Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Nasz pobyt zaraz po świętach wielkanocnych – kwiecień 2013.
Zacznę od tego, że przed wyjazdem kilka razy dzwoniliśmy do recepcji z pytaniem o pokoje (dwuosobowy z pełnym węzłem sanitarnym). Za każdym razem otrzymywaliśmy odpowiedź: „nie ma rezerwacji, ale można przyjechać już dzień wcześniej, od godz.15-tej jest lista kuracjuszy”.
Tak też zrobiliśmy. Stawiliśmy się w „Podczelu” dzień przed terminem, o godz. 16-tej. Byliśmy drugim małżeństwem w kolejce i niestety pokoi z łazienkami w budynku głównym już nie było. Jak poinformowała recepcjonistka, takie pokoje są zablokowane dla starszych roczników. Pytamy więc, dlaczego nie ma takich informacji ogólnodostępnych i w myśl jakich przepisów. Odpowiedź: przepisy wewnętrzne. W naszej obecności jednak przyjechało małżeństwo z Warszawy, które dokonało rezerwacji telefonicznej i otrzymało pokój komfort (NFZ). Potem okazało się również, że i inni niekoniecznie „starsze roczniki” mieli porezerwowane pokoje komfort. Jak to jest? Są równi i równiejsi?
Pierwszą noc spędziliśmy komercyjnie, w pokoju 4 osobowym, w budynku głównym na parterze, bez łazienki za cenę 45 zł od osoby (za tzw. łóżko).
Obiadu, ani kolacji już nie można było wykupić, kawiarnia zamknięta, dookoła las, 6 km do Kołobrzegu. Rano, bez śniadania, stawiliśmy się u kierownika recepcji. Zaoferował jedynie pokój w pawilonach. Nie mieliśmy wyjścia, albo wspólna łazienka i wc na korytarzu, albo w pawilonach odległych 360 m od głównego budynku. Wybraliśmy to drugie, czyli pawilony. Pawilony, tak naprawdę tylko z nazwy. Pokój na parterze nazwaliśmy „norą”. „Nora” była ciemna, nie dochodziło w ogóle światło dzienne (pod samym oknem wysokie drzewa), tuż za drzewami jedyna droga łącząca Kołobrzeg z Koszalinem (non stop ruch samochodowy). Pod balkonem naturalny śmietnik: puszki po piwie, worki foliowe, stare kawałki dachówek, niedopałki papierosów itd. Okno zabite gwoździami, jedynie nieszczelne drzwi balkonowe można było na moment otworzyć. Trafiliśmy na pogodę jeszcze zimową. Kilkakrotnie zgłaszaliśmy zimno w pokoju. Przychodził pan konserwator i stwierdził, że to wina palacza. Siedzieliśmy w podwójnych polarach zawinięci w kołdry. W nocy zamiast pidżamy były dresy. Po trzech dniach kupiliśmy termowentylator, nie było wyjścia. Woda w kranie - najpierw kilka minut spuszczania zimnej, by mogła lecieć ciepła. Na podłodze rzucone stare linoleum, pod którym posadzka brudna i piasek szeleścił jakby był na wierzchu. Ściany widać myte na mokro, pozostały plamy (po grzybie?). Wilgoć w powietrzu i tylko zapach lizolu? rozchodził się po korytarzu. W łazience – jak w łaźni na polu campingowym za czasów PRL-u. Meble stare i śmierdzące stęchlizną. Za tapczanami tumany kurzu zbite w kłębki, poprzyklejane do cokolików podłogowych. Pęknięte szyby, na balkonie rozbita lampa sufitowa, której części trzymały się w powietrzu grożąc spadkiem na czyjąś głowę. Drzwi do pokoju uzupełnione płytą pilśniową zamiast szyby.
Karygodne warunki zakwaterowania łączyły się jeszcze z czymś więcej.
Otóż zabiegi rozłożone w czasie, odbywały się w budynku głównym, do którego trzeba było dojść 360m. Tak więc wychodziliśmy na pierwszy zabieg, a wracaliśmy zazwyczaj po wszystkich zabiegach i po obiedzie. Cały ten dopołudniowy czas pałętaliśmy się po korytarzach budynku, gdyż świetlicę, którą tak pięknie nazwano, wynajmowano pod handel obwoźny. Prawie codziennie była inna branża handlowa. Dodatkowych pomieszczeń w pseudo kurorcie na odpoczynek po zabiegach nie ma.
Została jeszcze kawiarenka, która nie zawsze była otwarta, w której stoły ustawione jak na stołówce, z komunistycznymi obrusami i krzesłami i w której to kawa kosztowała jak w dobrej kawiarni, woda mineralna podwójnie droga, paluszki, wafelki i piwo, nic do jedzenia.
Pozostając tak długo w „poczekalni dworcowej” czasem trzeba skorzystać z toalety.
Znowu rozczarowanie: brak mydła i ręczników papierowych.
Zgłaszaliśmy ten fakt w recepcji trzy dni z rzędu. Dopiero interwencja osobista u kierowniczki hotelu zadziałała (na jak długo?).
Jeszcze uczepimy się kuchni. Nie jemy dużo, nie jesteśmy też wybredni, ale 21 dni codziennie ta sama przemielona szynka i listek sałaty na śniadanie to przesada. Brakowało troszkę inwencji twórczej i chęci szefowej kuchni . Na podłodze stołówki stare ,zniszczone płytki PCV, z których obsługa kuchni w wolnych chwilach nożem zeskrobywała odpryskującą pastę sidolux. Masakra.
Sytuacja, jaka się nam przytrafiła pobiła wszelkie rekordy niechlujstwa kucharek. Otóż, zabrakło wrzątku do herbaty i poszliśmy z dzbankiem ze stołu do okienka, by kucharka uzupełniła. Ona zabrała dzbanek i bezpośrednio cały zanurzyła w kotle nabierając wodę, potem ścierką przetarła wierzch i podała.
To tylko jeden z incydentów.
Zdarzały się też niedomyte sztućce, zaschnięte resztki na talerzach.
Sale zabiegowe.
Najgorsze kabiny z kąpielą solankową.
Brak intymności, kabina nr 3 - fugi i ściany zapleśniałe, grzyb.
We wszystkich komorach i korytarzu brak dostatecznej klimatyzacji.
Pomieszczenia małe i zaparowane.
Na głównych korytarzach przeciągi, otwieranie wszystkich okien, w celu przewietrzania budynku w ciągu dnia.
Dodam jeszcze, że za każdą rzecz wypożyczoną w recepcji trzeba płacić.
Ok., nie musimy pożyczać.
Zbulwersował natomiast fakt, że za korzystanie z Internetu (Wi-Fi) mając swój własny komputer, Spółka życzy sobie opłatę w wys. 3 zł/godz.
Tylko 3 godz. dziennie przez 21 dni daje kwotę 189 zł. Karygodne.
TV opłata za kartę na czas pobytu 66,50 zł. Brak różnych programów informacyjnych i sportowych. Nie liczyliśmy kanałów, ale zastanawiam się, czy było ich chociaż 10, w tym nr 1 to non stop reklamówka ośrodka.
Pomijam fakt, że monitor chyba 14” i bez lupy to można sobie tylko posłuchać – towarzysko.
Czajnik jeden wspólny na korytarzu.
Na koniec jeszcze – 80% kuracjuszy chorowało. Czy to wirus, czy przeziębienie? Objawy to wysoka temperatura, kaszel, katar, zapalenie ucha.
Ja wróciłam do domu z zapaleniem oskrzeli i tchawicy, z gorączką i na antybiotykach.
-
ibizka wielkopolska
- Super Kuracjusz

- Posty: 1075
- Na forum od: 01 gru 2012 20:00
- Podziękował: 2 razy
- Podziękowano: 2 razy
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
-
wiolka111l
- Posty: 1
- Na forum od: 04 lis 2013 19:10
- Oddział NFZ: Zachodniopomorski
- Staż sanatoryjny: 12
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Całym pobytem, warunkami, pokojem, zabiegami, wyżywieniem, no i pogodą, jestem zachwycony!
Chcielibyśmy tam wrócić!
- Narewka
- Super Kuracjusz

- Posty: 1046
- Na forum od: 19 wrz 2011 19:31
- Oddział NFZ: Mazowiecki
- Staż sanatoryjny: 33
- Podziękował: 4 razy
- Podziękowano: 16 razy
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Jest wiele sanatorów budowanych lata temu.Tam potrzebne są remonty.Modernizacja bazy zabiegowej,sanitariatów jest jak najbardziej wskazana.
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
-
Krzysztof_Wawa
- Posty: 1
- Na forum od: 11 wrz 2015 15:39
- Oddział NFZ: Mazowiecki
- Staż sanatoryjny: 5
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Re: Sanatorium Kołobrzeg-Podczele HOLTUR
Fakt pracownicy starają się jak moga, nadrabiaja usmiechami. Była grupa niezadowolonych kuracjuszy, która o wszystko robiła problem. szkoda, ze małokto zauważył , że dostaliśmy dodatkowe zabiegi. Przepraszano nas co chwilę. Pokoje wyremontowano - w sumie całkiem niedawno, więc wyglądają nieźle. W końcu to nie hotel 5-gwiazdkowy. Wiosną i latem musi być tam pięknie, teraz nie bardzo można było podziwiać przyrodę - ale to nie wina pracowników tylko pory roku.
generalnie bez fajerwerków, ale ok.

