Z przyjemnością obejrzałem przed chwilą zdjęcia wykonane podczas styczniowego pobytu w nałęczowskich Cichych Wąwozach. Doświadczyłem dużego dysonansu pomiędzy tym co przeczytałem na forum przed wyjazdem, a tym czego doświadczyłem na miejscu.
Wtedy byłem mocno podenerwowany. Pewna "warszawianka", wypowiadając się na tym forum, nie zostawiła przysłowiowej "suchej nitki" na warunkach i personelu sanatorium. Kilka dni przed wyjazdem dzwonię i pytam o te warunki bo wybieram się do Cichych Wąwozów z drugiego krańca kraju. Miły głos recepcjonistki uspokaja mnie i rozwiewa wszelkie wątpliwości. Po przyjeździe wszystko się zgadza i tylko to zdjęcie, zrobione z zaskoczenia, trochę niepokoi

Pokój dwuosobowy, z łazienką, przytulny, czyściutki. Myślę sobie - ciekawe jak zabiegi
W nocy

koszmar

- chrapiący sąsiad. Rano rozmowa z lekarzem i zdziwienie - mogę iść do recepcji i ... zmienić pokój.
Pani planująca zabiegi - miły, wręcz czarujący uśmiech i pełny profesjonalizm. Kolejne miłe zaskoczenie w księgowości - za wszystko mogę płacić kartą. Poznaję obiekt. Wszystko pod jednym dachem. Zabiegi na dole. Na parterze można pograć w tenisa, na piętrze regały z książkami i miejsce na rozmowy. Jest także winda, później okaże się że będę ją skrzętnie omijał co pobudzi do lepszej pracy moje
[ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ]
Następne dni to nawiązywanie znajomości i mnóstwo miłych doznań. Codzienna gimnastyka prowadzona przez panią Żanetę i pana Michała z każdym dniem stawała się coraz większą przyjemnością. Miłe osobowości a i popatrzeć miło

. Masaże u Pana Pawła przynosiły relaks i ulgę w cierpieniu. Fachowiec pierwszej klasy. Pozostałe zabiegi zawsze o czasie, sprawnie miło i profesjonalnie. Godziny zabiegów rozpisane na cały turnus i grzeczne telefoniczne przypomnienie o zabiegu gdy się człowiek "zapomniał". Dla chętnych poobiednie wykłady na ciekawe tematy prowadzone przez panią doktor Agnieszkę(?). Sale przyozdobione obrazami, który można się nie tylko przyjrzeć ale także nabyć na własność.
[ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ]
Przed wyjazdem zastanawiałem się jak wytrzymam w "zimowym" Nałęczowie. Teraz wspominam z uśmiechem ten czas. Codzienne spacery "na dół" w towarzystwie kolegów ze stolika nr 25. Styczeń a tu ciepełko i mnóstwo kwitnących stokrotek w parku. Podziwialiśmy przepiękne zabytki architektury, także tej drewnianej, rozrzucone po całym Nałęczowie i sporo czasu spędziliśmy w Muzeum Stefana Żeromskiego. Ze spacerów nie zrezygnowaliśmy nawet gdy wróciła zima. Gorąca czekolada i grzaniec smakowały jeszcze bardziej
[ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ]
Popołudnia to także czas na wycieczki. Najpierw z przewodnikiem po Nałęczowie a za jakiś czas do Kazimierza. Chętni mogli uczestniczyć w różnych pokazach. Niektórzy zaopatrzyli się w urządzenia do magnetoterapii a właściwe w ich domowe wersje odpowiedników stosowanych w profesjonalnych gabinetach rehabilitacyjnych.
[ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ]
Turnus minął w mgnieniu oka a ja zastanawiałem się co właściwie wpłynęło na poprawę mojej kondycji i nastroju. Dobrze opracowana dieta, pyszne jedzonko w wystarczającej ilości podawane przez przemiłe panie, właściwie dobrane zabiegi, profesjonalni rehabilitanci czy też doborowe towarzystwo? Brak internetu w pokoju też nie jest bez znaczenia.

Może to wszystko na raz daje taki efekt.
[ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ] [ obrazek zewnętrzny ]
A wszystko to zaczyna się już od progu, od miłego uśmiechu Pań z recepcji, które tą drogą serdecznie pozdrawiam i dziękuję
