Strona 68 z 70

Recepta na szczęście....

: 12 lip 2016 08:40
autor: Dzia_dek

Re: Recepta na szczęście....

: 23 sie 2016 20:32
autor: forumowicz
Człowiek ma bystre oczy,
aby mógl zauważyć drugiego człowieka,
ma również uszy ,ażeby usłyszeć każdy ludzki szept,
nogi, aby móc pójść do przyjaciela,
dłonie, aby je ku niemu wyciagnąć,
ale ponadto ma również serce,
które mu podpowiada, że ma drugiego człowieka kochać....


Blaise Pascal

:kwiat:

Re: Recepta na szczęście....

: 29 paź 2016 21:50
autor: jawa 53
"Rzadko szczęście odczuwamy wtedy, kiedy jest naszym udziałem.
Dopiero gdy przeminie, spoglądamy wstecz i nagle pojmujemy -
niekiedy ze zdumieniem - jak bardzo byliśmy szczęśliwi..."
- Nikos Kazantzakis

Re: Recepta na szczęście....

: 29 paź 2016 22:09
autor: forumowicz
Coś w tym jest Jawo :kwiat:

Re: Recepta na szczęście....

: 07 lis 2016 14:16
autor: eluunia
Wczoraj było super nawet tabletki szczęścia odstawiłam :roll: bo obok mnie byli Ci za którymi bardzo tęsknię :( a dziś chyba znów do lekarza się udam po nowy zapas tabletek na szczęscie ..szczęście że czas szybko leci i znów spakóję kuferek i hejka :) w drogę ..po szczęście a może do szczęścia :roll: :lol: :lol: :lol: {Pięknego dnia Wam życzę takiego ze szczęściem :D

Re: Recepta na szczęście....

: 07 lis 2016 16:21
autor: +alicja+
Dziadku... :)
uwielbiam to co napisales....wkleiles.... :serce:

pozdrawiam...

Re: Recepta na szczęście....

: 15 lis 2016 08:38
autor: eluunia
Być szczęsliwą ..tak po prostu dla samej siebie ..a jeśli się coś stanie to miej siłę aby się podnieść i dalej maszerować :D ..to tak na dziś dla Ciebie Elciu :roll:

Re: Recepta na szczęście....

: 13 lip 2017 12:42
autor: jawa 53
Spełniłam największą fantazję mojego męża i nie żałuję.
NAPISAŁA SZCZESLIVA

Jeszcze całkiem niedawno mój M. uparcie twierdził, że nie ma wobec mnie żadnych życzeń. Właściwie wszystko mu we mnie odpowiada. “Całe Twoje szczęście.” – pomyślałam w duchu, ale widziałam po jego wzroku, że czuje jakby niedosyt.

To był jeden z tych nielicznych wieczorów, że dzieciaki już śpią od 20.00, a my marzymy tylko o tym, aby walnąć się na sofie z kopytami do góry i mruczeć w bezczynności z lampką wina w ręce. Przykryci kocem ubabranym prawdopodobnie od banana, którego rano jadł nasz roczniak, opowiedzieliśmy sobie, jak nam minął dzień, co nowego zmajstrowali nasi chłopcy, czym nas zaskoczyli a w czym nam dali w kość. Poklepaliśmy się po plecach, nakreśliliśmy plan na dzień następny i zastygliśmy w bezruchu. Zaczęło się robić romantycznie ;-)

O dziwo nie poruszyliśmy żadnych drażliwych tematów, które zapalają nas jak pochodnie i kłótnia wtedy jest gwarantowana. Nie wiem, czy macie podobnie, choć nie zdziwię się, jeśli należymy do niechlubnych wyjątków i każdemu z nas wydaje się, że “czego to ja nie robię, a druga osoba się obija”. Dosłownie zarówno ja jak i mój M. szczycimy się tym, że wszystko jest na naszych barkach. Jemu się wydaje, że on robi najwięcej i zapierdziela jak ruski ciągnik na ugorze, a ja nie pozostaję mu dłużna.

Tymczasem tamtego wieczoru popijaliśmy wino, rozmawialiśmy półszeptem (bo naszego roczniaka od kiedy tylko się urodził budzi nawet jego własny oddech) a ja (jak nigdy) nie narzekałam! Mam tę parszywą manierę prawie każdego dnia, że nie dostrzegę tego, że moja szklanka jest do połowy pełna, tylko będę męczydupą do potęgi i w każdym kłopocie znajdę dodatkowy kłopot, zacznę suszyć głowę mojemu mężowi o byle pierdołę. Jednym słowem wszystkiego mu się będzie odechciewać i spierdzielę mu cały ten cudowny nastrój.

Powiem Wam, że często nawet sama się łapię na tym, że moje marudzenie doprowadza mnie do szewskiej pasji. Wychodzę z siebie, staję z boku i nie poznaję tej baby, którą czasami bywam. Nie chcę Was zmylić. My nie jesteśmy zgodnym małżeństwem, które należy do grona tych idealnych par, które spijają sobie z dziubków. U nas lecą wióry, iskry a czasami mam nieodpartą ochotę wypieprzyć z okna na znak protestu cały jego dobytek śrubek i wkrętarek, bo wiem, że bolałoby go to najbardziej.

Wrócę jednak do tematu. No więc leżymy tak sobie w bezruchu. Każde z nas dopiło swoją lampkę czerwonego wina. Jest już naprawdę romantycznie. Moja ręka zaczyna miziać go po karku, schodzi coraz niżej. Jest już przy szyi. Włącza mi się już fantazja. Patrzę mu głęboko w oczy. Oddech mam coraz szybszy. Nie wytrzymuję i zadaję mu znienacka pytanie, które mnie od dawna dręczy:

– Skarbie, powiedz zupełnie szczerze. Masz jakąś fantazję a może fetysz, który za Tobą chodzi, a ja mogłabym go spełnić?

– Nie.

– Serio? Nie ma nic takiego, co mogłabym dla Ciebie zrobić a jeszcze nie robiłam?

– Właściwie to masz rację! Jest taka fantazja i nie pogniewałbym się, gdybyś robiła to codziennie, jak zrobiłaś dzisiaj.

– Jak dzisiaj? Co masz na myśli?

– Pierwszy raz chyba od roku w ogóle nie marudziłaś…

Re: Recepta na szczęście....

: 13 lip 2017 12:53
autor: forumowicz
Jawo, coś ostatnio zgadzam się z Tobą :)

jak mało potrzeba .....

Re: Recepta na szczęście....

: 13 lip 2017 19:13
autor: Fionka
A ja dzisiaj jestem szczęśliwa i co mi kto coś zrobi :lol: :lol: :D :D :D