Piszę, ponieważ jestem leciuteńko wkurzona
Rok temu byłam w sanatorium, skierowana przez ZUS, ok, myślałam, że tak trzeba, że taka procedura, że musieli, bo byłam dłuższy czas na L4.
Minął rok, wiele się zmieniło, obecnie jestem na rencie, pod dobrą opieką lekarzy różnych specjalizacji: ortopeda, reumatolog, neurochirurg, oraz specjalista rehabilitacji medycznej i fizjoterapeuta..
Wszyscy zgodnie twierdzą i opiniują do ZUSu, że nie potrzebuję rehabilitacji w sanatorium, bo i tak mi nic nie pomoże, nie będzie poprawy.
Mam indywidualny zestaw ćwiczeń, ściśle dobrany do mojego schorzenia, który muszę każdy dzień "przerobić".
Mam wytyczoną drogę co i jak mam robić,i jak postępować aby zminimalizować ból.
Tego się trzymam i to stosuję, co pozwala mi, póki co, jakoś normalnie funkcjonować, i neurochirurg patrząc na efekty wstrzymuje operację.
Dlaczego więc ZUS, usilnie chce mnie uzdrowić ponownie wysyłając do sanatorium, gdzie nawet opinia z poprzedniego pobytu w sanatorium była na NIE, bez poprawy, bez nawet szans poprawy, bo to mi nie pomaga, bo jestem zakwalifikowana do poważnej operacji..
Dlaczego więc ZUS, zamiast marnować pieniądze na mnie, nie skieruje tam kogoś, kto faktycznie tego potrzebuje, może z łagodniejszą formą
schorzenia,kogoś, kto faktycznie rokuje na podratowanie zdrowia?
Jakimi kryteriami kieruje się ZUS ? Czyżby tylko wiekiem pacjenta? Bo dokumentacji medycznej i opinii specjalistów na pewno nie czytają i nie biorą pod uwagę! Bynajmniej w mojej sytuacji.
Wybaczcie wylewność, ale jestem bardzo zniesmaczona całą tą ZUSowską procedurą...
Pozdrawiam serdecznie...



