Nie tylko pacjenci, ale też lekarze są czasem zakręceni. Gdy byłam w styczniu u neurologa na kolejnej wizycie odnośnie kręgosłupa lędźwiowego oraz barku pokazałam wynik rezonansu magnetycznego kręgosłupa szyjnego sprzed 10 lat. Są w nim zmiany, a że mam problemy z rękami (mrowią, drętwieją, szybko marzną dłonie) więc Pani doktor po obejrzeniu wyniku powiedziała do pielęgniarki siedzącej przy komputerze iż rezonans należy powtórzyć. Byłam pewna, iż dostanę skierowanie wraz z receptą. Kolejną wizytę wyznaczyła mi dopiero na czerwiec. Gdy przyszłam do domu przejrzałam papierki ale skierowania nie zauważyłam. Wkurzyłam się bo myślę sobie gdy w czerwcu pójdę na wizytę i otrzymam skierowanie wówczas dopiero będę mogła się zapisać na rezonans ale to może być koniec roku a ja do sanatorium pojadę w pierwszej połowie roku więc mogłabym pobrać odpowiednie zabiegi. Postanowiłam nie czekać tylko weszłam do gabinetu w lutym gdy mój mąż był na wizycie u tej samej doktor. Spojrzała w komputer i odpowiedziała: "Faktycznie napisane jest iż rezonans należy powtórzyć ale skierowania Pani nie dałam. Ale numer...

" - o czym to świadczy? O tym, że nie tylko półwieczni są zakręceni ale "ćwierćwieczni" także. W kwietniu będę miała badanie szyjnego
