Andy 10 lat temu tęskniłam do tej wiejskiej sielanki . Udało mi się zjednać sobie przychylność mieszkańców a przynajmniej tak mi się wydawało . Nie doszukiwałam się drugiego dna , nie wnikałam . Niby byli pomocni , niby serdeczni , doradzali , podpytywali . Myślałam , to jest moje miejsce na ziemi , jestem szczęściarą . Nic bardziej mylnego . Niestety nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni pomyliłam się . Dzisiaj to wiem . Na pozór małe osady wydają się bardziej przyjazne ale to tylko pozory . W małych miasteczkach występuje syndrom małomiasteczkowości , bardzo zresztą dokuczliwy , na wsiach jest coś takiego - jeżeli dzieje Ci się krzywda , to nawet pomogą i będą współczuć ale nie daj coś Ci się będzie lepiej działo , to tego nie darują , zatrują życie. Oczywiście zdarzają się jednostki odmienne , wg /wyjątki potwierdzają regułę .Na wsi czy chcesz , czy nie MUSISZ dostosowywać się do ogólnie przyjętych reguł ,potakiwać , postępować w sposób zakrawający o obłudę , nie wdawać się. w jakiekolwiek dyskusje o innych ...... w innym wypadku przepadłeś. Nowi osadnicy

zawsze będą traktowani inaczej .Nauczyłam się TU żyć , mimo że nie było łatwo

Wieś płynie jak płytka rzeka , swoim nurtem , ja stoję na brzegu patrząc z uśmiechem....... ale lepiej stać na brzegu i nie wchodzić , aby nie wpaść w podstępny wir. Tak naprawdę , to wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Mylne jest tez twierdzenie , że w dużych aglomeracjach panuje znieczulica , odosobnienie . Wszystko zależy od ludzi . mieszkałam jako dziecko w starej kamienicy i do dnia dzisiejszego z niektórymi ludzmi utrzymuję kontakty. Następny etap to blokowisko , tam żyliśmy jak jedna wielka rodzina . Nadal jesteśmy w stałych kontaktach ,możemy liczyć na wzajemne wsparcie . Potem był dom typu segmenty, wybudowane wspólnie przez stowarzyszenie studenckie . Tam znaliśmy się jak przysłowiowe łyse konie . To była taka mała namiastka życia na wsi . Każdy o każdym wszystko wiedział, każdy lepiej wiedział jak ma żyć sąsiad , niż on sam. To było trochę jak komuna . Nie powiem ułatwiało życie

Dzieciaki kupą odprowadzane do przedszkola , potem szkoły , wspólne zawożenie na basen , baleciki , karate , wujek z czwórka dzieciaków odrabiał matmę , ciocia z następną grupą w innej chałupie

Ćwiczyła wierszyki

itp. Tylko dzieci dorosły , miały innych znajomych a i my też chcieliśmy odmiany. Posprzedawaliśmy te ponad 300 metrowe molochy i większość przeniosła się do blokowisk. Dla mnie etap własnego M najbardziej sobie chwalę. Już chyba nie chcę mieszkać na wsi . Co raz częściej myślę o powrocie do rodzinnego miasta , do mojej Łodzi. Tam są moi przyjaciele, znajomi , tam są moje uliczki , kamienica z podwórkiem , tam są na Starym Cmentarzu kwatery moich najbliższych . Dobre życie , jest tam gdzie są dobrzy ludzie . Rety ale sie rozpisałam . Cosik mnie napadło. Zaznaczam , że to jest moje spostrzeganie świata. Każdy może mieć inne . To jest nasze święte prawo.
