1. zabiegi średnio i bez zaangażowania personelu (wszystko prawdopodobnie rozbija się o kasę z refundacji);
2. wyżywienie tragedia - na dzień dobry rozróżnienie tych komercyjnych (np. stół szwedzki) i tych z państwowych funduszy (porcje malutkie - nawet niektóre kobiety się nie najadały, chleb w koszykach i zupa w wazie na stole były wydzielone), przez 4 tygodnie była zupa jarzynowa!! co prawda inna ale mąż po przyjeździe zapowiedział w domu, że nie tknie zupy jarzynowej przez następne parę tygodni (uwaga: mój chłop nie z tych wybrednych i wymagających - wcale nie je dużo a zje co mu się podsadzi pod nos
Mąż stwierdził, że może tam jechać ale prywatnie co na jedno wyjdzie ponieważ:
1. i tak dopłacił do pobytu NFZ;
2. musiał dokupować jedzenie,
3. dokupił sobie zabiegi, żeby zwiększyć efekt i czas zapełnić
Nie wiem jak w innych sanatoriach - mąż był pierwszy raz - ale nie wydaje się, żeby to jakość usług powodowała takie kolejki do sanatorium.



