Rymanów Zdrój - Zimowit
: 14 paź 2018 20:50
Moja wstępna opinia o Zimowicie… wrażenia z przyjazdu i po tygodniowej kuracji. Być może coś się jeszcze zmieni, coś uściślę, coś dodam, ale na dziś moje odczucia są takie:
Kto lubi góry, jest za wędrówkami – niech się nie waha, bo warto wybrać to Sanatorium. Według mnie i nie tylko, bo koleżanka z pokoju i inne osoby miały podobne zdanie, warunki tu są dobre, zabiegi i jedzenie również.
Teraz po kolei jak to było.
Pierwszy dzień… jeden turnus kończy do 12, a następny zaczyna od 14, ale kwaterowanie jest w miarę zwalniania się pokoi i ich wysprzątania. Przyjechałam na 7,30 – kwaterowanie zaczęło się o 10,30 (3 godziny czekania, ale byłam druga do otrzymania klucza do pokoju i dostania jednego z lepszych – tzn. po remoncie). Na jedynkę nie ma szans, nie wiem ile ich jest i kto je dostaje, ale nawet wcześniejsze dzwonienie na nic. Nie ma i już.
Ponoć pokoje w dziecięcym skrzydle są jeszcze lepsze… z nowymi meblami itd. Ale to co jest na oddziale NFZ też niczego sobie. Wprawdzie jestem pierwszy raz w Sanatorium i nie mam porównania, ale inni mówili… „pokoje spoko”. Cały budynek lata PRLowskie, ale ocieplony, okna wymienione, sukcesywnie remontowany.
W Recepcji zostaje się zarejestrowanym do systemu, później z walizą na piętro (jest winda) i do Oddziałowej. Tam papierki do wypełnienia, klucz do ręki i… czas się zadomowić.
Pokój w porządku. Mam dwójkę – 2 drewniane łóżka (dość szerokie, nowe materace, wygodne), TV (płatne), radio, stolik, na nim tacka, 2 szklanki, 2 krzesła, szafa (połowa z półkami, połowa drążek na wieszaki – na stanie 2 wieszaki - dobrze, że miałam 10 swoich), 2 półki nad łóżkami.
Mankamentem jest to, że jest tylko jeden średni ręcznik na osobę. Wymieniany co tydzień (ponoć - jeszcze tego nie zrobili). Dlatego trzeba zabrać sobie jakiś duży ręcznik kąpielowy plus prześcieradło na zabiegi. Ostatecznie prześcieradło można kupić na miejscu w Recepcji, takie z flizeliny.
Łazienka w porządku, prysznic, umywalka, WC, mydło w płynie, ręczniki papierowe i 2 rolki papieru toaletowego, zmiotka i łopatka, miska do zrobienia małego prania, na ścianie grzejnik więc jest cieplutko podczas brania prysznicu i jest gdzie wysuszyć ręczniki, a i w pokoju są 2 kaloryfery.
Ja miałam pokój z balkonem (nie wszystkie pokoje je posiadają), a na nim suszarka na pranie. W oknach rolety, okna szczelne, w pokoju cieplutko, choć skręciłyśmy grzejnik na 2. Można siedzieć z krótkim rękawkiem, a i tak miałyśmy cały czas uchylone górne okno (nawet w nocy). Budynek Zimowitu jest ocieplony więc jest ciepło (podobno nawet zimą).
Na korytarzu 2 stoliki, krzesła, 2 czajniki, by zagotować wodę na kawę czy herbatę i jakoś nigdy nie widziałam do nich kolejki. Wprawdzie miałam swój czajnik, ale bez niego też by nie było problemu. Dodatkowo stoi deska do prasowania, żelazko można pożyczyć w Dyżurce Pielęgniarek.
TV w pokoju płatne (80 zł), Internet też (abonament za cały pobyt 50 zł). Lodówki brak.
Kto lubi góry, jest za wędrówkami – niech się nie waha, bo warto wybrać to Sanatorium. Według mnie i nie tylko, bo koleżanka z pokoju i inne osoby miały podobne zdanie, warunki tu są dobre, zabiegi i jedzenie również.
Teraz po kolei jak to było.
Pierwszy dzień… jeden turnus kończy do 12, a następny zaczyna od 14, ale kwaterowanie jest w miarę zwalniania się pokoi i ich wysprzątania. Przyjechałam na 7,30 – kwaterowanie zaczęło się o 10,30 (3 godziny czekania, ale byłam druga do otrzymania klucza do pokoju i dostania jednego z lepszych – tzn. po remoncie). Na jedynkę nie ma szans, nie wiem ile ich jest i kto je dostaje, ale nawet wcześniejsze dzwonienie na nic. Nie ma i już.
Ponoć pokoje w dziecięcym skrzydle są jeszcze lepsze… z nowymi meblami itd. Ale to co jest na oddziale NFZ też niczego sobie. Wprawdzie jestem pierwszy raz w Sanatorium i nie mam porównania, ale inni mówili… „pokoje spoko”. Cały budynek lata PRLowskie, ale ocieplony, okna wymienione, sukcesywnie remontowany.
W Recepcji zostaje się zarejestrowanym do systemu, później z walizą na piętro (jest winda) i do Oddziałowej. Tam papierki do wypełnienia, klucz do ręki i… czas się zadomowić.
Pokój w porządku. Mam dwójkę – 2 drewniane łóżka (dość szerokie, nowe materace, wygodne), TV (płatne), radio, stolik, na nim tacka, 2 szklanki, 2 krzesła, szafa (połowa z półkami, połowa drążek na wieszaki – na stanie 2 wieszaki - dobrze, że miałam 10 swoich), 2 półki nad łóżkami.
Mankamentem jest to, że jest tylko jeden średni ręcznik na osobę. Wymieniany co tydzień (ponoć - jeszcze tego nie zrobili). Dlatego trzeba zabrać sobie jakiś duży ręcznik kąpielowy plus prześcieradło na zabiegi. Ostatecznie prześcieradło można kupić na miejscu w Recepcji, takie z flizeliny.
Łazienka w porządku, prysznic, umywalka, WC, mydło w płynie, ręczniki papierowe i 2 rolki papieru toaletowego, zmiotka i łopatka, miska do zrobienia małego prania, na ścianie grzejnik więc jest cieplutko podczas brania prysznicu i jest gdzie wysuszyć ręczniki, a i w pokoju są 2 kaloryfery.
Ja miałam pokój z balkonem (nie wszystkie pokoje je posiadają), a na nim suszarka na pranie. W oknach rolety, okna szczelne, w pokoju cieplutko, choć skręciłyśmy grzejnik na 2. Można siedzieć z krótkim rękawkiem, a i tak miałyśmy cały czas uchylone górne okno (nawet w nocy). Budynek Zimowitu jest ocieplony więc jest ciepło (podobno nawet zimą).
Na korytarzu 2 stoliki, krzesła, 2 czajniki, by zagotować wodę na kawę czy herbatę i jakoś nigdy nie widziałam do nich kolejki. Wprawdzie miałam swój czajnik, ale bez niego też by nie było problemu. Dodatkowo stoi deska do prasowania, żelazko można pożyczyć w Dyżurce Pielęgniarek.
TV w pokoju płatne (80 zł), Internet też (abonament za cały pobyt 50 zł). Lodówki brak.