Witam

Życie jest pełne niespodzianek i czasami zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie. Pewnego razu, podczas pobytu na rehabilitacji dzień za dniem mijał bez większych emocji. Rehabilitacja wspaniała ale wśród kuracjuszy nikogo, z kim chciałoby się spędzać wolny czas. Zwykłe, miłe ( czasem mniej ) rozmowy, grupowe wyjścia na tańce... zwyczajnie. I nagle... na 3 dni przed wyjazdem do domu, na balu Andrzejkowym poznałam kogoś wyjątkowego,czułego,romantycznego... Mężczyznę,który pozwolił czuć się kobiecie wyjątkowo. Były to 3 najpiękniejsze dni mojego życia i najtrudniejsze rozstanie. Bałam się odwrócić swój świat do góry nogami. Nie mogłam pozwolić by rozstał się z żoną bo miał jeszcze małego synka. Mimo jego próśb o podjęcie walki na wspólne szczęście zrezygnowałam. Nie mogłam...Nie mogłam po tym, jak usłyszałam głos jego żony w słuchawce. Nalegał dalej twierdząc, że nie jest szczęśliwy, że powinniśmy walczyć o swoje szczęście. Dziś zastanawiam się, czy umielibyśmy się rozstać gdybyśmy poznali sie na początku turnusu? Nie wiem... Tęsknię za nim, za tymi cudownymi chwilami... Rzeczywistość bywa jednak inna... Pozdrawiam Wszystkich
