Oczywiście, że trenujemy i idzie przynajmniej mi coraz lepiej.
Ale żeby nie było zbyt różowo, to dziś złapałam pierwszego w moim życiu "kapcia".
Zamiast planowanych 60 km. tylko 17.
Złapałam "okazję" i sympatyczny młody człowiek podwiózł mnie z rowerem pod sam dom.
Jutro wymiana i trenujemy dalej.
Pomyślałam sobie, że niema tego złego......przynajmniej podleję ogród.
Pozdrawiam całą ekipę i wszystkich kibicujących naszej wyprawie.

