Strona 11 z 261
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:03
autor: malgorzatas
Ja już nic nie wymyślę

możesz podać rozwiązanie jeśli chodzi o mnie....

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:06
autor: BozenaMat
Poczekam jeszcze. Może Ci, co w cichości poczytują zbiorą się na odwagę i też coś dopiszą. Może uda się i zgadną, co przytrafiło się Mariankowi

Nagroda czeka

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:08
autor: ANDY12345
A w tym Zdroju była muszla......... koncertowa tylko tam nie ma wody. WODA JEST TYLKO W FONTANNIE
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:08
autor: malgorzatas
Wiem
Telefon wypadł Mariankowi do WC w trakcie jazdy pociągu. ...

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:09
autor: BozenaMat
ANDY ............. Cieplej................ cieplej............. dobrą ścieżką kroczysz

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:10
autor: BozenaMat
Małgosiu.......... Marianek miał przygodę już w uzdrowisku
I sorry.......... typujcie. Ja muszę.......... niestety wyjść ..........ale nie z siebie
Rozwiązanie zagadki......... umówmy się...... o godzinie 22

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:24
autor: ANDY12345
Jeszcze jest pijalnia zdrojowa albo na odwrót. nie jestem na prochach ale muszę odpocząć, mózgownica mi się grzeje

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:40
autor: Cygana
1) Myślę że utopił telefon w fontannie (gdy wydzwaniała owa Pani ,która podzieliła się z Mariankiem kaszanką)
2) Zgubił telefon feralnej nocy gdy się dobijał do sanatorium 
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 19:40
autor: forumowicz
Brawo Florka

Świetnie napisane
A Marianek zastawił telefon w recepcji sanatorium,jako zapłatę

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 22 lis 2018 21:39
autor: BozenaMat
Chyba zabawa dobiegła końca..........

Kto miał chęć wziąć w niej udział, myślę, że wziął

To ja wstawię , co też przytrafiło się Mariankowi.......... a później nagrody. Trzeba chwilę poczekać, bo lokatorzy kamienicy debatują, jak rozdysponować nagrodę. Ale znając Ich myślę, że jakoś wybrną z kłopotu
Tajemnica znikniecia Mariankowego telefonu
Po przybyciu do Sanatorium i zakwaterowaniu Marianek udał się na mały rekonesans po uzdrowisku. Postanowił sprawdzić cóż to ta mieścina ma do zaoferowania i bynajmniej chłopinie nie chodziło o wody lecznicze. Dla Marianka bardzo ważną sprawą było to, gdzie znajdują się punkty dystrybucji napoju chmielowego, tudzież lokale serwujące podkład pod ów napój. Nosa Marianek miał dobrego, już w pierwszym napotkanym lokalu nabył sześciopaczek i na pycholku ukazał się uśmiech… wielkości banana. Następne miejsce i w ręku Marianka znalazła się pokaźna torba fryteczek. Chłopina po 12 godzinach jazdy, po oczekiwaniu na zakwaterowanie, z deczka poczuł ssanie w żołądku, kiszki zaczęły wygrywać marsza… bynajmniej nie był to marsz Mendelsona. Zaopatrzony w artykuły pierwszej potrzeby, Marianek przysiadł na ławeczce. Błogość z wolna zaczęła malować się na Jego twarzy (jednak Sanatorium to dobra rzecz- pomyślał). Fryteczka znikała jedna za drugą, słonko przygrzewało, liść za liściem spadał (tak to bywa jesienią). Jeden poszybował, spadł do rzeczki, Marianek wodził za nim wzrokiem. Ooooo… kuracjusz (tak siebie już zaczął nazywać) wstał i podszedł do barierki. Kaczusie… jakie śliczne. Marianek miał dobre serce, lubił się podzielić tym, co miał (nie myślcie sobie, dotyczyło to i piwa, które choć było podstawą egzystencji Marianka… potrafił sobie odjąć od ust i też się nim podzielić). Ale jak na razie sześciopaczek był w stanie nienaruszonym, poza tym jak tu napoić kaczusie, gdy nie ma się kufelka?.... Padło na frytki. A co tam… niech kaczuszki też coś od życia mają. Stał tak nad tą rzeczką, karmił ptaszęta, gdy nagle przypomniał sobie, że solennie obiecał znajomym z kamienicy (szczególnie Viky) dać znać czy dojechał, jak się zadomowił, co słychać. Słowo u Marianka rzecz święta… wyciągnął więc telefon i niezdarnie szukał numeru do Viky. Nie było to łatwe. Pod pachą dzierżył sześciopak chmielu, w jednej ręce torbę z frytkami, drugą niezdarnie szukał w spisie numerów literki „V”. I jak to bywa… złośliwość rzeczy martwych wkroczyła do akcji. Sześciopaczek zaczął Mu się wysuwać spod pachy i pierwszym (baaa jedynym) odruchem było ratowanie go, by nie wpadł do wody. To była jedyna myśl… wszystko inne pal licho, mogło wypaść z łapek. I tak się stało. Fryteczki poleciały i z pluskiem wpadły do rzeczki, kaczusie od razu zatrzepotały skrzydełkami i rzuciły się na ten posiłek, który tak hojnie niebo podarowało (odkąd to Marianek niebem się zowie, to ja nie wiem). Za frytkami poleciał telefon i podzielił los owych frytek. Sześciopak został uratowany. Marianek patrzył jak telefon błyszczy na dnie rzeczki, już miał przejść za barierkę, by wyłowić ten cud techniki do komunikowania się ze znajomymi, ale… Po pierwsze nie uważał telefonu za rzecz pierwszej potrzeby, by aż tak się trudzić. Owszem… gdyby to na dnie spoczywał sześciopak chmielu, to tak. Nawet by się nie zastanawiał, tylko dał nura, by go z głębin wydobyć. Ale telefon? Nigdy go nie miał, to i teraz nie czuł potrzeby, by go ratować. Jest czy nie – Mariankowi wsio rybka. Po drugie miał na sobie ów ślubny garnitur (oczywiście, że nie ze swojego, ale ze ślubu córki Jadzieńki)… więc za nic w świecie nie utytla spodni w tej mętnej wodzie. Hymmm… Marianek podrapał się po makówce, jeszcze raz spojrzał na telefon i… usiadł wygodnie na ławeczce, rozpakował sześciopak i wreszcie po mękach podróży, oczekiwaniu na zakwaterowanie……. umoczył usta w życiodajnym płynie i poczuł, że wreszcie krew zaczęła Mu szybciej krążyć w żyłach. Marianek ożył… a Viky dzwoniąca do Marianka nieustannie słyszała:
„Abonent czasowo niedostępny, abonent czasowo niedostępny”.