A, że już ubrałam i po drabinie na pawlacz nie muszę włazić, możemy się napić, czemu nie. Jeszcze troszku w butelczynie mi zostało, bo spirytus rozcieńczałam wódeczką (najtańszą jaka była, sorki) i z olejkiem z geranium robiłam płyn do rąk dobry dla wirusa.
Chyba nic innego nie mam, ale co tam, zawsze to coś



