Mam wiele takich utworów ponieważ muzyka towarzyszyła mi w różnych pięknych i wyjątkowych chwilach. Część to po prostu skojarzenia z piękną wyjątkową miłością i cóż..."tangiem" dwóch pasujących do siebie ciał.
Zatem:
number one od 23 lat....Lionel Richie "Say you , say me.." Do tej pory czuję co czułam wirując w ramionach pewnego fantastycznego mężczyzny...ta piosenka związała mnie z nim na bardzo długo.
number 2. Vangelis "Conquest to paradise" oraz muzyka elektroniczna KOTO, Laser Dance (cudowny album Ambiente) JM Jarrea...to wspomnienia skołtunionej pościeli, zaparowanych szyb, potu na skórze i tego fantastycznego uczucia kiedy każdym nerwem czujesz, że osoba która leży koło Ciebie jest Twoją integralną częścią.
number 3: Natalia Kukulska (jej wykonanie piosenki mamy) " Przetańczyć z Tobą chcę całą noc"....do tej pory uwielbiam włączyć ten utwór i potańczyć z zamkniętymi oczyma - to piosenka z mojego ślubu - taniec nie był przygotowany przez specjalistę ale nie znoszę tego, pozwoliłam mężowi deptać mi po stopach ważne było to co nas połączyło.
Jeżeli chodzi o moją "miłość" muzyczną od 20 lat wierną pozostaję Andrea Bocelli. Pobyt na koncercie tylko tą wierność pogłębił.
Pozatym...wszystko zależy od nastroju nie jestem wierna jednemu rodzajowi muzyki..czego innego słucham robiąc remont, jadą autem (a tu zawsze głośniki włączone na full

), innego w łożku, innego jak jestem totalnie wkurzona (Sabathon działa idealnie).
Jedyne czego nie trawię to muzyka często puszczana na sanatoryjnych potańcówkach np. siedem z dziewcząt z Albatrosa...zero szans na poszuranie nóżkami , szczególnie jak wystrój lokalu przypomina mi lata 70te. Mogę potańczyć nucąc na plaży.
