Zostałem jakby wywołany do tablicy, a więc kilka słów o Tęczy. Niestety albo i stety nie miałem okazji być zakwaterowany w budynku głównym tylko w oficynie, nad pralnią i na zapleczu kuchni.
Niestety, bo poranne hałasy dobiegające z obu miejsc nie były najprzyjemniejsze dla ucha, choć i tak milsze od nieustannego wrzasku mew. Niestety, bo na zabiegi trzeba było spacerować przez podwórze, na szczęście byłem na przełomie sierpnia i września. Strach pomyśleć gdyby co by to było późną jesienią lub zimą.
Stety, bo tuż za płotem była promenada, plaża i morze - korzystając z sekretnego przejścia przez sąsiadującą pizzerię można było niepostrzeżenie wyjść, a co najważniejsze wrócić na teren ośrodka.
Mieszkałem w studio 2+2, standard - chyba jeszcze przed remontem, ale wówczas nie miałem skali porównawczej jako że był to mój pierwszy pobyt w sanatorium. Wszelkie niedociągnięcia niwelował fakt zakwaterowania z wspaniałymi kolegami, tutaj ukłony i pozdrowienia dla Mariana i Norberta, jeśli kiedyś tutaj trafią będą wiedzieli o kogo chodzi.
Baza zabiegowa zlokalizowana w budynku głównym, całkiem niezła w porównaniu do ośrodków w których byłem później. Tutaj znów zastrzeżenie, ocena może nie dość pełna, bo oprócz pobytu w Tęczy odwiedziłem jeszcze dwa sanatoria. Porównując Tęczę, Kielczankę w Kołobrzegu i Perłę w Sopocie dałbym jej ocenę najwyższą. Bardzo miły personel, od recepcji, poprzez rehabilitantki po osoby utrzymujące porządek. Na terenie kawiarenka, ale bardzo mała i jak dla mnie było trochę zbyt ciasno - stąd migracja do sąsiadującej Radości. Potwierdzam spostrzeżenia Darka dotycząca oferty KO, ale tak bywa w większości sanatoriów. Jedyna oferta to wycieczki z Biur Podróży, które choć być może niezbyt wielkie, ale mają jedną zaletę - nie upadają.
Można wypożyczyć rower, jest w pobliżu kilka wypożyczalni i wyruszyć samemu na zwiedzanie okolicy. Polecam szlak "zwiniętych torów" z Ustki do Rowów biegnący nasypami po nieistniejącej linii kolejowej. Dlaczego torów zwiniętych? Ponieważ zwinęła je Armia Radziecka. I to tuż po tym, jak "zwinęli" się Niemcy. Do demontażu otwartych w grudniu 1916 roku Słupskich Kolei Powiatowych, czerwonoarmiści użyli wyspecjalizowanych w zbieraniu wojennych łupów oddziałów, które rozbierały nie tylko szyny, tabor, ale i całe stacje kolejowe. Długość trasy ok 20 kilometrów, nie wymagająca większego wysiłku.
Ponadto można odwiedzić krainę w kratę w okolicach Swołowa, nazwa pochodzi od dawnego budownictwa o konstrukcji szachulcowej, której cechą charakterystyczną są czarne elementy drewniane tworzące kratę i bielone wapnem wypełnienia. Można zwiedzić skansen czy wziąć udział w licznych festynach regionalnych.
Pozdrawiam

