Witam. Wróciłam z Sanatorium Arka-Mega w Kołobrzegu. Tak jak wcześniej pisano jest to kameralne sanatorium z czasów PRL po remoncie. Na pewno zaletą jego jest położenie – bardzo blisko plaży i morza. Pokoje 2-osobowe dla par, oraz 3- i 4-osobowe dla singli. Ja za radą Pani w recepcji wybrałam pokój 4-osobowy i to był strzał w 10, zwłaszcza że koleżanki trafiły mi się wspaniałe. Pokój bardzo duży, oprócz 4 łóżek, 2 szafek nocnych, mieścił komodę z telewizorem (oczywiście płatnym), stolik z 3 wygodnymi krzesłami, duże biurko z lustrem i krzesłem pełniące rolę toaletki (dla 2 łóżek stojących obok biurka szafka z szufladami i szafka z półką pełniły rolę nocnych szafek). Równie duży przedpokój z dwoma olbrzymimi szafami wnękowymi z lustrzanymi drzwiami (jedne miałam ochotę wziąć do domu bo wizualnie wyszczuplało) mieszczące wszystkie rzeczy łącznie z Walizkami i małą chłodziarką. Łazienka czysta, odnowiona. No i dość długi choć nie za szeroki balkon. Pozostałe czwórki, które oglądałam miały mniejszy przedpokój z 1 szafą wnękową. Natomiast pokoje 3-osobowe były mniejsze z jedną szafą dwudrzwiową i garderobą (walizki stały przy łóżkach lub pod łóżkami). W pokojach dość czysto - były sprzątane 3 razy w tygodniu. Ręczniki (czyste, choć trochę postrzępione) wymieniane były raz w tygodniu. W pokojach brak Internetu, wi-fi jedynie w holu przy Recepcji. Oprócz telewizora, czajnik, żelazko, leżak na plażę dodatkowo płatne. Parking na terenie sanatorium płatny 350 zł. Obok jest duży parking miejski, ale niestety płatny. Alternatywnym rozwiązaniem jest bezpłatny parking przy ulicy na ok. 20 samochodów odległy o ok. 350m przy ul. Fredry, lub dalej o ok. 450m duży bezpłatny parking przy osiedlu. Baza zabiegowa na miejscu taka sobie. Głównie zabiegi prądowe i okłady borowinowe, krioterapia miejscowa, wirówki i sucha kąpiel CO2, gimnastyka zbiorowa i na przyrządach. Brakuje masaży. Na basen (20 min ćwiczenia i 10 min pływanie) oraz kąpiele solankowe w jacuzzi trzeba było jeździć podstawionym autobusem do Arki. Jedzenie smaczne i w ilościach wystarczających. Dobrze, że pogoda była w miarę ładna, jak na tę porę roku, wiec dużo spacerowałyśmy, bo w budynku oprócz stołu do ping-ponga nie było żadnych atrakcji. Wieczorem można potańczyć w pobliskim Sanie – muzyka fajna, a wystrój trochę jak świetlica w PRL-u. Lecha raczej nie polecam, bo muzyka słaba. Najfajniejsza atmosfera jest w Kielczance, ale trochę daleko… Jeśli ktoś wróci trochę po 22-giej, to nikt nie robi problemu. Ja wróciłam bardzo zadowolona

– miłe towarzystwo, fajna okolica i zabiegi, które mi pomogły.