Ważny temat szczególnie jesienią

i przy takich dniach jak ostatnio
Fototerapia na zimową depresję
Marta Kawczyńska 06.10.2009 , aktualizacja: 07.07.2011 14:00 A A A Drukuj
Przyszła zima. Wielu z nas wychodzi z domu, gdy jest jeszcze ciemno. Przez większość dnia pracujemy przy sztucznym świetle, a gdy wracamy do domu - znowu jest ciemno. Stąd już tylko krok do depresji
Brak światła powoduje u wielu osób tzw. depresję sezonową - najczęściej występuje ona jesienią i zimą. Najprawdopodobniej jej przyczyną jest zaburzenie naturalnych rytmów biologicznych, właśnie na skutek niedoboru promieni słonecznych. Przypadłość ta występuje najczęściej u osób między 30. a 60. rokiem życia.
Zimowa depresja objawia się najczęściej zmęczeniem, nadmiernym apetytem, sennością i drażliwością, a przede wszystkim brakiem nastroju. Często występują też bóle żołądka, serca i kręgosłupa. Zdarzają się również ataki płaczu, ludzie mają poczucie winy i przestają się lubić. Zimowej depresji nie należy lekceważyć. Jeśli jej objawy utrzymują się dość długo, warto wybrać się do specjalisty.
Wcześniej trzeba jednak wypróbować domowe sposoby: wybrać się na spacer, żeby złapać jak najwięcej słonecznych promieni i odpowiednio się odżywiać. Codzienne posiłki powinny być wzbogacone w magnez i selen - pierwiastki te znajdziemy w czekoladzie, kakao, orzechach, płatkach owsianych czy otrębach.
Zimowej depresji może też zaradzić fototerapia, czyli leczenie światłem. Pacjent wchodzi do pomalowanego na biało pomieszczenia, które jest oświetlone jaskrawą lampą. Daje ona światło o natężeniu nie mniejszym niż 2,5 tys. luksów (domowa lampa świeci z mocą 300-500 luksów). Na Alasce czy w krajach skandynawskich, gdzie dzień jest bardzo krótki, ta forma terapii z wykorzystaniem lamp emitujących światło niemal identyczne ze słonecznym jest bardzo popularna. Czas naświetlania zależy przede wszystkim od intensywności promieni. Najczęściej jest to 5-10 zabiegów, które trwają pół godziny lub godzinę.
Fototerapię oferują zwykle gabinety odnowy biologicznej, a także niektóre przychodnie medycyny naturalnej. Coraz częściej stosują ją również psychiatrzy i neurolodzy. Światło, którego używa się podczas zabiegów, nie zawiera promieniowania UV, dlatego też nie jest szkodliwe, nie parzy i nie szkodzi oczom. Przed poddaniem się fototerapii warto jednak skonsultować się wcześniej z lekarzem. Z leczniczego działania światła nie mogą korzystać osoby, które przyjmują leki wywołujące silną reakcję na światło oraz osoby z chorymi oczami. Czasami podczas naświetlań mogą wystąpić nudności, mrowienie w dłoniach, a także bóle głowy. Wtedy koniecznie trzeba skonsultować się z lekarzem.
Lampy do fototerapii pojawiły się w Polsce stosunkowo niedawno. Skonstruowano nawet jej domową wersję. Korzystanie z takiej lampy w domu jest całkowicie bezpieczne, nie wymaga używania kremów z filtrem i nie psuje wzroku. Od dwóch? (lat) można kupować polską lampę do fototerapii o nazwie Fotovita - kosztuje ok. 1 tys. zł. Trzeba jednak pamiętać, że nieuzasadnione naświetlania nie poprawiają samopoczucia, a mogą wywołać jedynie bóle głowy i oczu.
Net