
Oddział NFZ: Mazowiecki
Staż sanatoryjny: 6

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: medi »

Nalewką czosnkową już próbowałam ,efekt żaden .Wiesz ile u nas trwa diagnostyka ,ja nie mam podwyższonego cholesterolu i sądzę że wzrost ciśnienia u mnie to nie jest kwestia miażdżycy naczyń :idea: Może kora nadnerczy :?: Nie wiem jeszcze w sumie nic ,dowiem się po diagnostyce a to ...potrwa :twisted: :twisted:
Awatar użytkownika
Zbigniew- I
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 1221
Na forum od: 20 sie 2013 12:53
Oddział NFZ: Lubelski
Staż sanatoryjny: 15
Podziękował: 9 razy
Podziękowano: 10 razy

Re: Nadciśnie tętnicze

Post autor: Zbigniew- I »

Ta nalewka nie jest na cholesterol, a na nierozpuszczalny wapń, rozrzedza też krew. Sława niemieckiej kardiochirurgii, prof. Hartenbach, napisał książkę: "Cholesterol - nie bój się". Link wysyłam na PRIV.
ODPOWIEDZ