Opowiem Wam w skrócie pewną historię...
Rok temu poznałam pewną kobietkę. Ciężko było mi zrozumieć jej zmienne stany emocjonalne. Wiedziałam, że jej mąż ją zdradza a ona była w niego wpatrzona jak w obrazek. Bardzo go kochała i kocha. Ponad dwadzieścia lat była typową "kurą domową". Pranie, sprzątanie, gotowanie, wychowywanie dzieci, gorące obiadki na czas i wyprasowane koszule na wyciągnięcie ręki, to był jej codzienny plan zajęć. Dowiedziałam się, że półtora roku temu dowiedziała się o jednym z dłuższych i trwających wtedy romansów swojego męża. Przeżyła kryzys, ale zapewnienia ze strony męża, że wszystko się zakończyło i podjęcie pracy pozwoliło jej w miarę się otrząsnąć. Niestety... niedawno dowiedziała się, że przez ponad rok była oszukiwana i romans trwał dalej chociaż otrzymuje zapewnienia, że teraz został definitywnie zakończony.
Pracuję nad jej psychiką i staram się zrobić z niej silną kobietę ponieważ kiedyś przerabiałam podobny scenariusz.
Za dużo by opisywać jakie są nasze poczynania, ale chcę napisać co dzisiaj zrobiłyśmy. Koleżanka poprosiła o urlop a ja zarezerwowałam jej tydzień w klinice Pod Tężniami w Ciechocinku. Już nawet wpłaciłyśmy zaliczkę (oczywiście z mojego konta). Cały dzień praca nam się nie kleiła bo przeżywałyśmy ten wyjazd

Mam tylko nadzieję, że jej mąż nie dowie się, że maczałam w tym swoje "paluszki" bo i tak mnie nie trawi za moją szczerość "do bólu" (pracujemy razem).
Ona nabiera wiary w siebie a ja chciałabym by więcej kobiet, które są w podobnej sytuacji miały siłę zawalczyć o siebie
Ja jej nie opuszczę i muszę nauczyć ją umieć oceniać swoją wartość
Myślicie, że dobrze robię?