A tak wygląda dla gości komercyjnych
Podczas pobytu obowiązywała zasada zakrywania ust i nosa. Na terenie obiektu,co rusz były zainstalowane dozowniki
do dezynfekcji rąk. Rygorów,zakazów czy nakazów jakoś się nie odczuwało. Proszono tylko o rozwagę....najpierw pomyśl
potem zrób. Poza tym jedynie czego nie wolno było,to przeziębić się.Od razu ludzie odseparowani byli w izolatkach.
Póżniej pogotowie....wymaz i zakaz opuszczania pokoi nawet na korytarz.Automatycznie przepadały zabiegi.
Posiłki dostarczane były do pokoi przez obsługę. Izolacja w okresie pandemii,była dobrym rozwiązaniem,tym bardziej,że mamy
jesień,udało się nierozprzestrzeniać wirusów i bakterii.
No i doszliśmy do życia kulturalno - rozrywkowego.A było takowe,a jakże

,wszystko to, zależy tylko, jak i kto
rozumie to pojęcie.
Kawiarnia,która znajduje się na terenie obiektu,niestety,w okresie pandemii nieczynna.W sąsiednim "Sanvicie"
funkcjonowała ku radości gości owego sanatorium.
Dla aktywnych był do dyspozycji tenis stołowy - ping-pong, kijki do Nordic Walking,można było wypożyczyć rower.
Nieopodal budynku,na splantowanym pagórku,obok boiska do siatkówki,znajduje się okolony ławeczkami kamienny krąg,
przeznaczony na tak zwane ogniska z pieczonymi kiełbaskami.Parę razy robione były kiełbasiane wieczorki przy ognisku.
O kulturę też zadbano,w obiekcie jest biblioteka,skromna,ale jest.Pani z biblioteki organizowała wycieczki z biura podróży
"Mateusz".Zagranicznych,z wiadomych przyczyn nie było,ale pobliskie, ciekawe miejsca można było zwiedzić.
Dużo wycieczek nie odbyło się z braku chętnych....może dlatego,że nie były łączone wycieczki z innymi sanatoriami,tylko osoby
z danego ośrodka.Działało jeszcze biuro turystyczne"Omnibus",tam nie segregowali ludzi.... jak to działało,nie wiem,nie korzystałam
z ich usług.Odbywały się koncerty w kinie i kościele.... czy była frekwencja,nie wiem,nie byłam.
W centrum,życie taneczne na wymarciu,żadna restauracja nie odważyła się ,żeby je ożywić.Restauracje i kawiarnie czynne były
do 22h.Od czasu ogłoszenia obostrzeń,mimo,że
Iwonicz znajdował się w żółtej strefie,skrócono czas otwarcia lokali.
Zatwardziałym tancerzom nie przeszkadzało "hulanie" w ciepłe wieczory,na świeżym powietrzu przy fontannie....panie nawet
w wieczorowych kreacjach.
Wyczytałam na forum o imprezowaniu w Barze na Górce...... nie wiem jak się do tego odnieść,bo świadkiem tego nie byłam.
Parę razy,wracając z wieczornego spaceru/a spacerowałam codziennie,nawet w deszczu/słychać było muzykę i gwar.
Nie przyszło mi do głowy,żeby tam zaglądać,tym bardziej sprawdzać,czy przy stolikach jest komplet czy ludzie w maseczkach....itp.
Nawet jakbym chciała podgląd zrobić,to musiałabym tam być ,żeby widzieć,bo z ulicy trudno dostrzec co się za budynkiem dzieje.
Byłam tam gościem,ale wewnątrz,na polecanym pstrągu.... podają go na różne sposoby,ale wędzony,to niebo w gębie.
Jak już weszłam w gastronomię,to powiem,że
Iwonicz nie jest pod tym względem drogim uzdrowiskiem,śmiało można sobie
podjadać w knajpkach.Ceny nie są z kosmosu,a do tego wszystko smaczne i chęć jest na powtórkę następnego dnia.
Gadu gadu o papu,a zapomniałam jeszcze o jednym wspaniałym miejscu w "Górniku".Jest to podobno,najlepsze na Podkarpaciu
SPA....sauny,jacuzzi ,bicze i te inne cuda wianki......masaże ,kosmetyka ciała....a czego tam nie ma

Grota solna również jest.
Z braku czasu,niestety nie korzystałam tym razem z tego dobrodziejstwa..Sami widzicie,deszcz nie deszcz, nawet nie trzeba
wychodzić z budynku,żeby miło spędzić czas.
Reasumując..... pobyt uważam za udany.Wypoczęłam,wyspałam się do bólu,snem naturalnym bez żadnych wspomagaczy,
co u mnie rzadko się zdarza....zrelaksowałam się,wyspacerowałam.... jeszcze nigdy tyle kilometrów nie zrobiłam w ciągu trzech
tygodni.... i przy tak aktywnym pobycie jest mnie więcej o dwa kg.Jak to się stało,nie wiem,podejrzewam,że to wina pewnej
cukierni zaopatrzonej w pyszne "ciostka"
Dziękuję za uwagę
Aha.... picie wody nie wchodziło w ilość zabiegów....w ogóle nie serwowano wody.Kto miał ochotę korzystać z kuracji pitnej,
odwiedzał pijalnię .