Wstydziochem nie jestem, bezceremonialnością nie grzeszę.

Uwielbiam tańczyć ale tzw balety (określenie za którym nie przepadam, nie wiem z małolatami mi się kojarzy) zawsze znajdę, szczególnie w Kołobrzegu. Jesienią byłam w Bałtyku, w Kielczance w której byli znajomi, ale też w Lechu, Sanie, Gryfie. Nie lubię jak jest duszno i ciasno oraz tam gdzie przerw jest więcej niż tańca. Najfajniej było w Sanie tylko niestety daleko od nas. Nie masz się co czepiać Zbyszka bo chyba wybitny dyletant nie trafi w Kołobrzegu na tańce.

O chumorkach grajków nic Ci nie powiem, nie zwracam uwagi.
Na zawartość procentów w szklance też nie.
Na kulturę wypowiedzi Panów tutaj i w kontaktach bezpośrednich i owszem, zawsze. Dobre ruchy w tańcu pewnych braków nie nadrobią. Najgorsze co może być to pozbawione finezji zaloty, również na parkiecie oraz przekonanie takich panów o tym jak cudownie działają na Panie. Oj zdarzyło się wiele razy.

W Świnoujściu Scaliano znam ale swojego czasu najfajniejsze pamiętam w Rybniczance i nie pamiętam już nazwy knajpka na zewnątrz na promenadzie. Zamknęli w październiku drugiego dnia mojego pobytu. Latem pewnie jest większy wybór.
Acha i przecież Swarożyc, ciasno ale przyjemnie. Tam poznałam kogoś o kim wyrobiłam sobie fatalną opinię na początku a potem okazało się zupełnie na odwrót. I tak bywa.
