Pisząc , że nie znam nikogo kto zrezygnował ot tak sobie aby biegać od przychodni do przychodni na zabiegi i jeździć na rehabilitację do sanatorium nie miałam na myśli osób , dla których jedynym wyjściem jest poddanie się absolutne utrzymaniu stanu umożliwiającego samodzielne funkcjonowanie bądź ratujące życie.
Nawet widzisz w przypadku babci Twojego wnuka ostatnie słowo należało nie do Niej tylko do pracodawcy ...
W takich czasach żyjemy i pewnie lepszych nie doczekamy
Krótko : nie jest nam dane zapobiegać niejednokrotnie tragediom a tylko leczyć wielokrotnie to czego można było uniknąć .



