Betino, ja byłam kilka lat temu w sanatorium ZUS w Kamieniu Pomorskim. Prawie kilometr za miastem, miałam blisko na ryby nad kanał łączący jezioro z morzem. Do basenu w MIESZKU dowoziły nas busy i trzeba się było spieszyć po zabiegach, żeby nam bus nie uciekł. Ja ze swoją laską pewnie bym z godzinę spowrotem do ośrodka się wlokła... Fakt, że mieszkaliśmy w studiach - 2 pokoje - 1 jedno i 1 dwuosobowy miały wspólny aneks z czajnikiem i wspólną łazienkę. Ale lodówka tylko jedna na całym piętrze dla kuracjuszy. A jedzenie na początku paskudne i dopiero po tygodniu trochę się poprawiło, po naszych interwencjach nawet u doktora...

Ja osobiście dostałam biegunki, a i innym żołądki dokuczały...
A na wieczorki też nie mogliśmy liczyć, zostawała wyprawa do restauracji na dancing. A to już dla mnie było baaardzo daleko. Autem niewygodnie, bo nawet piwa z sokiem bym się nie napiła, a spacerem dla mojej nogi było bardzo ciężko. Ale kilka razy dałam rady się wybrać.
