Połczyn Zdrój "GRYF"
: 04 sie 2017 20:53
Pobyt 14.07-04.08.2017.
Wyjazd do Gryfa bardzo niechciany (chciałam góry a dostałam tereny podgórskie - tak napisał profesor balneolog). Sanatorium to po prostu fabryka komercyjnego traktowania pacjenta.
Kontakt telefoniczny przed wyjazdem z recepcją i ZONK - nie ma pokoi jednoosobowych (a były nawet w dniu przyjazdu dla wybranych). Przyjazd i kolejny ZONK - dziesiątki osób do wypisu i drugie tyle do zapisów w recepcji - ogólny bałagan z dostaniem sie na czas do lekarza i pielęgniarki. Jak w kapitalizmie nic za darmo nawet oddychanie najdroższe w Polsce (za szlafrok, wymianę ręcznika, pościeli, wypożyczenie leżaka, basen, rower itp - wszystko płatne).
Co do zabiegów nie można nic zarzucić ani obsłudze ani jakości (niewielkie i pojedyncze niejasności nie miały znaczenia na pozytywną opinię części zabiegowej).
Tragedią jest natomiast "kasa" jaką chce komercyjna dyrekcja czy też Zarząd Polskiej Grupy Uzdrowisk. Pokój pacjent otrzymuje od godz 14 w dniu przyjazdu (o 12 byli tam jeszcze kuracjusze z poprzedniego turnusu). Stan pokoju hmmmmmmm nie ma nic wspólnego z czystością (kanapki w chłodziarce), wietrzeniem (zaduch a wręcz nieprzyjemny zapach) i ogólnym przygotowaniem pokoju dla kuracjusza). 1 dzień przerwy między turnusami załatwiłby sprawę.
Posiłki, cóż można się "najeść" ale w pełni sezonu brakuje warzyw sałatek i jakichkolwiek zmian jadłospisu. Codziennie wędlina (taka sama na śniadanie, 2 śniadanie , podwieczorek i kolację _ dla cukrzyków), serek topiony masełko i 1/6 pomidorka (co jakiś czas). Obiady powtórka z rozrywki przez cały pobyt. Szkoda, że dietetyk GRYFA nie jadła tych posiłków.
Ogólnie można wypocząć, zainkasować sporo energii na zabiegach w komercyjnym sanatorium.
Wyjazd do Gryfa bardzo niechciany (chciałam góry a dostałam tereny podgórskie - tak napisał profesor balneolog). Sanatorium to po prostu fabryka komercyjnego traktowania pacjenta.
Kontakt telefoniczny przed wyjazdem z recepcją i ZONK - nie ma pokoi jednoosobowych (a były nawet w dniu przyjazdu dla wybranych). Przyjazd i kolejny ZONK - dziesiątki osób do wypisu i drugie tyle do zapisów w recepcji - ogólny bałagan z dostaniem sie na czas do lekarza i pielęgniarki. Jak w kapitalizmie nic za darmo nawet oddychanie najdroższe w Polsce (za szlafrok, wymianę ręcznika, pościeli, wypożyczenie leżaka, basen, rower itp - wszystko płatne).
Co do zabiegów nie można nic zarzucić ani obsłudze ani jakości (niewielkie i pojedyncze niejasności nie miały znaczenia na pozytywną opinię części zabiegowej).
Tragedią jest natomiast "kasa" jaką chce komercyjna dyrekcja czy też Zarząd Polskiej Grupy Uzdrowisk. Pokój pacjent otrzymuje od godz 14 w dniu przyjazdu (o 12 byli tam jeszcze kuracjusze z poprzedniego turnusu). Stan pokoju hmmmmmmm nie ma nic wspólnego z czystością (kanapki w chłodziarce), wietrzeniem (zaduch a wręcz nieprzyjemny zapach) i ogólnym przygotowaniem pokoju dla kuracjusza). 1 dzień przerwy między turnusami załatwiłby sprawę.
Posiłki, cóż można się "najeść" ale w pełni sezonu brakuje warzyw sałatek i jakichkolwiek zmian jadłospisu. Codziennie wędlina (taka sama na śniadanie, 2 śniadanie , podwieczorek i kolację _ dla cukrzyków), serek topiony masełko i 1/6 pomidorka (co jakiś czas). Obiady powtórka z rozrywki przez cały pobyt. Szkoda, że dietetyk GRYFA nie jadła tych posiłków.
Ogólnie można wypocząć, zainkasować sporo energii na zabiegach w komercyjnym sanatorium.