Przepraszam ,że zabiorę glos miałam tego nie robić ,ale piszą tutaj osoby które lubię

więc się odniosę do tego co się stało tutaj.
Jestem tutaj dośc długo miałam przyjemność gadusiać i z Alkiem nie raz nie dwa.Za dobrych czasów to tutaj sie gadusiało a nie obmawiało

Ale o czym innym chcę opowiedzieć .W moim miescie były (teraz już w czasie przeszłym piszę o nich) 2 osoby o takim samym imieniu jak mąż i nazwisku ze 2 lata temu przezylismy cos nieprawdopodobnego .Mąz przychodzi po pracy i opowiada :wychodząc z marketu podchodzi do Niego kolega i zdziwiony pyta Waldek Ty żyjesz? mąż jeszcze bardziej zdziwiony mówi no zyje a co? Otoz wisiała w tym samym czasie klepsydra ,wszystkie dane dokładnie takie jak męża.Gro ludzi dzwoniło do mnie z kondolencjami wierzcie mi.
Minęło może z rok moi przyjaciele na pewnym spotkaniu (bez męża) pytają nieśmiało :dlaczego nie powiedziałaś tak nam przykro ,pytam o czym nie powiedziałam

a że z Waldusiem..... i cisza, ja pytam o co chodzi ? no.... ,że nie zyje .........Szok kolejny raz.
Okazuje się ze znów zmarł ktoś o tym samym imieniu nazwisku tylko juz rok sie nie zgadzał.
I znów konsternacja i znów tłumaczenia i znów telefony z kondolencjami ,kolega dzwonił i pyta czy to prawda ,ale jaka prawda pytam ,no wiesz czy to Waaldek.......I znów przeprosiny .
Nie powiem ,że było nam w tych chwilach do smiechu ale w pewnym momencie usiedlismy i zaczęlismy sie smiać tak po prostu ,na nikogo się nie obrazilismy ale wyobrazcie sobie takie przezycia .nprawde było duże zamieszanie bo męża zna bardzo duzo osób.
Mówią ,że taka osoba będzie zyć i zyć i mąż zyje i dalej walczy,może jest w tym jakiś cień orawdy?
Tego też życze Alkowi bo to mimo wszystko chyba dobry znak .

Autorkę tematu przepraszam za napisanie tutaj
