Inowrocław Kujawiak
: 11 paź 2023 17:43
Pobyt w Kujawiaku: wrzesień/październik 2023r. Pierwszy i OSTATNI raz!. Nikomu nie polecam Kujawiaka w Inowrocławiu.
Nic tu nie można z nikim załatwić. Lekarz odsyła do pielęgniarki, pielęgniarka do recepcji, recepcja do pielęgniarki lub kierownika, itd. na okrągło. Nawet gdy współlokatorka zachorowała na grypę jelitową (choroba zakaźna), to musiałam wręcz wymóc w Recepcji zmianę pokoju, bo nie chciano przenieść ani mnie, ani osobę chorą do innego pokoju. Podobno nie było ani izolatki, ani wolnych miejsc.
A gdy zdecydowanie odmówiłam dalszego mieszkania w pokoju z tą osobą chorą zakaźnie, to… wolne miejsce znalazło się w innym pokoju. He he he. Ponadto, jak to jest możliwe, że na 700 osób nie ma tu ani izolatki, ani jednego zapasowego wolnego pokoju lub miejsca dla jednej osoby??? To się w głowie nie mieści!!! Szczególnie, że w przypadku wystąpienia choroby zakaźnej lub w przypadku konieczności rozwiązania konfliktu między kuracjuszami, ich rozdzielenie jest wręcz nieodzowne! Za to wolne pokoje są. Ale dla kuracjuszy komercyjnych.
Zabiegi zlecono mi takie, które nic nie pomagają w mojej chorobie całego układu ruchu. Jedyny zlecony zabieg pomocny na kręgosłup to był masaż suchy. Zlecono mi aż…. 7 masaży, he he he. I to nie całego kręgosłupa, lecz masaż częściowy i to co drugi dzień (lub co 4 dzień w przypadku gdy między zabiegami była sobota i niedziela). Przy chorobie kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego, na przemian był albo masaż szyjnego albo lędźwiowego. Zatem dana część kręgosłupa masowana była rzadziej niż co 2 dzień. I tak rzadko wykonywany masaż miał pomóc? Szok! Inne zabiegi to także na jedną część ciała - co drugi dzień, bo jednego dnia kolano lewe, następnego dnia kolano prawe, jednego dnia biodro lewe, drugiego dnia biodro prawe, Ugul: jednego dnia: biodra, drugiego dnia: barki. Wszystko tak na przemian. Rowerek liczony był jako jeden zabieg. Ćwiczenie barków na sznurkach liczone było także jako jeden zabieg. Mimo dużej ilość ogólnej zabiegów, każde machnięcie ręką czy nogą było liczone jako osobne zabiegi, co w sumie przekładało się na to, że tych zabiegów ostatecznie było mało. Jak ktoś miał zlecony rowerek, to nie pozwolono ćwiczyć barków na sznurku, i odwrotnie. A niby dlaczego nie można tu np. zlecić ćwiczeń na przyrządach (jako jeden zabieg) i wówczas kuracjusz/pacjent mógłby trochę poćwiczyć na rowerku i trochę na sznurkach, itp.? W innych sanatoriach tak właśnie się stosuje. Co z tego, że zleca się dużą ogólnie ilość zabiegów, gdy te zabiegi odbywają się co kilka dni na jedną część ciała lub nie można poćwiczyć rąk i nóg jako jeden zabieg? Jednym słowem horror.
W Kujawiaku jest basen do ćwiczeń. I co z tego? Woda w nim jest za zimna! Nie pomagają uwagi o zbyt niskiej temperaturze wody. Rezultat: ogromna ilość przeziębień i infekcji w Kujawiaku. Konieczność: rezygnacja z tego jakże potrzebnego zabiegu.
Również, w szpitalnej rehabilitacji ogólnoustrojowej w Kujawiaku, nie zlecono ŻADNYCH zabiegów wodnych, bo…. ponoć NFZ na to nie pozwala. Zleca się jedynie takie zabiegi, które można pobierać w przychodni, np. różne prądy, magnetoterapia, krioterapia, solux, skaner (=laser), gimnastyka. To po co w takim układzie jechać do szpitala, skoro zleca się tu tylko zabiegi udzielane w przychodniach??? !! Czy na leczeniu szpitalnej rehabilitacji ogólnoustrojowej nie powinny być zlecane także zabiegi, których nie udziela się w przychodniach? Horror! A może to wybieg Kujawiaka twierdzącego, że NFZ okroił listę zabiegów udzielanych w szpitalnej rehabilitacji ogólnoustrojowej i w związku z tym żadne zabiegi wodne nie należą się?
Kujawiak zleca aż 5!!! zabiegów w dniu wyjazdu. I nie pomaga prośba o przełożenie tych zabiegów na wcześniejsze dni, bo – jak stwierdził lekarz- takie są zalecenia NFZ, by w dniu wyjazdu było min. 5 zabiegów. I nie chce wycofać zabiegów z ostatniego dnia – dnia wyjazdu. Czy to nie jest chore??? Jak to się ma do perspektywy podróży w tym dniu i to często na wiele kilometrów??? A w przypadku gimnastyki w basenie w tym dniu, co zrobić z mokrym strojem kąpielowym i mokrymi ręcznikami? Zapakować je do walizki???? Szok i horror!
Jedzenie okropne. Diety różnią się jedynie nazwą, bo na wszystkich dietach i tak jest to samo. Praktycznie nie ma diety cukrzycowej mimo, że taka nazwa istnieje w jadłospisie. Cukrzykom serwuje się potrawy, których nie wolno im jeść lub wolno im jeść w minimalnych ilościach i sporadycznie. KAŻDA zupa w zasadzie zasługuje na nazwę „to samo”. A dlaczego „to samo”? Bo zupy praktycznie różniły się jedynie nazwą. Bo każda zupa była tak gęsta od ziemniaków, że łyżkę można było postawić!!! Na drugie danie także królowały ziemniaki. Zawsze połowa ÷3/4 talerza to… ziemniaki!. Przy cukrzycy!!! Ha ha ha. A przecież ziemniaki mają bardzo wysoki indeks glikemiczny!!! Dietetyk o tym nie wie?
Do ziemniaków bardzo często serwowano sosy. Były to sosy: a to sos naturalny, a to sos koperkowy, a to sos musztardowy, a to sos pomidorowy, a to chrzanowy, a to musztardowy, a to sos potrawkowy. Wszystkie na bazie mąki. A przecież mąka ma bardzo wysoki indeks glikemiczny!! Dietetyk też o tym nie wie?
Wysoki indeks glikemiczny ma także makaron, który to serwowano w diecie cukrzycowej!
Marchewka (surowa) do obiadu była sucha jak pieprz i twarda, że nie można było jej pogryźć. Jeśli była sałata, to zawsze był to 1 listek. Jeśli był pomidor, to zawsze było to ½ pomidora (3÷4 plasterki). Jeśli był ogórek, to było to 5-6 cienkich plasterków. W sezonie na te warzywa! Brokuły tu królowały w wielu posiłkach. Nawet w roladce drobiowej zasadniczy składnik to… brokuł.
W dzień przed wyjazdem na obiad zaserwowano… 2 jajka gotowane w sosie musztardowym z ziemniakami i sałatą lodową, he he he. Na obiad!
W dniu wyjazdu serwuje się tylko śniadanie, a zabiegi zaplanowano do 12-13 godz.. Mimo, że obiad jest o godz. 12, to już obiadu kuracjusz nie dostanie! Kujawiak także nie wydaje prowiantu suchego w dniu wyjazdu! A przecież kuracjusze często dopiero wieczorem zjeżdżają do odległych domów.
Śniadania i kolacje, to nieustanne … kanapki. NIGDY nie było masła – zawsze był to mix tłuszcz.
Wędliny najgorszego sortu i najtańsze – zawsze po 2 szerokie plasterki. Cukrzykom serwowano nawet tzw. smaczek konserwowy (z dużą ilością tłuszczu - jak w salami), sałatkę śledziową, sałatkę z pomidora z jogurtem (czyli kawałki pomidorów pływających w zabielanym soku z pomidorów), serek topiony na kolację lub śniadanie oraz jako dodatek między posiłkami. Dodatki do diety cukrzycowej (na między posiłkami głównymi) często to pół pokrojonego pomidora z ok.4 wiórkami cebuli z jednym listkiem sałaty i mix tłuszcz. Nie zawsze dodatkowo wędlina (której nie ma gdzie trzymać, bo nie ma lodówki w pokoju), kawałek białego twarogu, kilka razy serek topiony serek topiony (na cukrzycę he he he!). Ponadto serwowano: pasta z jajek i twarogu ze szczypiorkiem (jajka-minimalnie), pasta drobiowo-warzywna (drobiu tu jak na lekarstwo), 2 razy cienkie parówki z keczupem (keczup wielkości ½ łyżeczki), kawałek sera białego, twarożek.
Nigdy nie było kakao –nawet w niedzielę, 2-3 razy była biała kawa. Herbata była najpodlejsza, chyba barwnikowana (bo po zalaniu natychmiast pojawiał się bardzo ciemny kolor, a na powierzchni pływał osad).
Kujawiak zastosował bardzo wygodny dla nich sposób braku serwowania właściwych diet. Przed stołówką wywieszono następującą informację dla kuracjuszy: „jadłospisy przez 5 dni po zjazdach są równe dla wszystkich diet”. A że rotacja tu jest duża, to praktycznie zjazdy występują tu ciągle. Wszak przebywa tu aż 700 osób jednorazowo. Jest to zatem wspaniały wybieg na to, by diety miały jedynie różne nazwy i by na każdej diecie serwowano prawie to samo dla wszystkich, a Kujawiak jest by był usprawiedliwiony! SZOK! Nie jestem pierwszy raz w sanatorium i jeszcze NIGDY nie zdarzyło się, by zastosowano taki wybieg! Przy chorobie cukrzycy i tarczycy lekarze prowadzący rygorystycznie wymagają stosowania diety cukrzycowej, a tu-w Kujawiaku- serwuje się jedzenie dalekie od diety cukrzycowej! Szok!!
Jedyny plus w Inowrocławiu to duży park i tężnie. Ale ile i jak daleko może chodzić osoba ze schorzeniem układu ruchu? Na wózkach inwalidzkich, o kulach, z chodzikami wspomagającymi, itp. Poza tym nie ma tu absolutnie nic! Do rynku jest bardzo daleko, a po drodze na ławce nie można nawet przysiąść bo są one brudne od odchodów ogromnej ilości wron, latających nad głowami. W parku nie ma żadnych imprez dla kuracjuszy. Oprócz kościołów nie ma tu żadnych miejsc do zwiedzania. NIE POLECAM Inowrocławia!.
Moja opinia na temat Kujawiaka jest mocno okrojona. Uwag jest dużo więcej, ale nie sposób wszystkich tu wymienić. Jednym słowem: NIGDY WIĘCEJ KUJAWIAKA! Pod każdym względem.
Nic tu nie można z nikim załatwić. Lekarz odsyła do pielęgniarki, pielęgniarka do recepcji, recepcja do pielęgniarki lub kierownika, itd. na okrągło. Nawet gdy współlokatorka zachorowała na grypę jelitową (choroba zakaźna), to musiałam wręcz wymóc w Recepcji zmianę pokoju, bo nie chciano przenieść ani mnie, ani osobę chorą do innego pokoju. Podobno nie było ani izolatki, ani wolnych miejsc.
A gdy zdecydowanie odmówiłam dalszego mieszkania w pokoju z tą osobą chorą zakaźnie, to… wolne miejsce znalazło się w innym pokoju. He he he. Ponadto, jak to jest możliwe, że na 700 osób nie ma tu ani izolatki, ani jednego zapasowego wolnego pokoju lub miejsca dla jednej osoby??? To się w głowie nie mieści!!! Szczególnie, że w przypadku wystąpienia choroby zakaźnej lub w przypadku konieczności rozwiązania konfliktu między kuracjuszami, ich rozdzielenie jest wręcz nieodzowne! Za to wolne pokoje są. Ale dla kuracjuszy komercyjnych.
Zabiegi zlecono mi takie, które nic nie pomagają w mojej chorobie całego układu ruchu. Jedyny zlecony zabieg pomocny na kręgosłup to był masaż suchy. Zlecono mi aż…. 7 masaży, he he he. I to nie całego kręgosłupa, lecz masaż częściowy i to co drugi dzień (lub co 4 dzień w przypadku gdy między zabiegami była sobota i niedziela). Przy chorobie kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego, na przemian był albo masaż szyjnego albo lędźwiowego. Zatem dana część kręgosłupa masowana była rzadziej niż co 2 dzień. I tak rzadko wykonywany masaż miał pomóc? Szok! Inne zabiegi to także na jedną część ciała - co drugi dzień, bo jednego dnia kolano lewe, następnego dnia kolano prawe, jednego dnia biodro lewe, drugiego dnia biodro prawe, Ugul: jednego dnia: biodra, drugiego dnia: barki. Wszystko tak na przemian. Rowerek liczony był jako jeden zabieg. Ćwiczenie barków na sznurkach liczone było także jako jeden zabieg. Mimo dużej ilość ogólnej zabiegów, każde machnięcie ręką czy nogą było liczone jako osobne zabiegi, co w sumie przekładało się na to, że tych zabiegów ostatecznie było mało. Jak ktoś miał zlecony rowerek, to nie pozwolono ćwiczyć barków na sznurku, i odwrotnie. A niby dlaczego nie można tu np. zlecić ćwiczeń na przyrządach (jako jeden zabieg) i wówczas kuracjusz/pacjent mógłby trochę poćwiczyć na rowerku i trochę na sznurkach, itp.? W innych sanatoriach tak właśnie się stosuje. Co z tego, że zleca się dużą ogólnie ilość zabiegów, gdy te zabiegi odbywają się co kilka dni na jedną część ciała lub nie można poćwiczyć rąk i nóg jako jeden zabieg? Jednym słowem horror.
W Kujawiaku jest basen do ćwiczeń. I co z tego? Woda w nim jest za zimna! Nie pomagają uwagi o zbyt niskiej temperaturze wody. Rezultat: ogromna ilość przeziębień i infekcji w Kujawiaku. Konieczność: rezygnacja z tego jakże potrzebnego zabiegu.
Również, w szpitalnej rehabilitacji ogólnoustrojowej w Kujawiaku, nie zlecono ŻADNYCH zabiegów wodnych, bo…. ponoć NFZ na to nie pozwala. Zleca się jedynie takie zabiegi, które można pobierać w przychodni, np. różne prądy, magnetoterapia, krioterapia, solux, skaner (=laser), gimnastyka. To po co w takim układzie jechać do szpitala, skoro zleca się tu tylko zabiegi udzielane w przychodniach??? !! Czy na leczeniu szpitalnej rehabilitacji ogólnoustrojowej nie powinny być zlecane także zabiegi, których nie udziela się w przychodniach? Horror! A może to wybieg Kujawiaka twierdzącego, że NFZ okroił listę zabiegów udzielanych w szpitalnej rehabilitacji ogólnoustrojowej i w związku z tym żadne zabiegi wodne nie należą się?
Kujawiak zleca aż 5!!! zabiegów w dniu wyjazdu. I nie pomaga prośba o przełożenie tych zabiegów na wcześniejsze dni, bo – jak stwierdził lekarz- takie są zalecenia NFZ, by w dniu wyjazdu było min. 5 zabiegów. I nie chce wycofać zabiegów z ostatniego dnia – dnia wyjazdu. Czy to nie jest chore??? Jak to się ma do perspektywy podróży w tym dniu i to często na wiele kilometrów??? A w przypadku gimnastyki w basenie w tym dniu, co zrobić z mokrym strojem kąpielowym i mokrymi ręcznikami? Zapakować je do walizki???? Szok i horror!
Jedzenie okropne. Diety różnią się jedynie nazwą, bo na wszystkich dietach i tak jest to samo. Praktycznie nie ma diety cukrzycowej mimo, że taka nazwa istnieje w jadłospisie. Cukrzykom serwuje się potrawy, których nie wolno im jeść lub wolno im jeść w minimalnych ilościach i sporadycznie. KAŻDA zupa w zasadzie zasługuje na nazwę „to samo”. A dlaczego „to samo”? Bo zupy praktycznie różniły się jedynie nazwą. Bo każda zupa była tak gęsta od ziemniaków, że łyżkę można było postawić!!! Na drugie danie także królowały ziemniaki. Zawsze połowa ÷3/4 talerza to… ziemniaki!. Przy cukrzycy!!! Ha ha ha. A przecież ziemniaki mają bardzo wysoki indeks glikemiczny!!! Dietetyk o tym nie wie?
Do ziemniaków bardzo często serwowano sosy. Były to sosy: a to sos naturalny, a to sos koperkowy, a to sos musztardowy, a to sos pomidorowy, a to chrzanowy, a to musztardowy, a to sos potrawkowy. Wszystkie na bazie mąki. A przecież mąka ma bardzo wysoki indeks glikemiczny!! Dietetyk też o tym nie wie?
Wysoki indeks glikemiczny ma także makaron, który to serwowano w diecie cukrzycowej!
Marchewka (surowa) do obiadu była sucha jak pieprz i twarda, że nie można było jej pogryźć. Jeśli była sałata, to zawsze był to 1 listek. Jeśli był pomidor, to zawsze było to ½ pomidora (3÷4 plasterki). Jeśli był ogórek, to było to 5-6 cienkich plasterków. W sezonie na te warzywa! Brokuły tu królowały w wielu posiłkach. Nawet w roladce drobiowej zasadniczy składnik to… brokuł.
W dzień przed wyjazdem na obiad zaserwowano… 2 jajka gotowane w sosie musztardowym z ziemniakami i sałatą lodową, he he he. Na obiad!
W dniu wyjazdu serwuje się tylko śniadanie, a zabiegi zaplanowano do 12-13 godz.. Mimo, że obiad jest o godz. 12, to już obiadu kuracjusz nie dostanie! Kujawiak także nie wydaje prowiantu suchego w dniu wyjazdu! A przecież kuracjusze często dopiero wieczorem zjeżdżają do odległych domów.
Śniadania i kolacje, to nieustanne … kanapki. NIGDY nie było masła – zawsze był to mix tłuszcz.
Wędliny najgorszego sortu i najtańsze – zawsze po 2 szerokie plasterki. Cukrzykom serwowano nawet tzw. smaczek konserwowy (z dużą ilością tłuszczu - jak w salami), sałatkę śledziową, sałatkę z pomidora z jogurtem (czyli kawałki pomidorów pływających w zabielanym soku z pomidorów), serek topiony na kolację lub śniadanie oraz jako dodatek między posiłkami. Dodatki do diety cukrzycowej (na między posiłkami głównymi) często to pół pokrojonego pomidora z ok.4 wiórkami cebuli z jednym listkiem sałaty i mix tłuszcz. Nie zawsze dodatkowo wędlina (której nie ma gdzie trzymać, bo nie ma lodówki w pokoju), kawałek białego twarogu, kilka razy serek topiony serek topiony (na cukrzycę he he he!). Ponadto serwowano: pasta z jajek i twarogu ze szczypiorkiem (jajka-minimalnie), pasta drobiowo-warzywna (drobiu tu jak na lekarstwo), 2 razy cienkie parówki z keczupem (keczup wielkości ½ łyżeczki), kawałek sera białego, twarożek.
Nigdy nie było kakao –nawet w niedzielę, 2-3 razy była biała kawa. Herbata była najpodlejsza, chyba barwnikowana (bo po zalaniu natychmiast pojawiał się bardzo ciemny kolor, a na powierzchni pływał osad).
Kujawiak zastosował bardzo wygodny dla nich sposób braku serwowania właściwych diet. Przed stołówką wywieszono następującą informację dla kuracjuszy: „jadłospisy przez 5 dni po zjazdach są równe dla wszystkich diet”. A że rotacja tu jest duża, to praktycznie zjazdy występują tu ciągle. Wszak przebywa tu aż 700 osób jednorazowo. Jest to zatem wspaniały wybieg na to, by diety miały jedynie różne nazwy i by na każdej diecie serwowano prawie to samo dla wszystkich, a Kujawiak jest by był usprawiedliwiony! SZOK! Nie jestem pierwszy raz w sanatorium i jeszcze NIGDY nie zdarzyło się, by zastosowano taki wybieg! Przy chorobie cukrzycy i tarczycy lekarze prowadzący rygorystycznie wymagają stosowania diety cukrzycowej, a tu-w Kujawiaku- serwuje się jedzenie dalekie od diety cukrzycowej! Szok!!
Jedyny plus w Inowrocławiu to duży park i tężnie. Ale ile i jak daleko może chodzić osoba ze schorzeniem układu ruchu? Na wózkach inwalidzkich, o kulach, z chodzikami wspomagającymi, itp. Poza tym nie ma tu absolutnie nic! Do rynku jest bardzo daleko, a po drodze na ławce nie można nawet przysiąść bo są one brudne od odchodów ogromnej ilości wron, latających nad głowami. W parku nie ma żadnych imprez dla kuracjuszy. Oprócz kościołów nie ma tu żadnych miejsc do zwiedzania. NIE POLECAM Inowrocławia!.
Moja opinia na temat Kujawiaka jest mocno okrojona. Uwag jest dużo więcej, ale nie sposób wszystkich tu wymienić. Jednym słowem: NIGDY WIĘCEJ KUJAWIAKA! Pod każdym względem.