Obejrzałam dziś, a właściwie to już wczoraj, dwa filmy polskiej produkcji. Oba na nowo opowiadają dobrze znaną historię.
Pierwszy z nich to "Znachor ". Podeszłam do tego filmu z lekkim uprzedzeniem i myślą : Po co odgrzewać stare kotlety?

Muszę jednak przyznać, że się myliłam, bo choć główny wątek dobrze znanej opowieści jest ten sam, to jednak historia została opowiedziana na nowo i moim zdaniem całkiem ciekawie. Mimo chwilowych dłużyzn, nie nudziłem się i z zaciekawieniem obejrzałam do końca. Lichota miał trudne zadanie, by zagrać tytułową rolę nie gorzej niż Bińczycki, ale uważam, że świetnie dał radę.
Drugi film to tak naprawdę kino familijne, dedykowane dzieciom, ale i dorośli się na nim nie zanudzą. Mowa o filmie pt. "O psie, który jeździł koleją", który jest inspirowany lekturą dla dzieci o tym samym tytule. Prawdziwy wyciskacz łez, choć w przeciwieństwie do prawdziwej historii, która wydarzyła się przed wielu laty we Włoszech, ten film kończy się happy endem. Ostrzegam, że co wrażliwsze dzieci mimo to zalewają się ze wzruszenia łzami w trakcie i po seansie.

Dorośli zresztą też. Woronowicz w roli dyrektora stacji - rewelacyjny.
A w niedzielę obejrzę kolejny polski ważny film, ale o tym sza, bo to już temat polityczny

, a tu o polityce nie można dyskutować. W każdym razie z ochotą dołączę do zacnego grona świń,

, a co mi tam, jak i tak już jestem gorszy sort, ze względu na bycie niezależną kobietą, wegetarianką i cyklistką.
