Miły Przyjacielu, moja Mama jest zadowolona z wyjazdu. Jej choroba robi postępy, a proces ten jest nieodwracalny. Wyjazd do Krynicy i zmiana środowiska, inne twarze i serdeczne uściski obcych jednak ludzi, sprawiły, że była bardzo radosna. Miała swoje trudne momenty. Nie chciała zatańczyć, gdy mężczyzna nie poprosi, ale chętnie śpiewała ze mną na Parkowej "Jesteś szalona", sypała jak z rękawa wierszami z lat jej młodości i szkolnych... niektóre z nich były dla mnie zupełnie nie znane. Dwa dni przed odjazdem zapytała, czy nie można tego pobytu przedłużyć? Teraz też jej humor nie opuszcza, ale myślę, że to za przyczyną małej niebieskiej tabletki. Dzisiaj kiedy potłukła przetwory i zalała mi łazienkę, stwierdziła, że co tam, się posprząta

Mogę żałować tylko, że nie zabrałam jej do Krynicy w ubiegłym roku. Przede mną jeszcze w przyszłym roku sanatorium w górach, a potem zabiorę Mamę gdzieś blisko Olsztyna może do Inowrocławia albo do Ciechocinka. I to będzie będzie koniec jej podróży... choroba zrobi swoje

Chce dodać, że powrót z Krynicy do Warszawy to był wesoły autobus. Było śpiewanie i opowiadanie dowcipów. Nasze sąsiedztwo było bardzo wyrozumiałe i zintegrowało się z nami, a po wyjściu z auta na D. Zach. pilnowali Mamy dopóki nie zabrałam bagażu. Pozdrawiam i życzę słonecznej niedzieli.
W Olsztynie padało dzisiaj cały dzień... i ja też
