Irenko, ja nie jestem lekkoduchem, stąpałam i wciąż stąpam po ziemi bardzo mocno. Nie brakuje mi poczucia humoru ale też zdrowego rozsądku, jednak to co przeżyłam nie zaliczam do czegoś straconego. Zawsze starałam się czerpać z życia to co wg mnie najlepsze, a nie miałam łatwo (może kiedyś o tym pogadamy)

Więc czy 50+ czy 20- to zawsze jest ok. Czy życie zaczyna się po pięćdziesiątce? Wpadłam w rozpacz, gdy zbliżała się moja 50-tka (23.07.59). Kiedy ten dzień nastąpił byłam tak samo szczęśliwa jak i nieszczęśliwa. Jeszcze przez miesiąc byłam smutna, a dziś wiem, że wartości mam zdecydowanie większe niż ludzie młodzi no ale cóż, tak to jest, że doświadczenie przegrywa z młodością (nie ma to tamto)

. Młodość to cudowny czas - dzieci, ich dorastanie, ich kariery. Wówczas tym żyjemy i często zapominamy o sobie a także o mężczyźnie, który jest nieopodal. Z kolei przekroczywszy pół wieku dzieciom niekoniecznie jesteśmy potrzebni ale też i często ten mężczyzna nie stoi już obok nas. Wówczas to należy się dookoła rozejrzeć czy coś dla nas jeszcze zostało, więc trzeba być kreatywnym, posługiwać się marketingiem a to nie jest wcale takie proste, poza tym mamy dużo, dużo większe wymagania. Pozdrawiam
