Jeden nad morze,drugi w góry,
Do Ciechocinka co poniektóry ,
Inny znów woli ze zwrotów,
jakąś Kudowę czy Świeradów,
jakiś Iwonicz,jakąś Rabkę,
gdzie mu co rano dadzą papkę,
Gdzie wykurują go jak trzeba,
Żeby mógł zdrowy iść do nieba...
Jadą więc ciała ludzkie, jadą,
Schorzałe serca ,smutne nerki,
Kichy tęskniące do wyżerki,
Wątroby pełne alkoholu

,
Stawy, co przy siadaniu bolą,
Pęcherze, które nie chcą nazbyt,
I stolce bez rozkładu jazdy...
W sanatoriach czekają już doktorzy,
Więc do doktorów biegnie kto żyw.
Doktor opuka,doktor zbada,
Pytań kilka doktor zada,
Kończyną dolną lub górną porusza
I zmienia człeka w kuracjusza.
Potem wystawia mu diagnozę,
co znaczy, że już nic nie może ?!?! ...
Codziennie wanna,co dzień manna.
Spacer po lasku, wdech, wydech, przysiady.
Chciałbyś coś więcej? Nie da rady!
wreszcie sadełko, wreszcie tusza,
człek się o wiele raźniej rusza,
Śmieje się, tańczy, gwiżdże sobie,
Czyli że jest już
Po chorobie...
Przeto wracają z wód organy,
A każdy śliczny i cacany.
Serduszka równo:Tiku, tiku,
Pęcherze z werwą:Siku, siku,
Wątroby chwacko, bez zarzutu,
Kichy, że można zjeść deser z drutu.
Przez rok jest cała Polska zdrowa, Aż przyjdzie sezon
I od nowa.................
Witajcie

Dziś melduję się w tym pociągu z numerkiem 104824
Daleko mi do stacji końcowej.Pozdrawiam wszystkich cieplutko
