Pokój zastałam porządnie wysprzątany, nawet przeciąganie po półkach wilgotnymi chusteczkami na wszelki wypadekto potwierdziło.
Stołówka. Obiady były przywożone z sanatorium "Chrobry". Obsługa na stołówce na mojej zmianie była bardzo życzliwa i uśmiechnięta. Na jedzenie ludzie specjalnie nie narzekali, choć nie było też powodów, aby asortyment szczególnie chwalić. Narzekania tyczyły np. zimnej zupy, ale jak się przychodziło po czasie? Jeśli czegoś naprawdę brakowało, to pomidorów, ogórków do śniadań i kolacji, bo po dwa plasterki to mało. Reszta obleciała, bo SPA to w końcu nie było tylko szpital.
Obsługa medyczna. Pani doktor na ortopedii sympatyczna, kompetentna, odnosząca się do chorych z niewymuszoną sympatią, wręcz ciepłem. Pan doktor z neurologii...hm...o specyficznym podejściu, o ostrym żarcie, czasem tuż na pograniczu dobrego smaku.Zapomina, że starsi ludzie inaczej reagują, są może bardziej drażliwi, gdy są mniej życiowo poradni - to nie młodzież i nie zawsze można huknąć żartem jak na rajdzie studenckim.
Zabiegi i personel zabiegowy: powiem krótko, że bardzo, bardzo ok. Bez wyróżniania, będziecie dobrze wspominać.
Natomiast stan pływalni....szatnie zimne, basen z rzadka chyba oczyszczany, bo na krawędzi wody osad. Może i kuracjusze się nie wystarczająco myją? Za mało łazienek w sanatorium, albo mamy jako naród taką wadę, że jak do basenu, to po co się myć, wykąpiemy się tam?!
No i minus za konieczność dochodzenia na niektóre zabiegi. Latem pewnie lepiej, ale w zimnych miesiącach nie najlepiej to wygląda.
O działalności tzw. K.O. można długo, ale niestety niekorzystnie.
No i trzeba uważać na rzeczy, zdarzały się kradzieże i to zaraz w pierwszy dzień. Ludzie się nie znali i albo łatwo wtedy komuś z zewnątrz udawać kuracjusza, albo w tym turnusie znalazła się czarna owca. Nie wiadomo.
Klimaty tworzą ludzie, a więc mimo takich, czy innych uwag, gdy panowała zgoda w pokoju, zachowuje się dobre wspomnienie o pobycie.




