Koty...któż je zrozumie... chyba tylko drugi kot

... ale ja i tak je kocham
Pokażę Wam historię jednego kotka, którym opiekowałam się w ubiegłym roku na działce...
zresztą zobaczcie...
Urodził się z bardzo chorym oczkiem... postanowiłam mu ulżyć w cierpieniu
...przez kilka tygodni przemywałam, zakraplałam
[ obrazek zewnętrzny ]
[ obrazek zewnętrzny ]
i udało się

kot jest zdrowy, świetnie widzi... musiałam mu tylko znaleźć opiekuna, ponieważ podczas tych moich zabiegów bardzo przywiązał się do człowieka i już nie dałby sobie rady sam na wolności
[ obrazek zewnętrzny ]
i znów się udało... jego nowa pani zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia

wiem, że jest w dobrych rękach, bo odwiedzają nas co jakiś czas
[ obrazek zewnętrzny ]
A to reszta kotów, a raczej ich maleńki wycinek, które przychodzą do nas w odwiedziny, ale przede wszystkim do "stołówki"
[ obrazek zewnętrzny ]
[ obrazek zewnętrzny ]
[ obrazek zewnętrzny ]
[ obrazek zewnętrzny ]
... potem przynoszą nam z wdzięczności różne prezenty... upolowanego ptaszka lub myszkę, albo żabę...
i na koniec mój Rysio

też kiedyś przez nas przygarnięty i wyleczony ze wszystkich plag świata...prawie nie widzi, ale radzi sobie nieźle...
[ obrazek zewnętrzny ]
Pozdrawiam wszystkich "kociarzy" i nie tylko
