Strona 2 z 3
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 23 maja 2013 23:58
autor: asia13
bozena1005 pisze:Witam wszystkich.Jestem nową kuracjuszką z Lubelszczyzny , tak się złożyło że pierwszy raz trafiłam do Szczawnicy w terminie 21 03 -11 04 2013r --- to miejsce mnie urzekło , mimo zimowej aury było bajkowo.Mieszkałam w Dzwonkówce z czego też mam miłe wspomnienia -pozdrawiam cały personel na czele z p. Wiesią.Byli wspaniali ludzie z różnych stron Polski -pozdrawiam

średnia wieku ok.50-tki.chętnie pojechałabym tam jeszcze raz(mam cichą nadzieję bo składam wniosek)-pozdrawiam.
Ja taz sie pisze na Szczawnice choc to wysoko ale widoki z tarasow i balkonow rekompensuja wszyskie niedogodnosci.Bylam w Nauczycielu i wspominam cieplutko.Pa
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 20 cze 2013 01:46
autor: Jacek L
To był mój pierwszy wyjazd sanatoryjny. Przełom maja i czerwca. Chciałem nad morze, wysłano mnie w góry(: Krótkie rozczarowanie, a po chwili ożywcza myśl i pytanie zarazem: czyżbym obawiał się zmiany klimatu i odmiennych widoków? Że co? Brak jodu i otwartego horyzontu? Ponieważ znajomi nie raz atakowali moją bałtycką jednostronność, poddałem się i postanowiłem skorzystać z oferty. Tym bardziej, że termin zachęcający - nie wyobrażam sobie zdobywania szczytów w pełni lata. Choć nadal preferuję górne rejony rodzimej mapy, nie żałuję tej przewrotnej wyprawy.
Mimo lokalizacji samego budynku. Wyżej być nie mogło. Przynajmniej w wyobrażeniach niezaprawionego wspinacza. Do głównej ulicy miasteczka zbiega się siłą grawitacji, która pcha człowieka w dół przez jakieś 20 minut. Zabawne, dopóki nie myśli się o powrocie (coby obiad nie wystygł;)
Schody, schody, schody... Dosłownie i nie tylko. Nie ma tego złego. Po tygodniu kondycja nie ta sama. In plus, ma się rozumieć.
Mimo obfitości jedzonka. Typowo stołówkowe: bez "re" (...wolucji ...welacji), ale prawie zawsze zostawały okruchy dla podbalkonowego ptactwa.
Słówko o zabiegach. Startujemy ogólnonarodową (czytaj: nieobowiązkową) gimnastyką o 7:20. Brawka dla niestrudzonej pani Małgosi, wyganiającej rekonwalescentów na taras czwartego piętra.
Po śniadaniu ciąg dalszy, zadysponowany przez przesympatyczną panią doktor z pokoju 212 - przepraszam, z wrażenia zapomniałem imię - we wdzięcznej pamięci pozostał jedynie uśmiech:)
Niekwestionowaną duszą wiadomego miejsca, pozostaje pani Wiesia. Obecna wszędzie.
Gabinet zabiegowy, biblioteka, stołówka, autokar... Nie wiem co jeszcze.
Bez rzeczonej obecności, Dzwonkówka nie wyrosłaby poza szary beton.
Reasumując: polecam.
Na niedożywienie (wszelakie), na kondycję (nie taką), na całą resztę (cokolwiek to znaczy).
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 20 cze 2013 16:57
autor: B35
Jakoś mnie to nie nastawiło optymistycznie..... mam nadzieje ze w Juli jest super...

Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 21 cze 2013 13:25
autor: zbych
Hmm. To zależy co kto oczekuje po pobycie w sanatorium???

Jeżeli chodzi o Szczawnicę to prawda jest taka, że kuracjusze bez kondycji będą mieli ciężko bo: górki, górki i jeszcze raz górki. Zwłaszcza Nauczyciel, Dzwonkówka, Hutnik, ale również Inhalatorium, Budowlani. Minusem jest to, że znacznie ubyła ilość miejsc gdzie można potańczyć. Praktycznie to Malinka i chyba Budowlani . Zdrojowa zamknięta, w Hutniku również nic się nie dzieje, Papiernik podobnie, w Inhalatorium była kiedyś taka miła, przytulna kafejka, ale zrobiono tam przychodnię??? Za to widoki przepiękne, trasa rowerowo spacerowa wzdłuż Grajcarka do Dunajca super, widok z Palenicy na Tatry i wiele innych jak chociażby spływ Dunajcem. To już zależy co kto lubi i jak sobie umie zorganizować towarzystwo aby było wesoło i przyjemnie.

Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 21 cze 2013 23:33
autor: Jacek L
Stan na czerwiec 2013.
"Hutnik" ratuje się dancingowymi klimatami z lat 70-tych. Typowo sanatoryjna konwencja - oby im się sprawdzało w następnych latach.
"Malinka", tak na oko, umarła. Pomyślałem o remoncie, ale trzytygodniowy zagruzowany bezruch raczej na to nie wskazuje.
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 23 cze 2013 11:23
autor: zbych
Wychodzi na to, że tak na dobrą sprawę to to obecnie w Szczawnicy nie ma gdzie potańczyć?? Podane przeze mnie informacje w poprzednim wpisie dotyczyły okresu: maj ubiegłego roku. W ubiegłym roku w Hutniku coś próbowała organizować taka młoda dziewczynka, ale te utwory którymi raczyła kuracjuszy nie nadawały się ani do słuchania, ani do tańczenia. Hutnik zupełnie podupadł. Podczas mojego pobytu miał obłożenia góra 50%. W Nauczycielu warunki bytowe super, ale nic poza tym. Jest ładna, duża świetlica w której zupełnie nic się nie dzieje. Można by zorganizować jakąś kafejkę, jakiegoś grajka lub muzykę mechaniczną i coś by się działo. Tym bardziej, że to wysoko, w pobliżu Dzwonkówka, Hutnik, Inhalatorium więc pewnie stamtąd również ktoś by skorzystał. Pod tym względem malutki Iwonicz Zdrój bije Szczawnicę na głowę. Na dole, w tzw. centrum w promieniu 50-100m trzy lokale: Zdrojowa, Hotel Klimat i Krakowiak. No i jeszcze Hotel Glorieta. Na górze KRUS, Górnik. To jak na taką malutką miejscowość naprawdę dużo.
Szkoda, że Szczawnica pod tym względem cofnęła się chciało by się powiedzieć do Komuny, ale zwłaszcza w tamtych czasach w Szczawnicy można było się zabawić na każdym kroku. Wypada chyba wykreślić Szczawnicę chociaż tereny i widoki piękne.
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 29 cze 2013 00:19
autor: Jacek L
zbych. Nie bądźmy aż tak radykalni. Na pewno nie skreślę Szczawnicy, a tym bardziej samej Dzwonkówki, z listy miejsc sympatycznych. Sam powiedziałeś, że ocena zależy od indywidualnych oczekiwań, więc... Ja akurat nie jestem zwolennikiem knajpianych klimatów podczas sanatoryjnych, czy choćby zwykłych urlopowych wyjazdów. Oczywiście chętnie przysiądę tu i ówdzie na jakąś kawkę albo piwo, jednak nigdy nie cierpię z powodu nieurodzaju lokali rozrywkowych. Temat zwyczajnie mnie nie dotyczy. Zresztą chyba nie jest aż tak źle, jak mogłoby się wydawać po wpisach na forum. Podzieliłem się jedynie własną skromną wiedzą. Współbiesiadnicy nie raz chwalili się wieczornymi wojażami wiadomego charakteru, ale że nie wnikałem w szczegóły, postanowiłem nie podpierać się ich odkryciami. Tyle.
Pomijając aspekt taneczny (;))), będę jednak bronił Dzwonkówkę.
Wszelako rozumiane schody (obiekt faktycznie sięga dachem chmur) z początku przerażały, tym bardziej, że kondycją sięgam mocno poniżej przeciętnej. Cóż było robić? Krok po kroku, dzień po dniu, wreszcie tydzień po tygodniu - wspinać się na wyżyny swoich możliwości. Efekt? Po powrocie na Kujawy, teren wydaje się śmiesznie płaski i dziś hulam po ulicach mojego miasta z nieznaną mi wcześniej lekkością. Serca, płuc i (za przeproszeniem) tyłka. Trasy, te szczawnickie, najczęściej programowałem samodzielnie, ale jeśli brakło inwencji, wystarczyło skorzystać z naprawdę bogatej oferty turystycznej za przystępne ceny. Każdy znalazł coś interesującego. Od zasiedziałego emeryta z rwą kulszową (spływ Dunajcem, źródła termalne na Słowacji), po wprawionego wspinacza (wyprawa na Trzy Korony). Tak w skrócie - możliwości było oczywiście więcej.
Jeszcze raz pragnę podkreślić rolę personelu.
Panią Wiesię, obecną wszędzie (zabiegi, biblioteka, autokar...), nazwałem wcześniej aniołem, dobrym duchem, czy jakoś podobnie. Podtrzymuję.
Tarasowa blondynka, jak określiłem ją sobie prywatnie (gimnastyka ogólnonarodowa, moje magiczne łóżko;))) też nieźle nas "wymęczyła".
Dzięki, Pani Małgosiu. Za poranne rozciąganie mięśni i mózgu:)))
Plus reszta armii przesympatycznych kobiet. Nawet zwykłe mierzenie ciśnienia tętniczego okraszone było uśmiechem.
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 29 cze 2013 10:08
autor: zbych
Drogi Jacku L. Te tzw. knajpiane rozrywki jak je nazwałeś w twoich ustach zabrzmiało jak coś nagannego. Nie każdy idzie do knajpy aby się uchlać za przeproszeniem. Ja lubię potańczyć, mimo że mam już swoje lata i siwą brodę. Dodam, że nie muszę dodawać sobie animuszu ani odwagi poprzez wypijanie iluś tam drinków lub złocistego płynu aby się dobrze bawić. Ba, nie muszę i z reguły nie wypijam żadnego alkoholu. Doskonale się bawię przy soczku lub wodzie mineralnej. To że na Twoim turnusie trafili się bardzo trunkowi kuracjusze (tak to odczytałem z twojej wypowiedzi) nie oznacza, że tak jest zawsze i wszędzie. Są ludzie którzy lubią potańczyć, zabawić się i są którzy tego nie lubią. To sprawa każdego z nas. Jesteśmy dorośli, niektórzy nawet bardzo dorośli - jak ja i każdy z nas spędza czas tak jak lubi. Ty lubisz spacery. Ja również i mimo nadciśnienia zaliczyłem bez problemu wypad na Trzy Korony, a później jeszcze tańce. Zachwalać Szczawnicy mnie nie ma potrzeby. Pierwszy mój pobyt w Szczawnicy to... jakieś 30-35 lat temu, później to było jakieś 15 lat temu i wówczas można było jeszcze potańczyć w wielu miejscach o których wspominałem, a obecnie wygląda na to, że nawet Malinka się zwija. To smutne. Bo pobyty kuracyjne to nie tylko zabiegi, spacery, zorganizowane wycieczki i górskie wspinaczki, ale również taniec który doskonale uzupełnia terapię. Proponuję przy następnym pobycie kuracyjnym skorzystać z terapii tanecznej jako uzupełnienia terapii podstawowej. Pozdrawiam i życzę milej niedzieli.
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 01 lip 2013 01:38
autor: Jacek L
zbych'u.
Nie, nie i jeszcze raz NIE!
Zdecydowanie źle to odczytałeś.
Słowo "knajpa" nie było użyte w znaczeniu pejoratywnym. Przyznaję, określenie nieco archiwalne i przez to nieco siermiężne, więc pewnie dlatego wywołało u Ciebie negatywne skojarzenia. Przecież nie zaprzeczam, że sam lubię przysiąść przy ożywczym espresso, a nawet pokalu jasnego chłodnego (luźne skojarzenie, nie cytat), jednak w moim poprzednim poście nie padło nawet słowo na temat trunkowych (jak ich określiłeś) kuracjuszy.
Nikt nie cierpiał na syndrom upadającej "Malinki".
A że kuracjusze miewali odmienne pomysły na kolejny wieczór...
Re: Dzwonkówka Szczawnica
: 01 lip 2013 09:37
autor: zbych
Jacku. No to sprawa jasna w kwestii tych trunkowych. Mnie określenie knajpa kojarzy się z określonym klimatem i atmosferą, której również nie lubię. Co innego określenie lokal, kafejka nawet typu "Zdrojowa" bo lokale o takiej nazwie są w każdym uzdrowisku, kurorcie i w zasadzie są to lokale dla kuracjuszy. Może o nie najwyższym standardzie, ale za to tanie, a nie każdy kuracjusz jedzie do sanatorium z wypchanym portfelem. Jeżeli chodzi o Szczawnicę to dodam, a właściwie powtórzę, że jest to miejsce dla kuracjuszy o przynajmniej średnio dobrej kondycji. Tam wszędzie pod górę. Gdy się trafi "Nauczyciel", "Dzwonkówka" lub "Hutnik" to wystarczy ze dwa, trzy razy zejść na deptak, przespacerować się do Grajcarka albo jeszcze dalej do Dunajca i ma się dość. Wspominając o tych lokalach które funkcjonowały jeszcze około 10 lat wstecz miałem na myśli, że był wybór. W ubiegłym roku była to jedynie Malinka. W sumie obskurny lokal poczynając już od samego wejścia. Kiedyś była tam sala widowiskowa, ale skoro jest obecnie piękna sala widowiskowa w Pałacyku to adaptował to ktoś na Malinkę i to prawie wszystko. Jeszcze Budowlani jednak trudno wybrać się na tańce do Budowlanych z rejonu Dzwonkowki, Nauczyciela bo to jednak spory kawałek. Brakuje mi w Szczawnicy takiego klimatu (jeżeli chodzi o rozrywkę} jaki panuje w Ciechocinku, Świnoujściu gdzie przy każdym lokalu, przy każdym wejściu na plaże w okolicach jadłodajni rożnego rodzaju grają zespoły i ludzie sobie tańczą lub konsumują przy lekkiej muzyczce. Lub chociażby Iwonicz Zdrój gdzie byłem w początku maja. Malutkie miasteczko, a lokali mnóstwo. Wszystko pod kontem umilenia czasu, wypełnienie wolnego czasu kuracjuszom. To tworzy klimat uzdrowiska, kurortu i ja takie klimaty lubię, a nie jedynie zabiegi, podziwianie krajobrazu i ewentualne wycieczki autokarowe. Mam inne podejście do pobytów kuracyjnych. Zabiegi, tańce oraz zwiedzanie najbliższej okolicy pieszo tego oczekuję z pobytu w sanatorium. Każdy jednak lubi co lubi i ja szanuję każdego człowieka i Jego wybór. To sprawa każdego z nas.

Pozdrawiam wszystkich kuracjuszy. Tych którzy są już po turnusach i tych którzy dopiero oczekują w kolejce.