Witam:) Dawno mnie tu nie było, zatem pozdrawiam wszystkich, łacznie z Szanownym Admienem
Kochani moi. Doszłam do wniosku,ze skoro pracuję i odprowadzam wszystkie nalezne składki do ZUS, czemu mam nie skorzystać z przysługujacych mi przywilejów z tego tytułu

Zamiast czekac na sanatorium z NFZ (zawsze to 12-14 miesięcy oczekiwania, dopłata finansowa, brak wyboru miejscowości, urlop etc.) postanowiłam przejść się do mego lekarza i poprosić o skierowanie na tzw. prewencje leczniczą/rentową. Nie jestem na zwolnieniu lekarskim, bo nie moge tak często go brac, a na podratowanie mego kregosłupa wykorzystuje mój urlop wypoczynkowy. Zabiegi rehab. do wybrania za 3-4 miesiace (bo kolejka). Zresztą- znacie to....

Nawet nie chce mi sie chodzic do lekarza za kazdym razem, gdy cos dźwigne, umyje okna- dogorywam w domu na ketonalu.
Mozecie mi podpowiedzieć, jakie mam szanse na to,ze lekarz- orzecznik ZUS wyśle mnie do sanatorium? Nie jestem na L4 (nie mogę), ale mam pozwolenie od szefostwa,ze moge pojechac na miesiąc i sie podleczyc(taaa... wieksza szansa,że wiecej nie pójde na L4).
Kto tak miał- prosze o wypowiedx w temacie.