Z życia pewnej kamienicy :)

W tym miejscu możecie prezentować swoją twórczość niekoniecznie związaną z pobytem w sanatorium choć i taka mile widziana.
Regulamin forum
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów :)
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu http://www.forum.nasze-sanatorium.pl/vi ... p?f=2&t=10
Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 5722
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 1

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

Kurcze... :roll: ..... trzeba choć te 2 tygodnie być grzeczną, by ten z siwą brodą zawitał :D :D
Wszystkim mieszkańcom życzę fajnych dni..... w dobrym nastroju :)

forumowicz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: forumowicz »

Seans Spirycystyczny czyli zimny oddech zmarłego sąsiada

Kurczę ale marazm w tej naszej Kamienicy. Niedługo wszyscy mieszkańcy pokryją się patyną czasu jak nie przymierzając pewna część muru od strony podwórka. Co z nami…?
Trochę zmian nastało. Florcia zakochana na amen wyprowadziła się podążając za swoim wybrankiem lekarzem weterynarii w ostępy Borów Tucholskich – jak ją znamy wraz ze swoim partnerem miłośnikiem czworonogów rozwijają swoją hodowlę i przytulisko dla przybłęd maści wszelakiej.
Co żeśmy się naryczeli na imprezie to nasze. Tak się jakoś ludziska zżyli, że każdy ludzki uszczerbek działał na nas jak ckliwy film…
Nic to…Florcia bratanicę przyprowadziła. Kobita niczego sobie tylko taka…kolorowa. Włosy koloru czekolady spięte na czubku w artystycznym nieładzie. Oczęta śmieją się z daleka, kiecki kolorowe, kolczyki do ramion, uwielbia czekoladę pod każdą postacią nawet nas kobitki obdarzyła domowym czekoladowym spa dnia pewnego. Wraz z nią przygarnęliśmy Szajbę – szczura. Po dwóch miesiącach urzędowania wiemy już, że: szczur rządzi całą menażerią, pies schodzi mu grzecznie z drogi , papug aż czkawki dostaje…Panią swoją szczurek uwielbia a Pani z wzajemnością szczurka nie opuszcza idąc z nim siedzącym na ramieniu dumna jak kolorowy paw. No…to poznaliście Czekoladkę i Szajbę.
Czekoladka utrzymuje się z wróżenia. No z kart kuli tego ten…horoskopy stawia. Jak bum cyk cyk tłumy walą drzwiami i oknami. Taki z nas niby rozsądny naród. Ale coś w tym być musi…
Pewnego listopadowego wieczoru Czekoladka zczaiła Jadzieńkę wracającą ze świecami wotywnymi. Jak się okazało kobita i tak maniaczka radyja jedynego w rocznicę śmierci swojego małżonka od rana przy jego zdjęciu świece paliła, zdrowaśki jedna za drugą odmawiała i godzinki śpiewała. Tak od słowa do słowa (szczegółów rozmowy nie znam ale znając upierdliwość naszej nawiedzonej sąsiadki nie było łatwo) dość, że zostaliśmy zaproszeni na ….seans spirytystyczny na którym mamy nawiązać niby pozaziemski kontakt z szacownym zmarłym na amen małżonkiem.
Jezusie Narazeński różne kabarety kamienica przechodziła ale kurczę seans? Z Duchami? Toż my sami po suto zaprawianych imprezach dwa dni jak duchy snujemy się po schodach.
Czekoladka ma stół. Jebutny, okrągły stół , na którym tylko suszonych kurzych łapek brakuje. Karty są, czerwony plusz robiący za obrus jest, kula jest, jakieś wisiorki, wahadełka, lampki maści wszelakiej są, muzyczka w tle jest, biały szczur siedzący na ramieniu gospodyni od biedy za kota czarownicy ujdzie. Nieco znerwicowani (tym bardziej, że akurat w ten wieczór wiatr nie żałował sobie żałobnych tonów a w nieba lały się w tej wichurze hektolitry wody) zasiedliśmy do stołu. Pani domu poprosiła o ciszę (zakłóconą w tym momencie przez głośnie pierdnięcie Marianka postawionego uderzeniem w ucho do pionu przez Manię) i …myśleliśmy, że mamy złapać się za ręce te rzeczy, a tu Pani domu sziszę wyciąga i zaciągnąć odpowiednio się każe. Kurczę blade, po trzecim wdechu taka błogość się w nas wdarła, że zaczęliśmy poranek z tęczą za oknem widzieć…rozanieleni złapaliśmy się za ręce a gospodyni zaczęła wywoływać ducha. Nie powiem ciarki nas przeszły…Andy dostał jakiejś telepawki lewego kolana (chyba mu w szpitalu coś nie tak zeszyli), Cygana z Bożenką tak głośno przełykały ślinę, że aż resztę gardło bolało, Gienia pełen luz, Gosia w odmętach zachwytu i Jadzieńka z takim wytrzeszczem oczu jakby już była na tamtym świecie. Gospodyni głosem hmhmm.. złowieszczym nieco zaczęła ducha przyzywać i przyzywać i przyzywać….ciary nam po plecach jak oszalałe latały. Nagle jak nie pierdyknie za oknem… Wrzasnęliśmy tak zgodnym chórem , że proboszcz od razu by nas zwerbował do siebie. Gruchnęło i światło zgasło. Zrobiło się jakoś chłodniej i chłodniej ….ciemnica jak w średniowiecznym lochu. Ali tak mnie za palce ścisnął, że operację mam gwarantowaną. W tej ciszy oprócz tykania zegara usłyszeliśmy chrobot…na początku cichy …potem jęk….potem drugi….już nie pamiętam kto się wyłamał i krzycząc wyrwał zza stołu jak szalony, ale nie było na co czekać. W gromadzie, wrzeszcząc jak opętani ruszyliśmy pędem do drzwi. Poza …Jadzieńką, która jak w transie wołała małżonka, mówiąc takie rzeczy o jakie tą biedną, nad wyraz pobożną staruszkę nie podejrzewaliśmy.
Odetchnęliśmy na ciemnym korytarzu czując się jak szuje, no bo przecie w środku zostało i nasze medium i Jadzieńka a wiadomo co to takiemu duchowi wkurzonemu do granic niemożliwości do głowy wpadnie? Każdy ruszył na poszukiwanie świec, latarek i lamp co by światłem i w kupie zmorę przegonić. No to wpadamy….stół przewrócony, Jadzieńka wyje w niebogłosy , Czekoladka z rozwianym włosem szczura spod wersalki wyciągnąć próbuje (przegryzł idiota kabel….i przeżył ale światła nie mieliśmy do 10 rano…).
Do tej pory nie wiemy…czy mąż Jadzieńki był w końcu przyszedł, ale tak się pocieszamy , że chyba by tam na górze na łeb upadł skoro za życia tylko sprzątał, zakupy robił, na dwóch etatach zasuwał i jeszcze, że zawsze mógł tylko ….kiedy zgodę od małżonki otrzymał….wiecie hmm…o co chodzi prawda?
Zresztą to nie na nasze i tak zrujnowane nerwy. Liczy człowiek na chwilę spokoju i zawsze cholibka coś….tak to jest u nas. I jest zaczepiście tak między nami. Nuda to na osiedlu wypasionych apartamentowców i w blokowisku. U nas ludziska z duszą mieszkają . I niech tak zostanie.

Awatar użytkownika
malgorzatas
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 56300
Na forum od: 16 lis 2013 14:16
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 6

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: malgorzatas »

No to witamy czekoladkę i szczurka :D o pięknym imieniu szajba :lol:
Miłego dnia :kwiat:

Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 5722
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 1

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

No to się nam Bagatelka ożywiła. Jeszcze do teraz dzwoni mi w uszach, jak podczas tego seansu pierdyknęło. Aż włosy mi się wyprostowały i jak byłam u Jureczka to trzy razy pytał czy to ja czy nie ja. No a niby kto ma być?? :evil: Bliźniaczka jakaś odnaleziona czy co? Z tego co wiem, to ani matula, ani tatulo lewego przychówku nie mieli. No chyba, że jednak o wszystkim nie wiem?? :roll:

Ale byłam dziś u Czekoladki, to nieboga ćwiczy dalej tę swoją magię, by w wieczór andrzejkowy już bez przygód zademonstrować nam pikny seans spirytystyczny. Przecie trzeba jakoś powróżyć mieszkańcom i hucznie wejść w adwentowy czas.

Obrazek
Cichcem zrobiłam fotkę Czekoladce...... sami zobaczcie, co dziewczyna wyprawia :lol:

forumowicz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: forumowicz »

Bożenko... :serce: lovciam Cię...ot tak bez podtekstów... dobranoc Mieszkańcy.

Awatar użytkownika
BozenaMat
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 5722
Na forum od: 24 lip 2018 18:32
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 1

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: BozenaMat »

Ja bardziej Czekoladko :serce:
Brakowało mi Twojego pióra..... moja wena coś fruuuuuuuu..... ale u mnie to normalne. Cisza, cisza, by..... błysk i nawet ze 2 teksty na raz :)

Wszystkim życzę dobrego dnia :) Miejcie się cieplutko i zakładajcie szaliki, bo ziąb :)

forumowicz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: forumowicz »

Kochani co to za cisza? Jak ktoś ma ochotę zapraszam wieczorem na herbatkę z imbirem, Szajbuska schowam coby coś nie wykombinował. Buziaki

Awatar użytkownika
GIENIA
Przyjaciel forum
Przyjaciel forum
Posty: 8356
Na forum od: 18 maja 2016 10:12
Oddział NFZ: Małopolski
Staż sanatoryjny: 11

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: GIENIA »

Oj , Kamienica ożyła :D
8-)

Awatar użytkownika
Cygana
Super Kuracjusz
Super Kuracjusz
Posty: 543
Na forum od: 18 lut 2018 00:29
Oddział NFZ: Wielkopolski
Staż sanatoryjny: 2

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: Cygana »

Witajcie mieszkańcy Bagatelki :serce: oj widzę że kamienica zaczyna żyć :D Czekoladko na herbatę z imbirem chętnie wpadnę ☕ ..... żebym ja tak pisać umiała...w głowie się ułoży a na papier przelać nie potrafię... ale chętnie poczytam 💻. To do wieczorka :D

forumowicz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

Post autor: forumowicz »

A do herbatki ... wkładka 😁 Marianek na powitanie przyniósł 3 butelczyny przedniego trunku pędzonego pod lasem i szepnął mi konfidencjonalnym tonem, że zamierzają z kolegą asortyment rozszerzyć. Pierwsze próby za nimi.... Przy okazji...co byście chcieli od Mikołaja?
No i gdzie Andyego wcięło?🤨

ODPOWIEDZ