Leżę sobie po borowince, zrezygnowałam z biczy bo cosik mi gardelko siadło a zbliża się kriokomora. Wczorajszy dzień na maksa leniwy lało do wieczora. Ale ognisko zorganizowane przez ośrodek udało się świetne. Piekliśmy kiełbaski, do tańca grała fantastyczna góralska kapela. Ruszyliśmy razem w tany nie patrząc na mżawkę. Powiem Wam, że ludzie wyjątkowo sympatyczni, a już moje mamusie 70-tki są naprawdę wyjątkowe. Mam szczęście i tyle.
Z negatywnych rzeczy wielki ordynator ośrodka, z Lwowa, pomijając dziwny wykład, o tym, że powinno się spać osobno z mężem ( tak te antyciała...

), ochrzanił mnie i za to, że nie zgłosiłem faktu, że dostałam 33 zabiegi, za to, ze chcę zamienić jazdę na rowerku na ćwiczenia na macie a nie zgłosiłam problemu z kolanem jak również za to, że mam 12 biczy szkockich i dlaczego. Arogancki do bólu. Mało brakowało a zaproponowałabym jednak powrót do łóżka żony...

Sala ćwiczeń jasna, czysta, sprzęt znakomitej jakości, nowe materace i przemiła Pani od ćwiczeń.
Za chwilkę obiadek...i tu parę słów o wyżywieniu. Jestem malkontentem, ale zmiatam wszystko i jest pysznie. Sprawnie szybko, dania gotowane na miejscu, z sercem.
Dzisiaj zasuwamy dziewczynami na ciacho i kawę. Nie pada, ale pogoda nie nastraja. Od jutra zobaczymy słoneczko toteż połażę sobie. Może szlakiem na zaporę. Zabytkówt utaj niewiele. Mogę was obdarować pięknem okolicznej przyrody.
Foteczki z ogniska. Mam nadzieję, że nikt z ludzi myślących inaczej, nie poda mnie do sądu. Kapela nie protestowała jak strzelaliśmy fotki.