Ewiko, dziękuję za relację z Twojej rekonwalescencji, no to się nacierpiałaś. Ale też długo byłaś w szpitalu! Słyszałam, że na ogół jest to ok 3 dni do tygodnia, ale wiadomo, że każdy przypadek jest inny. Ja na wznak nie potrafię długo leżeć, a co dopiero spać... Mam nadzieję iść śladem Felice, a nie Twoim
Felice, ja nie znam takich dokładniejszych szczegółów, prócz tego, że będzie to tradycyjna metoda z wstawieniem śrub i prętów i ustabilizowaniem kręgów, a nie jakiś laser (bo o to pytałam). Za tydzień będę miała zdjęcie rtg boczne w pochyleniu, lekarz powiedział, że to da odpowiedź na pytanie czy operacja jest absolutnie konieczna, czy tylko wskazana. Ale ja jestem zdecydowana, bo skoro coś można zrobić, to jestem za. Mam dość, chcę jeszcze być sprawna i aktywna i wierzę, że to jest jakaś szansa. Od kilku lat systematycznie chodzę na rehabilitację (co ok 4 miesiące) i robię wszystkie ćwiczenia w domu. Ale to się raczej pogarsza, a nie poprawia, zresztą lekarka od rehabilitacji mi powiedziała, że nie leczymy choroby tylko wzmacniamy mięśnie, żeby utrzymywały w ryzach chory kręgosłup.
Lekarz neurochirurg jest bardzo komunikatywny (nareszcie!), więc mam nadzieję przy wizycie w końcu stycznia wypytać się go o szczegóły. Na razie mi opowiedział na czym polega operacja i powiedział, że pierwszy etap po operacji jest trudny i bolesny, przez rok trzeba bardzo uważać, a potem powinnam żyć normalnie, bez ograniczeń. Chodzi o szpital na Banacha w Warszawie.