Felice pisze: 18 kwie 2023 09:57
[...]Może teraz dla odmiany wypowiedzą się małżeństwa, które mają nam za złe nawet taką dyskusję[...]
Zacznę od tego, że nie mam za złe, bo problem dostrzegam. Choć nie ukrywam, że czuję się niekomfortowo czytając niektóre posty, głownie te pseudonaukowe teorie o konieczności rozstania się pary na jakiś czas żeby związek był normalny czy też - trochę z innej płaszczyzny - podejrzenia graniczące z pewnością, że niby "nagle" małżonkowie mają podobne dolegliwości co sugeruje wyłudzenie skierowania i nieuczciwe postępowanie lekarzy.
Dyskusja na ten temat jest tu wielowątkowa, raz bardziej merytoryczna raz mocno emocjonalna. Każdy ma trochę racji, ale nikt nie potrafi wskazać rozsądnego rozwiązania problemu, bo takiego rozwiązania chyba po prostu w obecnym stanie rzeczy nie ma.
Sprawa moim zdaniem powinna być załatwiona dawno temu, na samym szczycie, w momencie gdy NFZ zorientował się że coraz więcej par składa razem wnioski dołączając prośbę o wspólny wyjazd. Jeżeli nawet takiej parze przyznano sąsiednie numery, to pojawiała się adnotacja, że prośba niekoniecznie będzie uwzględniona.
I trzeba było się tego trzymać. Kiedy w narodzie rozeszła się wieść, że można wyjechać razem coraz więcej par chciało z tego skorzystać, czemu się akurat nie dziwię. Reumatologia czy neurologia to w pewnym wieku pojęcia nieobce większości z nas, więc nie potrzeba tu doszukiwać się jakiegoś kombinowania, naginania faktów czy poświadczania nieprawdy przez lekarzy.
NFZ nie chcąc robić nikomu pod górkę wysyłał więc coraz więcej par w to samo miejsce, a sanatoria czy to na zasadzie pewnej logiki, czy dla świętego spokoju dawały im dwójki. Dopóki to było zjawisko marginalne nikt nie widział w tym niczego złego. Natomiast teraz rzeczywiście problem jest i to duży.
Tekst powyżej mógłby sugerować, że pisze to ktoś postronny, obiektywny, a przecież tak nie jest. Jestem tu parę lat, sporo forumowiczów zna historię moich wyjazdów i wie, że wszystkie były w składzie dwuosobowym. Pora więc wyjaśnić jak to wszystko wyglądało i wygląda w moim konkretnym przypadku. Pomysł pierwszego wspólnego wyjazdu powstał w momencie gdy moje dolegliwości zaczęły dorównywać tym, na które już od lat skarżyła się żona. Wyjeżdżała wcześniej sama zarówno z NFZ jak i kierowana przez ZUS po zabiegach chirurgicznych w czasie korzystania z długiego zwolnienia bądź zasiłku rehabilitacyjnego. Słyszeliśmy, że można dostać takie wspólne skierowanie i że wtedy sanatorium kwateruje w jednym pokoju, co się w rezultacie potwierdziło.
Nie wdając się w szczegóły od razu tu stanowczo stwierdzę, że tylko taki układ wchodził w grę i gdybym wtedy nie uzyskał pewności, że zamieszkamy razem (telefon do obiektu) to już ten pierwszy wyjazd nie doszedłby do skutku. Żona z dwóch wyjazdów miała bardzo przykre wspomnienia dotyczące współlokatorek, a ja także nie wyobrażałem sobie zamieszkania z obcymi osobami. Jak wspomniałem - nie będę się tłumaczył czemu tak mam, może niektórzy mnie zrozumieją, inni muszą przyjąć do wiadomości. Z tekstów które tu na Forum można przeczytać wynika, że tych pierwszych może być trochę.
Króciutko o naszych wyjazdach i tych naszych nieszczęsnych dwójeczkach.
2011 - "Nauczyciel" w Szczawnicy. Brak pełnego obłożenia (chyba NFZ dostał wtedy mniej kasy), praktycznie każdy mieszkał gdzie chciał, nawet już w trakcie turnusu pamiętam jakieś migracje. Piękna dwójka z widokiem na Palenicę, choć malutka. Obok pokoju wyjście na taras, z którego można było obserwować Nutkę w trakcie gimnastyki zbiorowej w "Dzwonkówce".
2013 - "Złoty Kłos" Świnoujście. Same dwójki, problem nie istniał.
2016 - "Wistom" Kołobrzeg. Pokój z łóżkiem podwójnym, ze względu na małą liczbę gości komercyjnych przypadł jakimś cudem nam.
2019 - "Mikołaj" Busko. Jedynka naprzeciwko bazy zabiegowej, dostawiony dodatkowy tapczanik albo już na stałe albo na ten turnus, żeby poupychać wszystkie małżeństwa. Przyjechaliśmy dość późno, dlatego ten pokoik dla nas został. Być może odebraliśmy komuś możliwość zamieszkania w upragnionej jedynce.
2022 - "Bajka" Horyniec. Całkiem świeża sprawa, opisywałem pobyt, nie ma potrzeby się powtarzać.
Jeszcze raz powtórzę - gdyby nie taka a nie inna sytuacja z zakwaterowaniem tych wyjazdów by nie było. Nie mając do nikogo pretensji, nie komentując, przyjęlibyśmy taki stan rzeczy za bezdyskusyjny i rehabilitacja miałaby miejsce tylko w miejscu zamieszkania.
Czytając wypowiedzi niektórych z Was w tym temacie przypomina mi się powiedzenie "Kowal zawinił, cygana powiesili". NFZ nie przewidział jakie będą konsekwencje tak powszechnego pójścia na rękę parom proszącym o wspólny wyjazd, sanatoria na zasadzie pójścia po linii najmniejszego oporu kwaterują wszystkie małżeństwa w dwójkach a teraz my zbieramy tego żniwo bo ośmielamy się korzystać z tak przyjętych zasad. Nie żadnego prawa, tylko pewnego zwyczaju.
Z ciekawością i zdumieniem czytam o różnych patologicznych sytuacjach dotyczących wspólnego pobytu małżonków w sanatorium - nie miałem okazji niczego podobnego zaobserwować, ale być może niezbyt uważnie się rozglądałem dokoła. Zresztą - liczba naszych wyjazdów też nie jest jakaś imponująca.
Nie będę się odnosił do niektórych pojedynczych stwierdzeń w Waszych postach, z którymi się nie zgadzam - każdy ma prawo do swojej oceny sytuacji.
Z jednym tylko nie zgadzam się kompletnie - małżonkowie nie powinni wyjeżdżać wspólnie bo to kompletna bzdura( tak po prostu...). A i takie stwierdzenia tu padały (niekoniecznie w tym temacie).
Pozostaje mieć nadzieję, że nadchodząca reforma leczenia uzdrowiskowego w jakiś sposób rozwiąże i ten problem. Każdy powinien wiedzieć z góry na jakich zasadach wyjeżdża i wszelkie przepychanki przy ladzie w recepcji będą już tylko przykrym wspomnieniem.
Przepychanki na Forum także. Oby.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich.