Podsumowanie subiektywne w odcinkach.
Uwaga, wcale nie musi się pokrywać z odczuciami innych bywalców.
Mój przyjazd do Kołobrzegu nastąpił przed godziną ósmą. W holu było już pełno ludzi, a wciąż podjeżdżali nowi. Taksówkarze mieli żniwa. W sumie kolejka do recepcji nie skończyła się do obiadu, ale byli to już nieliczni kuracjusze.
Panie w recepcji ogłosiły, że należy dokumenty już mieć przygotowane, bo na początku jedni dopiero szukali po walizkach inni dopytywali o co chodzi i przedłużało to oczekiwanie.
Dyskusje po podejściu do recepcjonistek były różne. Jedne pogodne i wesołe, gdy na przykład panie przydzielały małżeństwom jak nowożeńcom dwójeczki. Inne rozmowy nabrzmiewały oporami, ba czasem głośnym gniewem, gdy mowa była tylko o trójkach. Dwójki były wyjątkowe, np. niepełnosprawność znaczna z opiekunem, wózkowicz z opiekunem itp. Może też z innych przyczyn, ale tylko te przypadki znam.
Po zarejestrowaniu się w recepcji dostaje się Kartę Pobytu. Tam wpisany jest nr pokoju, czas pobytu, miejsce postojowe, nr diety, nr stolika, godziny posiłku. nr pok. pielęgniarek, lekarza. na odwrocie podajemy nr dowodu, adres i nr telefonu osoby bliskiej, własny tel. i listę leków. To usprawnia pracę pielęgniarki.
Zagubionych w pierwszych krokach kuracjuszy oprowadzał i odprowadzał do wind młody człowiek na etacie z taką właśnie funkcją. Gdy ktoś się wahał, gdzie iść, był zawsze na skinienie. Świetnie i z życzliwym uśmiechem rozpoznawał ‚zagubionych’.