Witam Wszystkich

. Tak właśnie było drogie Panie

. Rodzinka przyjęła mnie marnotrawnego na swoje łono, suczunia z radości prawie pogryzła ( i ze złości- że na tak długo pozbawiona została odpowiednio długich spacerów ). Poranny z nią spacer nie odbiega już od przedsanatoryjnego standardu. Tylko...... Tylko w głowie tak jakoś jeszcze obco, smutno, i czegoś jest już brak. Brak tych codziennych porannych spacerów po okolicznych Iwonickich górkach, które być może nie były za wysokie i trudne do podejścia, ale jednak wyciskały pot. Brak tych widoków jakie zawsze otwierały się po podejściu na jakiś wierzchołek lub grzbiet wzgórza. Wycieczek rowerowych jakie uskuteczniałem po przeważnie prowadzących pod górki drogach ( zjazdy z nich były i niebezpieczne, i stanowczo za krótko trwały

). No i ............ brak towarzystwa ludzi, które poznałem na turnusie i z którymi miałem szczęście obcować przez czas-okres jego trwania- przecież niektóre z nich obdarzyły mnie nawet swoją przyjaźnią

. Jak to mówią: góra z górą się nie zejdzie....... Ja osobiście już wiele razy znalazłem potwierdzenie tego porzekadła w życiu więc mam jeszcze cichą nadzieję, że i w tym przypadku okaże się ono prawdziwe. Ten taki nostalgiczny nastrój burzy zachowanie bliskich: widać na każdym kroku ich autentyczną radość z mojego powrotu ( na pewno w niektórych wypadkach biorąca się z przeświadczenia, że spadnie z ich barków część codziennych obowiązków

). No i na brak frontu robót domowo- użytecznych jak już zauważyłem też nie mogę chyba narzekać- czekały one na mnie z utęsknieniem

A wracając do tematu: u mnie pogoda nie jest najciekawsza- ciepło, lecz niebo pochmurne i w nocy dość obficie padał deszcz. Po spacerku i ja, i suczunia jesteśmy mokrzy i mamy na sobie jak zwykle parę kleszczy . By sobie i Wam rozpogodzić poranek proponuję przeczytać parę dowcipów:
Amerykańscy turyści wybrali się na spacer do rosyjskiego lasu. Spotykają
niedźwiedzia. Wrzask, panika, rzucają się do ucieczki. Niedźwiedź za
nimi.
Nieopodal, na polance biesiaduje grupa Rosjan. Kocyk, wódeczka, zakąska,
flaszeczki chłodzą się w strumyku. Pełna kultura, nie wadzą nikomu.
Nagle na polanę wpada wrzeszcząca zgraja i przebiega przez środek
pikniku. Kocyk zdeptany, wódka rozlana - granda! Rosjanie gonią, więc
intruzów i spuszczają wszystkim sromotny wpieprz.
Już trochę uspokojeni wracają na miejsce imprezy. Jeden zauważa
mimochodem:
- Ten w futrze to nawet nieźle się napierdalał...
Podchodzi kolega do kolegi i pyta:
- Zgadzasz się na seks grupowy?
- A kto bierze udział?
- Ja, Ty i Twoja żona!
- Nie, nie zgadzam się.
- OK, to Ciebie skreślam z listy
Miłego dnia
