Niby jest wiosna … a tu jesień życia nastała.
W końcu dopadła mnie dojrzała dojrzałość, 65 lat, wiek emerytalny.
Jest to jakaś cezura.
Trzeba wymyśleć rytuał przejścia, albo sprawić sobie prezent.
Dawniej to było:
Pierwsza klasa – dostałem tornister i worek na kapcie
I Komunia – zegarek
18-stka – kupiłem sobie flaszkę … bo już mogłem
Dyplom – działo się
Koniec kawalerstwa – wiadomo
40 urodziny – jedni kupują sportowe auto albo jakiego Harleya, a ja? … ja dostałem kawałek piernika … twardego, bo stary był.
65 urodziny – hmm … brak pomysłu … chyba zacznę zbierać na trzecie zęby.
Generalnie jest OK.
Dziarsko drepczę po płaskim … żwawo hasam z górki … ale muszę pamiętać, że powrót będzie pod górkę, bo zadyszka.
Szyja nie pozwala oglądać się za dziewczynami, … a jak już, to dioptrii za mało … a gdy zapomnę zaordynować sobie bilobil, to tak naprawdę nie bardzo wiem po co to robię.
Wesołe jest życie staruszka.
Upraszam o nieskładanie kondolencji.
I ilustracja muzyczna z Kabaretu Starszych Panów.
https://www.youtube.com/watch?v=qu7Y-Ww6s0w