Szanowni Państwo!
Po pobycie w sanatorium „Nowe Łazienki Mineralne” w Krynicy Zdrój, których gospodarzem jest Spółka Uzdrowiska Krynica – Żegiestów, zobowiązany jestem do podzielenia się refleksjami ze świadczonych usług , jakie otrzymałem w lipcu 2011 r..
Odradzam korzystania z usług tego sanatorium. Uważam się za oszukanego. Dostarczono nam usługę inną – gorszą niż zamawialiśmy.
Pobyt swój z żoną rezerwowałem w lutym 2011 r. wraz z zastrzeżeniem ( i zgodnie z reklamą Spółki zamieszczoną w internecie) , że potrzebuję zabiegów borowinowych, magnetronika, aqwawibronu, masarzy kręgosłupa, które wykonywane będą w budynku w którym będę mieszkał przez dwa tygodnie.
Po otrzymaniu zapewnienia , że warunki pobytu będą spełnione wpłaciłem zaliczkę i na początku lipca pojechaliśmy do sanatorium.
Po przybyciu w poniedziałek ok. 15.00 i zakwaterowaniu dowiedziałem się od pielęgniarki, że lekarz przyjmie nas dopiero następnego dnia w godzinach 11.00.-13.00. Przy oczekiwaniu na przybycie lekarza – który spóźnił się ok. 30 min.- okazało się , że pacjentów jest ponad 10. Przy poświeceniu 1 pacjentowi tylko 15 min. na wywiad i badanie przyjęci bylibyśmy po godzinie dyżuru lekarza.
Na nasze szczęście ( raczej nieszczęście dla pozostałych pacjentów) lekarz poświęcił innym swą uwagę tylko w ok. 3 min. , tak dostaliśmy się do lekarza ok. 12.30.
Zaznaczam, że choruję na cukrzycę, i wybór sanatorium podyktowany był także tym schorzeniem. O tym fakcie informowałem pielęgniarkę, lekarza i dietetyka na stołówce przy pierwszym spotkaniu, a fakt ten zapisywali sobie skrzętnie.
Jakież było nasze zdziwienie, gdy w trakcie ordynowania przebiegu leczenia i przypisywania zabiegów pielęgniarka przyniosła lekarzowi kartkę, na której zapisano wykaz zabiegów, których nie powinien zalecać , ponieważ „wyszły”. Zostały po prostu sprzedane na wolnym rynku. Okazało się , że na miejscu nie ma możliwości przeprowadzenia żadnego zabiegu a w Starych Łazienkach – 600 m dalej w innym obiekcie – można ewentualnie wykonać kilka okładów borowinowych i kilka „biczy szkockich” . Słowo kilka oznaczało niekompletną kurację. Na zabiegi w zakresie masarzu, magnetronika czy aqawibronu mogłem zapomnieć , gdyż limity w Nowych Łazienkach Mineralnych i Starych Łazienkach zostały wyczerpane. Zostałem postawiony przed faktem, że albo biorę to co pozostało albo nie mam zabiegów na moje życzenie.
Lekarz proponował więc mi inhalacje na miejscu – co przy moich schorzeniach kręgosłupa uznałem za żart. Po wymianie zdań (ostrych) lekarz prosił abym „chociaż tą resztkę zabiegów zgodził się przyjąć”. Zapisano mi więc 4 okładziny borowinowe – plastry na kręgosłup, 4 bicze szkockie i 6 krioterapii na kolano. Na zabiegi zmuszony byłem chodzić do innego budynku, mimo, że w tym w którym mieszkałem takie zabiegi świadczono.
Z dotychczasowych doświadczeń leczenia uzdrowiskowego miałem w ramach ceny trzy zabiegi dziennie, przy czym wykonywano je w ilości 8-10 szt każdego, aby były skuteczne. Byłem gotów dopłacić , ale wyraźnie zapowiedziano, że nie ma możliwości technicznej ( brak wydolności zabiegowej) , gdyż sprzedano już wszystkie możliwe terminy.
Mojej żonie proponowano jedynie kurację pitną. Po ostrej wymianie zdań pielęgniarka przełożona zobowiązała się uzyskać możliwość znalezienia jakichś zabiegów na kręgosłup piersiowy. Zabrano nam karty zabiegowe w celi ich „doplanowania”.
Tak minął drugi dzień bez zabiegów i diety cukrzycowej.
Trzeciego dnia okazało się, że zabiegi będą od dnia 4 naszego pobytu – co spowodowało trzy dni straconego leczenia z zaplanowanych 14 minus 2 niedziele. Pozostało 9 dni na skuteczne leczenie. Skutkowało to naszą skargą u dyrektora sanatorium – lekarza naczelnego. Wyraził on zdziwienie, że dział marketingu nie zarezerwował nam zabiegów a tylko pokoje, i że nie otrzymuję diety mimo kierunkowego leczenia w tym sanatorium.
Efekt skargi był taki, że żaden z pracowników sanatorium nie poczuł się odpowiedzialny za zaistniałą sytuację, uznano nas za ludzi konfliktowych a kelnerka na stołówce głośno i publicznie wyraziła swe niezadowolenie, że nie informuję jej przy każdym posiłku o konieczności stosowania dla mnie diety.
Nosiliśmy się z zamiarem opuszczenia tego sanatorium, gdyż udostępniło nam usługę niezgodnie z zamówieniem. O pozostaniu zdecydował fakt, że droga do domu wynosiła ok.960 km a na leczenie wzięliśmy urlopy. Mimo , że czuliśmy się oszukani, to za nasze pieniądze byliśmy traktowani jak osoby z nierealnymi żądaniami, postanowiliśmy przynajmniej skorzystać z pięknego otoczenia.
W trakcie pobytu zaobserwowaliśmy kilka szczegółów organizacji i pracy personelu obsługi hotelowej, żywieniowej i zabiegowej.
Obserwacje te pozwoliły na stwierdzenie, że :
- żaden z pracowników nie identyfikuje się z miejscem pracy. Traktuje prace jako zło konieczne. Przy rozmowach o niskim poziomie usług słyszałem , że „to nie ja wzięłam od pana pieniądze”
- żaden z pracowników nie wykonuje swych obowiązków w pełni, za które pobiera wynagrodzenie – także za moje pieniądze . Przykładem może być wykorzystywanie kuracjuszy do otwierania i zamykania drzwi na klucz z pobraniem i odniesieniem klucza do portierni, bowiem nie chciało się portierowi wejść na piętro aby tą czynność codziennie wykonać. Portier nie przyjmuje uwag , kierując kuracjusza do kierownika – który akurat jest na urlopie. Pracownicy zabiegowi polecają kuracjuszom wsypanie sobie soli do kąpieli lub samodzielne wykonanie krioterapii itp.
- pracownicy zabiegowi nie przestrzegają terminów i czasu zabiegów. Nagminnie jest wykonywanie zabiegów poza czasem wyznaczonym. Planowanie ilości i terminu zabiegów w takiej sytuacji jest pozbawione sensu, bowiem nikt tych planów nie przestrzega.
- pracownicy sanatorium traktują zabiegi dla siebie jako dodatkowe przywileje im przysługujące . Zabiegi te wykonywane są poza kolejnością
- pracownicy zabiegowi ani obsługa pielęgniarska nie jest zainteresowana należytym wykonaniem zaordynowanego leczenia. W sytuacji awarii urządzenia obsługa sanatorium nie proponuje zabiegu zastępczego lub innego terminu jego przeprowadzenia, lecz nakazuje kuracjuszowi, aby ten w planowaniu rozwiązał sobie problem, który powstał z winy obsługi. Usłyszałem także publicznie wypowiedziany pod moim adresem komentarz, że „jak jestem chory to sam idę do lekarza, i to samo mam zrobić aby zmienić zaplanowane zabiegi”.
- pracownicy zabiegowi kończą swą pracę z pacjentami o godz. 12.00 i godz.. 13.00 idą do domu. Wszystkie urządzenia od tej godziny stoją bezczynnie.
- pracownicy planowania nie przestrzegają godzin pracy zapisanych na okienkach (od 7.30-15.00). O godz. 9.00 komputery przykryte szmatami, nie włączone, kolejka kuracjuszy zdenerwowana oczekuje na łaskawe ich obsłużenie. Dopiero ostra interwencja powoduje pojawienie się obsługi z komentarzem „co robicie za dym”.
- obsługa stołówki niegrzeczna i nie przestrzegająca podstawowych zasad higieny i podawania posiłków. Wazy zupą w ilości mniejszej niż ilość stolików (ok. 40%). Wazy przenoszone przez kuracjuszy ze stolika na stolik. Spóźnienie 5 minut powoduje ,że kuracjusz zjada zlewki z kilu waz. Dania podawane poprzez stolik lub ponad głowami kuracjuszy. Parówki na ciepło rzucane na talerze poprzez stolik , podtrzymywane na widelcu przez kelnerkę palcem , itp.
Zwróciliśmy także uwagę, że w tym sanatorium nie ma gości zagranicznych. Dzisiaj nas to nie dziwi. Nikt wydający własne pieniądze nie che być obrażany i traktowany jako zło konieczne.
Stan techniczny obiektów ma wiele do życzenia. łuszcząca się farba, pourywane kontakty, nie domykające się okna, uszkodzone zamki itp.
Na to wszystko potrzeba pieniędzy. Taki system pracy, braku odpowiedzialności i brak nadzoru powinien skutkować brakiem kuracjuszy i bankructwem spółki.
Leczę się sanatoryjnie od 10 lat. Z takim traktowaniem kuracjusza spotkałem się po raz pierwszy. Wszystkim, którzy zamierzają korzystać z usług tej Spółki i tego sanatorium zalecam dużo rozwagi i wyboru bardziej korzystnego dla siebie. Radzę omijajcie sanatorium w Krynicy dużym łukiem, jeżeli szanujecie swoje zdrowie i swoje pieniądze.
Andrzej Adamski




