Hej. Powiem tak. Wielkie nadzieje na udany turnus...
Jedyny plus, to zabiegi. Niezłe, ale i to niektórzy Fizykoterapełci popsuć potrafią. Ale spoko. Niech pozostanie. Zawiedzony jestem podejściem niektórych Pań Pielęgniarek, które już w dniu przyjęcia dały się poznać ze złej strony. Niektórych, powtarzam, bo były również takie, które pomogły mi znaleźć wolny pokój w hotelu. Przyjechałem wcześniej, by po nocy nie jeździć. To Piękne było. Było nerwowo przy przyjęciu, tłumy ludzi i totalny rozgardiasz.
Podobnie na kuchni i stołówce. Obsługa bardzo różna, jak i jedzenie przeciętne. Podawane do stołu gotowe porcje, takie same dla szczuplutkiej Kobiety jak i dla ponad stukilogramowego faceta, na którego i ja patrzeć musiałem mocno z dołu, choć niski nie jestem.
Warunki zakwaterowania mocno średnie. O wszystko trzeba prosić. Dwa ręczniki wymieniono raz na trzy tygodnie, oraz pościel, którą wyprosiłem, ponieważ była podarta, i zamieniłem na jeszcze bardziej podartą.
Przy pytaniu o jakiś kącik, jakąś świetlicę, odpowiedź była, czy jestem żołnierzem? Jeśli nie, to można buło zapomnieć.
Plac zwany Parkingiem dziurawy, owinięty taśmą i tabliczkami z numerem.
Telewizja płatna, czajnik też, choć był na wyposażeniu, nikt nie upomniał się o kasę.
No i po wejściu do pokoju, wielkie oczy, stoi w każdym, chyba w każdym lodówka. Tu zaskoczenie in plus.
Dostać się do gmachu Pierwszego, ok.500 mnpm ponad sto schodków.
Lekarze w porządku, windy psujące się często, właśnie jedna stoi, gdy to piszę.
Nie wiem, może gdybym był żołnierzem, byłoby lżej? Chyba tak. A tak traktowani lekko jak ludzie inni, troszkę niechciani.
Atmosfera w porównaniu z Sanatorium w Krynicy Zdr. nieporównywalna. Ale i ludzie sami sobie atmosferę tworzą. W Krynicy trzy lata temu jedno lub dwa, może trzy małżeństwa, teraz większość to małżeństwa. Jedno ma chęć na tańce, drugie nie, no to idą na spacer, lub siedzą w salach, snując się od ściany do ściany. Pytam, idziesz poskakać? Eee, poszedłbym, ale małżonka nie idzie, to i ja nie. I odwrotnie, żeby nie było.
Grają pod wąsem, w Kaprysie, Piekiełku. Ludzi mało,i codzienny exodus, albo jak to nazwałem wiosna, a raczej jesień ludów. Do tego bardzo opuszczone miasteczko. Bardzo dużo pustostanów i wręcz ruin. Przykro patrzeć na to wszystko, brak gospodarza ewidentny.
Już na koniec, bo się rozpisałem, Nie żal odjeżdżać, choć położenie Lądka i okolice ciekawe, a nawet bardzo Ciekawe. Sporo atrakcji, ciekawych miejsc do zwiedzania. I jeszcze apel do władz miasta.
Ludzie, ogarnijcie się, to nie czasy smutnej i szarej komuny, chyba czas na zmiany....
Pozdrawiam.
