Fionka zgadzam się z Tobą w 100%! Ja nawet nie potrafię znaleźć powodu, dla którego pacjent po chorobie onkologicznej nie może jechać do sanatorium chociażby dla poprawy samopoczucia czy stanu psychicznego. Mam w rodzinie jeszcze drugiego chorego, leczenie popularnego nowotworu złośliwego, uzupełniająca chemio- i radioterapia, teraz zakończona hormonotorerapia (też minęło 5 lat od zakończenia leczenia podstawowego). Pacjent nie jest mile widziany w ośrodku leczącym, w poradni chorób sutka już nie może iść (bo 8 lat temu zdiagnozowano raka!), pozostaje jedynie zaufany ginekolog raz na pół roku prywatnie i onkolog na fundusz. Nas te choroby nauczyły pokory, ja nie śmiem narzekać, choć też w 100% zdrowa nie jestem, a jestem ponad 2 razy młodsza od taty
Grunt to pozytywne nastawienie. Jeśli chodzi o pacjentów onkologicznych to moja znajoma (już na emeryturze) po prostu nie przyznała się do przebytego leczenia w takowym ośrodku. Podziałało. Natomiast była z NFZ, bo jest na emeryturze.
Za 12 godzin onkolog, zobaczymy, co tam zaplanujemy

Jeśli opinia wystawiona będzie przez lekarza reumatologa z prywatnego gabinetu to chyba nie ma żadnego znaczenia, w kontekście ŁZS? Doktor jest bardzo miła, myślę, że wystawi tacie ładny opis, który poprawi szansę na prewencję
W temacie sanatoriów z ZUS, wczoraj na innym forum dziewczyna mi napisała, że te z ZUS mają najgorszy standard. Czy to prawda? Zaraz będę patrzyła, gdzie kieruje mazowiecki ZUS, jakie mamy szanse na wskazanie konkretnego ośrodka?
Jeszcze raz dziękuję za odpowiedzi
