Witam
Chciałbym opisać Wam zdarzenie mogłoby się wydawać nie szczególne ,niemniej jednak dało mi kiedyś bardzo do myślenia.
Kilka lat temu (nie piłem już wtedy 14 lat) pracowałem w systemie zmianowym,bylem akurat na popołudniówce.Znalazł się wtedy dowcipniś ,który zadzwonił do mojej żony pytając gdzie jestem ,bo rzekomo w pracy mnie nie ma - numery telefonów były ogólnie dostępne na wszelki wypadek. Nie wiedziałem o jego telefonie więc spokojnie wróciłem do domu -była ok.23:45.Już wchodząc do do domu wiedziałem że coś się stało ,Marta była zapłakana i zdenerwowana.Zapytała gdzie byłem ,ja oczywiście powiedziałem że w pracy.Powiedziała mi że dzwonił ktoś mówiąc że mnie tam nie było.Wiedziałem już co było powodem stanu w jakim się znajdowała.Na drugi dzień w pracy -powiedzmy że dosyć ostro pogadałem z tym kolesiem ,biegiem leciał tym razem zadzwonić -tyle że przepraszając Martę.
Co by nie mówić jeżeli facet nie wraca do domu albo gdzieś potajemnie znika przeważnie pierwsza myśl to inna kobieta.W wypadku mojej żony był to strach że poszedłem pić.
Nie mogłem tego zrozumieć, przecież tyle lat, powinna mi ufać w tym względzie ,czułem się podle.
Jednak właśnie to zdarzenie uzmysłowiło mi że ludzie żyjący z alkoholikiem nawet już nie pijącym żyją w ciągłym strachu i obawie czy nie wrócimy do tamtego stanu.
Dzisiaj nie dziwię się żonie ,było w naszym gronie kilka przypadków ludzi którzy wracali do butelki po 10-12latach.
Wiem że nigdy nie mogę dawać swojej rodzinie powodów do lęku - to jedno z najważniejszych moich postanowień .
Pozdrawiam
