Jest mi smutno i przykro bo pewna sytuacja bardzo mnie dotknęła.
Niewielu jest ludzi którzy tak bardzo mi pomogli w chwilach gdy stawiałem pierwsze trzeżwe kroki .
Parę miesięcy temu jedna z takich osób oznajmiła że wyprowadza się z domu i to jeszcze nie było aż tak straszne ,ludzie rozchodzą się po,latach ,może tylko ważne jest to aby rozstać się w zgodzie .Wyjechał z miasta ,czasami przyjeżdżał ale niestety jego zachowanie coraz bardziej wskazywało na to że dzieje się coś na prawdę niedobrego .
Jakieś nieuzasadnione żądania ,kipiąca wręcz nienawiść do żony i dzieci .
Dwa tygodnie temu wysłał do syna wiadomość że chce popełnić samobójstwo ,wszyscy byli w szoku .Po prawie 4 godzinach udało się policji znalezć go na podstawie komórki ,przyjechali razem z Pogotowiem .Wynajął jakieś mieszkanie pod Radomiem ,gdy otworzył drzwi był kompletnie pijany
I to mnie dobiło, człowiek który większość swojego życia poświęcił na pomoc innym alkoholikom ,działał w Poradni ,w Komisji Przeciwalkoholowej ,był zawsze na każde zawołanie .
Zna problem od podstaw i dlatego tak trudno do niego dotrzeć i cokolwiek wytłumaczyć ,próbowało już kilku jego najbliższych przyjaciół ale nie chce widzieć nikogo .
Szokiem jest to że praktycznie z dnia na dzień stał się innym człowiekiem ,jego zachowanie to nie tylko to że pije ale wszystko co robi zakrawa na jakiś obłęd .
Przerwał trzeżwe życie po 27 latach abstynencji
Zastanawiam się czy na prawdę tacy ludzie jak On i ja nie możemy tak do końca być pewni co nas może jeszcze spotkać .
Pojawia się strach i obawa ,a może mnie także coś takiego spotka jeśli wydarzy się coś co naruszy taki porządek w jakim teraz żyję .
Nie chcę tego
Może dla zwykłych ludzi nie jest to problemem ale proszę uwierzcie że to wywiera na takich jak ja niepijących alkoholikach niesamowite wrażenie i pozostawia bolący ślad .


