Tak czytam sobie o tym jak oceniacie posiłki w sanatoriach i sama zaczęłam sobie przypominać kolejne pobyty,głównie, ze względu na pracę, prywatne.
Uważam że teraz jest dużo lepiej.Najbardziej, ze względu na jedzenie zapamiętałam pobyt sprzed 14 lat, pierwszy od lat z Funduszu.
Sanatorium pięknie położone,zabiegi ok,personel w większości ok,pokój wygodny i czysty,jedzenie żałosne,dietetyczka straszna.
Zadowolona z pobytu starałam się nie zwracać uwagi,ale... Miałam dietę niskocholesterolową i kiedy po kolejnych kilku no powiedzmy nieudanych posiłkach dostałam na kolację talerz rozgotowanego makaronu z łyżką białego sera i łychą śmietany,nie wytrzymałam i poszłam do tego fachowca i spytałam co jest niskocholesterowego w tym posiłku?
Dama protekcjonalnie poklepała mnie po ramieniu i rzekła:a co schudnąć się chce?
Ludzie jaką ja zrobiłam awanturę.... do dziś mi głupio..trochę,bo jednak miałam rację a awantura o dziwo pomogła. Dyrektor chyba zrozumiał,zresztą szczegółowo, obszernie i dosyć wrednie mu to wyjaśniłam
A najśmieszniejsze jest to,że gdyby mnie nie poklepała,to ja bym się tak nie wściekła i znów coś sobie dokupiła i już.
